Satysfakcjonująca praca w dobrej atmosferze, w dodatku bez konieczności codziennych, dalekich dojazdów? Analizując rynek i indywidualne potrzeby, połączenie tych czynników wydaje się stosunkowo trudne. Okazuje się jednak, że to możliwe. Belgijska firma Epco, działająca w Bytomiu od ponad 3 lat, cały czas się rozwija i poszukuje chętnych do podjęcia współpracy. O tym, że naprawdę warto być częścią tego zespołu, opowiedział jeden z pracowników.

Epco Polska Spółka z o.o. zajmuje się produkcją paneli do bram segmentowych. Gotowe panele trafiają do przedsiębiorstw, zajmujących się produkcją i sprzedażą kompletnych bram. To pierwsza firma, która zdecydowała się na budowę zakładu produkcyjnego na terenie Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Bytomiu. Mimo posiadania bardzo zautomatyzowanej linii produkcyjnej, w dalszym ciągu – to człowiek pełni kluczową rolę w całym procesie. W niewielkim, ale profesjonalnym zespole, od blisko dwóch lat pracuje pan Błażej, który zdecydował się opowiedzieć nam swoją historię.

Jak trafił pan do firmy?
Do firmy Epco dołączyłem we wrześniu 2019 roku, wcześniej pracowałem na strefie w Gliwicach w dwóch zakładach, łącznie przez 4-5 lat, jakoś tak. Ze względu na podeszły wiek mojego taty i chorobę musiałem jednak zrezygnować z pracy. Zajmowałem się domem i tatą… do czasu jego pożegnania w lipcu 2019 roku. O firmie Epco dowiedziałem się od bardzo dobrego przyjaciela, który powiedział, że to najwyższy czas, żebym rozejrzał się za dobrą pracą i żebym tam złożył swoje papiery. Na początku nie byłem bardzo przekonany bo nie miałem uprawnień UDT na wózek widłowy. Pomyślałem, no raczej mnie nie przyjmą, bo to firma z panelami, to trzeba jeździć wózkiem widłowym. No, ale zaryzykowałem. Złożyłem papiery i od tego momentu wszystko potoczyło się bardzo szybko.

Jak przebiegał proces rekrutacji?
Praktycznie jak w piątek złożyłem CV no to w poniedziałek już miałem telefon z firmy rekrutującej pracowników. To firma zewnętrzna, która dokonuje przyjęć w początkowym okresie zatrudnienia. Zostałem zaproszony na rozmowę do pana dyrektora. Po rozmowie miałem oczekiwać na decyzję w ciągu następnych dni. Muszę przyznać, że przyszła zaskakująco szybko, bo już w tym samym dniu dowiedziałem się, że zostałem przyjęty. Dostałem skierowanie na badania… no i tak zaczęła się moja przygoda. Na początku byłem zatrudniony przez firmę rekrutacyjną, po ponad pół roku zostałem przyjęty już bezpośrednio do Epco.

Teraz pracuje pan w miejscu zamieszkania. To spory zysk czasowy, w porównaniu do przeszłości?
Strefa w Bytomiu jest bardzo dobrze skomunikowana. Ja mieszkam bardzo blisko zakładu, więc to też był ważny czynnik, że złożyłem papiery tutaj, bo jednak dojazdy na strefę do Gliwic i czasowo i finansowo wychodziły gorzej. Teraz mam praktycznie zerowe koszty. Mieszkam o dosłowny „rzut kamieniem” od firmy. Duża część załogi mieszka naprawdę blisko. To nie jest problem, żeby z kimś podjechać w razie czego samochodem. Z przystanku tramwajowego spacerem też jest przyjemna trasa.

Jak wyglądały pana początki? Czy firma zapewniła odpowiednie szkolenia?
Spodobało mi się to, że zostałem dobrze przyjęty do zespołu. Od pozostałych pracowników uzyskałem bardzo wiele cennych rad i nauk, nigdy nie odmawiano mi pomocy. Po pierwszym miesiącu zostałem skierowany na kurs na wózek widłowy, który odbywał się u nas w firmie. Później zdałem egzamin i otrzymałem uprawnienia. Na suwnicę posiadałem już wcześniej. Pracę zacząłem od najprostszego stanowiska, cały czas bacznie obserwowałem pracę innych i uczyłem się wszystkiego żeby być gotowym do obsługi kolejnych stanowisk na linii produkcyjnej. W tej chwili uważam, że dobrze mam opanowane już trzy, powoli poznaje też te pozostałe. Nie boję się też pracy w magazynie – potrafię załadować lub rozładować auto a to nie jest prosta sprawa – nasze panele są bardzo delikatne i łatwo jest uszkodzić paczkę.

Na jakim stanowisku pracuje pan obecnie?
Teraz już od prawie roku jestem na stanowisku kontrolera jakości. Odpowiadam za to, żeby panele wychodziły z tego zakładu w 100% sprawne – my produkujemy „Mercedesa” w swojej klasie. Muszę też patrzeć na decyzje, które podejmują koledzy, bo wiadomo, też mogą popełnić błędy na każdym etapie produkcji.

Nie można w tej pracy wpaść w rutynę. Na początku zaczynałem jak każdy w tej firmie, od najprostszej pracy, to się u nas nazywa preparator – taki człowiek tak naprawdę od wszystkiego. Wiadomo, musi być taka osoba. W każdej pracy zaczyna się drogę raczej od początku, chyba, że jest się specjalistą w danej dziedzinie. Ja bardzo szybko przeszedłem ten etap. Będąc preparatorem poznawałem linię od początku do końca. Zależało mi na wdrożeniu się i nauce kolejnych stanowisk. Z czasem poznawałem ich specyfikę, problematykę. Dzięki temu wiem co się teraz dzieje u danego kolegi na jego miejscu pracy. Mogę zawsze pomóc, zareagować i doradzić.  Nie zapominam, że wszystkiego uczyłem się od nich. Generalnie i ja i zakład jesteśmy zadowoleni z naszej współpracy.

Jakie są pana plany na dalszą przyszłość zawodową?
Jestem w trakcie szkolenia na stanowisko pilarza, bo jako kontroler jakości poruszam się właśnie pomiędzy piłą najwięcej, preparatorem no i pakowaczką. To jest taki mój główny rejon pracy na dziś. Nie zapominam też o początku linii, gdzie przebywam, jeśli trzeba. Zobaczymy. Stanowisko Pilarza jest też bardzo odpowiedzialne, trochę bardziej takie komputerowo-mechaniczne. Trzeba znać parametry, znać ustawienia programów, jaki program do danego rodzaju panela jest wymagany. Zobaczymy jak to się rozwinie…

Jaka atmosfera panuje w pracy?
To nie jest przede wszystkim tak, że tu się pracuje jak maszyna przez 8 godzin. W innym zakładzie miałem tak, że co 30 sekund wyjeżdżała jakaś część i musiałem na bieżąco przez całą zmianę robić to samo. A tutaj jako kontroler mogę też pomagać innym. Kontroluję, mogę zastąpić w razie przerwy śniadaniowej lub nagłej potrzeby, czy konieczności załatwienia czegoś w biurze. Tu jest to, że nie ma tej monotonii, każdy dzień przynosi mi coś nowego,  codziennie się czegoś uczę. I wiem, że nie można być czegoś w 100% pewnym, bo sytuacja się może zmienić bardzo dynamicznie. Z dobrego panela czasem nagle się robi zły panel. To jest blacha, a na niej jakieś rysy lub wgniecenia mogą się przecież pojawić. Generalnie jeśli chodzi o nasz zespól, atmosfera jest dobra.

Nie ma negatywnych emocji. Wiadomo, jak to jest w życiu. Czasami mamy inne zdanie z kolegami na różne tematy, wolimy to zrobić tak a nie inaczej ale na koniec zawsze wszystko dogadujemy między sobą, wyjaśniamy i wspólnie bierzemy się do pracy. Pracowałem w Gliwicach w dużo większych zakładach, większy skład, większy zasób ludzki. Tam pracowało kilkadziesiąt tysięcy osób. W tamtych zakładach byłem tylko sztuką, liczbą. Jednym z wielu. Tu trafiłem do załogi, gdzie na początku było to dwanaście osób z jedną zmianą. Teraz jest już ponad dwadzieścia osób, pracujemy na dwie zmiany, planowana jest też trzecia. Nocna. Jesteśmy tutaj jak rodzina, tutaj zżywamy się.

Czy ma pan jakieś wskazówki dla chętnych?
Na pewno trzeba zacząć od złożenia swojego CV. Nie można się bać. Ja miałem obawy, ale jednak podjąłem ten krok. Warto zobaczyć, jak to wszystko tu wygląda. Na początku można przyjść na próbę. Ten miesiąc jednak trzeba przepracować, żeby zobaczyć jaka jest atmosfera, jak to w firmie wygląda od środka.  Wtedy można podejmować decyzje co dalej. Jeżeli ktoś boi się zaryzykować, a bo to firma belgijska, bo jakieś opinie w sieci różne krążą, bo przecież jednemu może stanowisko prasować, innemu nie. Najważniejszy jest ten pierwszy krok. Trzeba wysłać CV i spróbować. Jak się nie spróbuje, to się przecież nie wie…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here