niedziela, 20 września, 2020

NA SYGNALE

Po uderzeniu drzewo przewróciło się i zmiażdżyło auto

0

35-letni kierowca BMW zginął w wypadku, do którego doszło w niedzielę 13 września po południu (godz. 13:44) w gminie Sośnicowice. Kierowca na łuku drogi stracił panowanie nad pojazdem, wypadł z drogi i uderzył w drzewo, które przewróciło się, przygniatając auto.

Ulica Wiejska, gdzie doszło do wypadku przebiega przez las. Samochód wypadł z drogi na zakręcie, który jest znany kierowcom, jako miejsce gdzie trzeba zwolnić. Łuk drogi jest odpowiednio oznakowany – odblaskowe tablice ostrzegają kierowców o konieczności zmniejszenia w tym miejscu szybkości. Okoliczności wypadku wyjaśni wszczęte przez policję postępowanie. 35-letni mężczyzna – ofiara wypadku to mieszkaniec gminy Sośnicowice. 

Wynajmował kobietom mieszkania i zmuszał je do prostytucji

Kryminalni zatrzymali dwie 30-letnie osoby, które odpowiedzą za sutenerstwo. Zatrzymani to mężczyzna i jego partnerka, mieszkańcy powiatu gliwickiego. Podczas przeszukań ich miejsca zamieszkania policjanci odnaleźli i zabezpieczyli m.in. nielegalną amunicję, kokainę, gotówkę, maczety i kastet.

Prokuratorskie zarzuty dotyczą m.in. zmuszania i nakłaniania do prostytucji oraz czerpania z niej korzyści majątkowych. Decyzją sądu podejrzani spędzą w areszcie najbliższe 3 miesiące. Zatrzymania dwóch osób związanych z organizowaniem procederu prostytucji i czerpaniem z niego korzyści materialnych to efekt pracy policjantów z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa Katowice-Południe. Kryminalni namierzyli osoby odpowiedzialne za ten proceder – mężczyznę i jego partnerkę w wieku 30 lat, mieszkańców powiatu gliwickiego. Stróże prawa zgromadzili obszerny materiał dowodowy, który pozwolił na ich zatrzymanie. Jak ustalili śledczy, mężczyzna umieszczał na różnych portalach internetowych ogłoszenia o pracę, za pomocą których werbował kobiety, które dla niego pracowały.

30-latek wynajmował dla kobiet mieszkania, organizował im sesje fotograficzne wykorzystywane do późniejszych ogłoszeń o świadczeniu przez nie usług seksualnych i ustalał stawki godzinowe tych usług. Natomiast 30-letnia partnerka mężczyzny odbierała telefony od potencjalnych klientów i umawiała ich. System ten pozwalał kontrolować ilość klientów, jak również ograniczał swobodę zwerbowanych kobiet. Przestępcy działali co najmniej od 2019 roku i zwerbowali przynajmniej 15 kobiet.

Ponieważ kryminalni wiedzieli, że mężczyzna może posiadać broń i przedmioty niebezpieczne, jego zatrzymania dokonali policyjni kontrterroryści z Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Katowicach. Policyjni komandosi weszli do mieszkania, w którym zatrzymali obie osoby. W trakcie przeszukania mieszkania stróże prawa ujawnili i zabezpieczyli kolejny materiał dowodowy w śledztwie.

Zabezpieczono m.in. laptopy, telefony komórkowe, karty SIM, dyski twarde i inne nośniki pamięci, które zostaną poddane analizie, a także gotówkę na poczet przyszłych kar. Policjanci odnaleźli także nielegalną amunicję, worek foliowy z proszkiem koloru białego, który narkotester oznaczył jako kokainę, a także maczety, pałki teleskopowe, nóż, siekierę i kastet.

Zatrzymani zostali doprowadzeni do Prokuratury Rejonowej Katowice-Południe. Zebrany w sprawie materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie im szeregu zarzutów. Mężczyzna odpowie za zmuszanie do uprawiania prostytucji, nakłanianie do prostytucji i ułatwiania jej oraz czerpania z niej korzyści majątkowej, posiadanie bez wymaganego zezwolenia amunicji i posiadanie narkotyków.

Kobieta usłyszała zarzuty nakłaniania do prostytucji i ułatwiania jej oraz czerpania z niej korzyści majątkowej. Za te przestępstwa grozi im odpowiednio 10 i 5 lat więzienia. Kary mogą być jednak wyższe, ponieważ jak ustalili śledczy, podejrzani uczynili sobie z popełniania przestępstw stałe źródło dochodu. Decyzją sądu najbliższe 3 miesiące spędzą w więzieniu.

Dwulatka siedziała bratu na kolanach podczas wypadku

Dziecko w trakcie podróży samochodem powinno być chronione w sposób szczególny. Wynika to nie tylko z przepisów prawa, ale przede wszystkim z zasad bezpieczeństwa. Dziecko bez fotelika podczas gwałtownego hamowania jest zupełnie bezbronne. Niestety, jak pokazuje wczorajszy przykład chwila nieuwagi oraz brak fotelika może mieć tragiczny finał…

Około godziny 15.40 służby otrzymały informację o zdarzeniu drogowym z udziałem samochodu osobowego, który w Pyskowicach, na ulicy Nad kanałem wjechał w drzewo. Dramaturgii zgłoszeniu dodawał fakt, że w pojeździe znajdowała się czwórka dzieci. Jako pierwsi na miejsce przybyli mundurowi z komisariatu policji w Pyskowicach. Okazało się, że za kierownicą citroena siedziała 36-latka, która zjechała z drogi i uderzyła w przydrożne drzewo. Mieszkanka Gliwic jechała w kierunku DK 40.

Przewoziła w pojeździe czworo dzieci. Dwoje z nich: 11 i 9-latek przewożeni byli na tylnej kanapie. Natomiast pozostała dwójka: 8-latek wraz ze swoją 2,5-letnią siostrą trzymaną na kolanach, na przednim siedzeniu. W pewnym momencie kobieta obróciła się do dwójki dzieci z tyłu i w tym czasie bezwiednie skręciła kierownicą, w skutek czego zjechała z jedni i uderzyła w przydrożne drzewo. Wszystkie dzieci, z wyjątkiem dziewczynki, miały zapięte pasy, jednak żadne z nich nie było przewożone w foteliku. 

Stróże prawa natychmiast zaczęli udzielać pomocy poszkodowanym, w tym 2,5-letniej córce kierującej, która przestała oddychać. Dziewczynka na skutek zderzenia czołowego doznała poważnych obrażeń. Policjanci do czasu przyjazdu na miejsce innych służb, prowadzili akcję reanimacyjną dziewczynki, którą następnie kontynuowali wraz z załogą pogotowia oraz ratownikami ze straży pożarnej przez ponad godzinę.

Dziewczynka po ustabilizowaniu funkcji życiowych, została przetransportowana lotniczym pogotowiem ratunkowym do szpitala. Do szpitala zostali przewiezieni również dwaj bracia 2,5-latki, którzy po przebadaniu przez lekarzy zostali tego samego dnia zwolnieni. Mundurowi zatrzymali 36-latce prawo jazdy. Kierująca była trzeźwa.

Podczas remontu kamienicy znaleźli ukrytą w stropie broń

3

W stropie przedwojennej kamienicy, osoby prowadzące prace remontowe, odkryły nietypowe znalezisko. Pod deskami podłogi ukryty był pistolet Mauser M1914. Pistolet, który jest ciekawym znaleziskiem historycznym, ale i niebezpiecznym przedmiotem, został zabezpieczony przez funkcjonariuszy.

Dzisiaj, 23 lipca w jednej z kamienic przy ul. Sokoła w Gliwicach prowadzony był remont poddasza. W trakcie prac oderwano deskę z podłogi i zauważono jakiś przedmiot, owinięty w pachnącą do tej pory naftą szmatkę. Jak się okazało, był to pistolet.

O znalezisku natychmiast poinformowano policję. W przypadkach, gdy znajdujemy broń lub amunicję, jest to najlepsze rozwiązanie. Zatrzymanie takich przedmiotów mogłoby nie tylko pociągnąć za sobą konsekwencje prawne, ale również być niebezpieczne.

Na miejsce skierowano policyjnego pirotechnika – aspiranta sztabowego Dominika Polaka, który w znalezisku rozpoznał Mausera M1914 kalibru 7,65. Pistolet był produkowany od 1914 roku, duże jego ilości trafiły do uzbrojenia armii niemieckiej. Produkcję zakończono w 1929. Tu broń odnaleziono bez amunicji.

Przypominamy: w przypadku znalezienia broni, amunicji czy niewybuchów nie należy ich ruszać, ale zgłosić powyższy fakt policji. Nawet stara broń może być groźna i działać – tak było w tym przypadku.

Jak stracić dwa tysiące złotych w kilka minut? Bądź ostrożny

Mimo apeli i ostrzeżeń, do Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach wciąż zgłaszają się osoby oszukane metodą ,,na blika”. Wczoraj pewien mieszkaniec Gliwic przystał na prośbę nadawcy komunikatu o udostępnienie mu kodu BLIK. Mężczyzna bezgranicznie ufał komunikatorowi. Nie podejrzewał, że ktoś podszywa się pod jego znajomego – stracił 2000 zł. Dzień wcześniej pieniądze stracili mieszkańcy powiatu gliwickiego.

Metoda oszustw internetowych zbiera swoje żniwa również w Gliwicach. Wczoraj policjanci z „dwójki” otrzymali informację od młodego gliwiczanina, który, już po czasie, ustalił, że udostępnił swój kod BLIK nie znajomemu, ale, jak się okazało, oszustowi. Pokrzywdzony zaczął podejrzewać, że został oszukany. Już po czasie zadzwonił do znajomej i jak wspólnie odkryli, ktoś się podszył pod jej tożsamość z konta komunikatora. „Podszywacz”, odpowiednio uzasadniając, poprosił o udostępnienie kodu do jednorazowej autoryzacji. Niczego nieświadomy młody człowiek przekazał mu kod. W ten sposób stracił 2000 złotych.

Metoda, jaką działał sprawca, nie wykorzystuje luk w zabezpieczeniach, a wyłącznie ufność użytkowników portali i komunikatorów. Pokrzywdzony, bez żadnej innej formy potwierdzenia, widząc w swoim smartfonie prośbę z adresu koleżanki i będąc przekonanym, że na pewno właśnie ona się z nim komunikuje, chciał pomóc, zaś nieświadomie wsparł przestępczy proceder.

Apelujemy do osób, które na co dzień korzystają z różnego typu komunikatorów bądź portali, o szczególną przezorność i rozwagę przy „sprawach finansowych”. W przypadku otrzymania od znajomych tego typu SMS-a lub wiadomości na komunikatorze, weryfikujmy treść z wysyłającym ją nadawcą. Nawiążmy kontakt w innej formie niż komunikator, np. poprzez rozmowę telefoniczną, spotkanie. Sprawcy często działają krótkotrwale i w danej chwili, będąc np. przy bankomacie. W przypadku chęci weryfikacji przez nas wiadomości, zazwyczaj nie odpowiadają.

Przedwczoraj do gliwickich policjantów zgłosiły się inne oszukane osoby – to młodzi mieszkańcy powiatu gliwickiego. Kobieta straciła 200 zł a mężczyzna 900 zł. W powyższych sprawach wszczęto już dochodzenia.

Okradł i podpalił. Wszystko nagrał monitoring

Pewien mieszkaniec Gliwic z rejonu ul. Błogosławionego Czesława wybrał się na wieczorny spacer. Idąc, mijał kamery monitoringu miejskiego. Przekroczył wiadukt kolejowy i doszedł do ul. Chorzowskiej, gdzie zaintrygowała go samotnie stojąca przyczepa kempingowa. Instynkt był silniejszy od rozsądku – gliwiczanin postanowił dostać się do jej wnętrza…

Rzecz działa się 17 lipca ok. północy, kiedy 34-letni mężczyzna wynosił z przyczepy sprzęt wędkarski, turystyczny oraz telewizor. Wszystko było rejestrowane przez działający automatycznie monitoring miejski.

Gdy sprawca opuścił to miejsce, doszło do pożaru. Po kilkudziesięciu sekundach nie było ani przyczepy, ani śladów włamania.

O zdarzeniu powiadomiono służby ratunkowe oraz policję. Detektywi z II komisariatu rozpoczęli śledztwo. Co oczywiste – od zabezpieczenia zapisów monitoringu.

Policjanci nie musieli bardzo się trudzić – szybko zrozumieli, że pożar nie był przypadkowy, a w sprawcy rozpoznali znanego sobie, wielokrotnie notowanego i karanego, mężczyznę. Wizyta w jego lokum dała oczekiwany rezultat. Wyprowadzono go z mieszkania razem ze zrabowanym z przyczepy mieniem.

Pokrzywdzony oszacował wartość odzyskanych przedmiotów na kwotę ponad 7 tys. zł. Podejrzany trafił do policyjnego aresztu, a w najbliższym czasie o jego losach zdecyduje prokurator i sąd. Z uwagi na przeszłość recydywisty, grozi mu wieloletnie więzienie.

W grupie napadli na mężczyznę. Grozi im nawet 12 lat

Prokurator i sąd nie mieli wątpliwości co do konieczności zastosowania najsurowszego środka zapobiegawczego wobec trzech mężczyzn, którzy w sobotę około godziny 5.00 nad ranem zaczepili 62-latka na Placu Piastów.

Zatrzymano trzech mężczyzn w wieku od 32 do 41 lat, którzy zaczepili 62-latka siedzącego samotnie na ławce przystankowej i zażądali od niego pieniędzy. Działając wspólnie i w porozumieniu doprowadzili go do stanu bezbronności. Przytrzymując oraz szarpiąc, zabrali portfel z dowodem osobistym i pieniędzmi w kwocie 70 zł.

Przestępstwo, jakiego się dopuścili, należy do katalogu najsurowiej karanych.
Podejrzanym, aresztowanym na wniosek policji i prokuratora, za rozbój grożą kary do 12 lat pozbawienia wolności. “Kto kradnie, używając przemocy wobec osoby lub grożąc natychmiastowym jej użyciem albo doprowadzając człowieka do stanu nieprzytomności lub bezbronności, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.”

Wypadek, ucieczka, szarpanina z policją. Zobacz film

31-letni gliwiczanin kierujący volkswagenem spowodował kolizję z prawidłowo jadącym samochodem marki Renault Laguna na rondzie na Drogowej Trasie Średnicowej. Sprawca nie miał jednak zamiaru rozliczyć się z popełnionego błędu – przyśpieszył i rozpoczął ucieczkę z miejsca zdarzenia. Widzący to gliwicki policjant, będący właśnie w czasie wolnym od służby, natychmiast ruszył w pościg.

Podczas zderzenia w renault lagunie pokrzywdzonego siedziało przerażone dziecko. 37-letni policjant KMP Gliwice, jadący swoim prywatnym samochodem, nie mógł nie zareagować – ruszył w pościg za uciekinierem. Równocześnie żona funkcjonariusza, dzwoniąc pod numer 112, informowała o sytuacji oficera dyżurnego, który natychmiast wysłał w teren radiowozy.

Sprawca, łamiąc przepisy, uciekał świadomie, aż do momentu, gdy przecenił swoje umiejętności: zjechał w zjazd na wysokości ulicy Robotniczej i tam, próbując umknąć ścigającemu, usiłował przejechać przez podwyższaną krawężnikiem wysepkę. Jego samochód wybiło i obróciło dwukrotnie. W efekcie pojazd wypadł z jezdni i utknął na pasie zieleni.

Rosły 31-latek nie zamierzał i tym razem czekać na policję. Ruszył do ucieczki, lecz znajdował się już przy nim nasz mundurowy, sierż. sztabowy Marcin Rydel. Krzyknął, że jest policjantem i nakazał zatrzymanie się. Wobec czynnego oporu musiał jednak zastosować siłę fizyczną oraz chwyty obezwładniające. Przejeżdżający obok kierowcy widzieli zapewne nieciekawą scenę z szarpiącymi się mężczyznami, niektórzy robili im nawet zdjęcia.

Zatrzymany został przejęty przez przybyły na miejsce patrol ruchu drogowego. Jak się okazało, powodem skrajnie nieodpowiedzialnego zachowania był sądowy wyrok zakazujący prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych.

W wyniku obezwładniania uciekiniera nasz policjant doznał kontuzji – nadwyrężył staw kolanowy. Gliwiczanina czeka teraz sprawa w sądzie, grozi kara więzienia za łamanie zakazu i z pewnością pokrycie strat materialnych, jakie spowodował kolizją. Przypomnijmy: dobrodziejstwo ubezpieczenia OC dotyczy tylko kierowców trzeźwych i posiadających prawo jazdy. Dodajmy – ten zatrzymany był trzeźwy.

Spowodował kolizję na DTŚ i uciekł.

Opublikowany przez Dzisiaj w Gliwicach Poniedziałek, 13 lipca 2020

Pracownicy banku uchronili starszą panią od tragedii

Wczoraj w jednym z knurowskich banków spostrzegawcze urzędniczki, zaintrygowane próbą wypłaty 30 tys. złotych przez 83-letnią klientkę, zareagowały i zapobiegły oszustwu. Zmanipulowana przez przestępców starsza pani kilka godzin wcześniej była w innej placówce, w Gliwicach, i tam nikt jej nie ostrzegł. Wypłaciła więc wielką kwotę, którą przekazała złoczyńcom.

Do mieszkania 83-latki, pod numer STACJONARNY, zadzwonił „policjant”… Nie będziemy powtarzać oklepanej i znanej powszechnie oszukańczej metody pozbawiania seniorów oszczędności życia. Knurowianka podała przestępcom numer swojego telefonu komórkowego i od tego momentu, instruowana mobilnie, wykonywała polecenia fałszywego funkcjonariusza. Podwieziona przez sąsiada do Gliwic, wypłaciła łącznie 35 tys. zł, które przekazała zamaskowanemu „tajnemu agentowi” w jednym z zaułków śródmieścia. Instruowana dalej, autobusem komunikacji miejskiej, wróciła do Knurowa i – nastraszona przez „policjanta ze słuchawki” – poszła do drugiej placówki, gdzie poprosiła o wypłatę 30 tys. zł.

Starszy wiek i wypłata tak dużej kwoty natychmiast wzbudziły czujność pracownicy banku, która dyskretnie powiadomiła koleżanki. Suma summarum starsza pani została uświadomiona, że jest ofiarą misternej intrygi grupy oszustów i nie powinna wypłacać pieniędzy. Bankowcy powiadomili też prawdziwą policję.

W najbliższym czasie komendant miejski, w specjalnym liście, podziękuje dzielnym pracownikom knurowskiej placówki bankowej. Gratulujemy władzom banku doskonałej organizacji pracy oraz skutecznych algorytmów postępowania przy wypłacie wielkich sum przez seniorów. Przy okazji sugerujemy wyróżnienie czujnych i kierujących się empatią pracowników.

Alkohol, “trawa”… zderzenie z jeleniem i dachowanie

O godzinie 3.13 w nocy w Płużniczce (gmina Toszek) doszło do wypadku drogowego. Osobowa mazda zderzyła się z wybiegającym z lasu jeleniem. Prowadzący 28-latek stracił panowanie nad kierownicą, doszło do dachowania. Dwie osoby trafiły do szpitala. Przy okazji okazało się, że pojazd miał założone tablice rejestracyjne z innego samochodu, a kierujący prowadził pod wpływem…

Na miejsce pojechały wszystkie służby ratownicze. Zastano leżący na dachu, w rowie, samochód marki Mazda na opolskich numerach rejestracyjnych oraz dwóch rannych mężczyzn. 

20-letni pasażer znajdował się w stanie ciężkim, a 28-latek, siedzący w momencie wypadku za kierownicą, doznał potłuczeń – najprawdopodobniej nic poważnego mu się nie stało. Badania alkomatem wykazały, że prowadził pod wpływem alkoholu (miał 0,3 promila). Narkotester też nie pozostawiał wątpliwości – kierowca palił marihuanę. 
Kolejnym wątkiem wymagającym wyjaśnienia będą tablice rejestracyjne z innego pojazdu, a zawieszone w maździe. 

Obu rannych przetransportowano do szpitala. Sprawę przejęli do prowadzenia policjanci z Wydziału Kryminalnego KMP w Gliwicach.