Już ponad dwa lata trwa walka spółki zajmującej się reeksportem samochodów o zwrot VAT. Bój toczy się o niemałą kwotę, bo o niemal 25 milionów złotych. Właściciele firmy oraz jej doradcy, a także rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw uważają, że działania fiskusa są bezpodstawne.

“Dziennik Gazeta Prawna” zajął się sytuacją śląskiej spółki Marketing, która prowadzi działalność polegającą na sprzedaży za granicę samochodów kupionych w Polsce. Firma popadła w tarapaty po tym, jak gliwicki Urząd Skarbowy zakwestionował zasadność zwrotu naliczonego podatku VAT.

Gazeta porównała ten przypadek do innego przedsiębiorstwa, jakie w ostatnim czasie opisywała na swoich łamach – firmy MGM. Skarbówka podważyła udział w wewnątrzwspólnotowych dostawach, a w konsekwencji również prawo do stawki 0 proc. VAT i nakazała dopłatę podatku według stawki 23 proc. (jak od dostaw krajowych). Zadziałał efekt domina, decyzja fiskusa wywołała kolejne problemy spółki, włącznie z wypowiedzeniem kredytu przez bank oraz cofnięciem linii kredytowej. W efekcie przedsiębiorstwo było zmuszone ogłosić upadłość, choć po czterech latach Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że nie dopuszczono się żadnego oszustwa. Dla giełdowej firmy jednak było już za późno…

Teraz podobny scenariusz grozi spółce Marketing. – Firma z powodu niezrozumiałych działań urzędu skarbowego w Gliwicach jest sparaliżowana – DGP cytuje Krystiana Gdowkę, jednego z jej udziałowców. W artykule czytamy, że w sprawę zaangażował się też Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, który po przeprowadzeniu analizy zgromadzonych dowodów stwierdził, że nie ma mowy o żadnych nieprawidłowościach. Co ciekawe w sprawie gliwickiej firmy zapadł prawomocny wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach, zgodnie z którym przedłużenie terminu zwrotu VAT za luty 2019 r. było nieskuteczne, bo urząd dostarczył je pełnomocnikowi po terminie. Firma powinna więc otrzymać zwrot aż 11 mln zł nadwyżki, lecz wciąż go nie dostała.

DGP wskazuje, że przedłużające się problemy ze zwrotem VAT paraliżują dalszą działalność spółki. Ta natomiast istnieje już od 24 lat i tworzą ją ci sami wspólnicy, a jej model biznesowy od początku pozostaje niezmienny. Firma kupuje bowiem nowe samochody dostępne na rynku polskim, by następnie sprzedać je za granicę, w tym Niemiec, Francji i Szwajcarii – gdzie zarabia na różnicach pomiędzy cenami tych pojazdów w kraju a innymi państwami Unii Europejskiej (wynikających np. z różnej dostępności poszczególnych modeli). Krystian Gdowka przekonuje gazetę, że gdyby nie działalność Marketingu, to rynek niemiecki lub szwajcarski byłby zasilany pojazdami reeksportowanymi z innych krajów: Czech, Litwy czy Rumunii.

Partnerami firmy za granicą są m.in. duże spółki wypożyczające samochody, bądź specjalizujące się w handlu pojazdami (tzw. auto-hausy). Z kolei w naszym kraju Marketing kupuje auta od polskich dilerów samochodowych oraz innych podmiotów zajmujących się handlem samochodami.

Z artykułu DGP możemy się dowiedzieć, że tylko w 2018 r. spółka reeksportowała ok. 9 tysięcy pojazdów, natomiast jej wspólnicy zapłacili ponad 6 milionów złotych z podatku PIT. W przypadku VAT sytuacja przedstawia sie następująco: firma kupuje pojazdy z podatkiem, jednak nie sprzedaje ich konsumentom w Polsce, lecz je reeksportuje do krajów UE, w związku z czym przysługuje jej zwrot nadwyżki VAT-u naliczonego nad należnym, jak każdej firmie eksportującej towary – niezależnie od branży.

Do 2019 r. nikt nie kwestionował zasadności zwrotu nadwyżki VAT, a było ku temu wiele okazji, bo w ciągu ostatnich 10 lat działalności firma przeszła aż 120 pełnych kontroli podatkowych (za każdy miesiąc), które nie stwierdziły żadnych uchybień. Kontrole dotyczyły również tych samych dostaw na rzecz spółki co obecnie kwestionowane – mówi DGP Krystian Gdowka.

Sytuacja firmy skomplikowała się w marcu i kwietniu 2019 r., kiedy urząd skarbowy przedłużył kontrole w spółce deklaracji za styczeń i luty 2019 r. i wstrzymał niemal 17 mln zł zwrotu nadwyżki VAT. Wtedy wspólnicy dowiedzieli się nieoficjalne, że skarbówka wstrzyma każdy kolejny zwrot wynikający z kolejnych transakcji sprzedaży za granicę, więc firma musiała zamrozić swoją dalszą działalność, gdyż jak twierdzą właściciele, dalsze handlowanie samochodami w tym modelu doprowadziłoby do natychmiastowej utraty płynności finansowej.

Spółka nie wystąpiła już o zwrot VAT za marzec 2019 r. (7,6 mln złotych), bo spowodowałoby to wszczęcie kolejnej kontroli. Można zatem powiedzieć, że wskutek działań urzędu skarbowego zamrożone zostało blisko 24,4 mln zł spółki – tłumaczy DGP Gdowka. Marketing jednak nie zrezygnował całkowicie ze zwrotu za marzec, a jedynie przesunął go do rozliczenia na kolejne okresy, tyle że nie zdołała go skompensować z podatkiem należnym za te okresy, bo zaprzestała działalności. Kontrole urzędu skarbowego aż trzykrotnie (!) były przedłużane i trwają już dwa lata. W tym czasie Marketing utracił kontakty z dostawcami i rynki zbytu, a także zaprzestał współpracy z różnymi kontrahentami.

Co przeszkadza skarbówce?

Pierwotnie fiskus był zdania, że firma przeprowadza fikcyjne transakcje i wcale nie kupuje samochodów, więc nie wywiozła ich też za granicę. Ten trop okazał się ślepy, ponieważ urząd skarbowy po wystąpieniu do swoich odpowiedników w Niemczech, Szwajcarii i Francji w ramach pomocy prawnej uzyskał potwierdzenie, że pojazdy rzeczywiście zostały dostarczone na te rynki.

Jak podaje DGP, skarbówka nie dała za wygraną, dlatego zaczęto doszukiwać się fikcyjnych transakcji między dilerami a innymi polskimi firmami sprzedającymi auta gliwickiej spółce. Urzędnicy usiłowali podważyć model biznesowy firmy, by wykazać, że jego celem jest wyłudzanie VAT, ale według właścicieli Marketingu, nie udało się potwierdzić tych przypuszczeń, bo nie znaleziono ani jednej firmy, która w tym łańcuchu uniknęłaby płacenia podatku. Krystian Gdowka utrzymuje, że wszyscy dilerzy i dostawcy, od których spółka kupowała auta, prawidłowo wpłacili i rozliczyli VAT.

W kontrolowanie dostawców śląskiej firmy włączyły się równolegle inne urzędu skarbowe z całego kraju. “Dziennik Gazeta Prawna” informuje, że z akt sprawy wynika, iż potwierdzono, że kontrahenci Marketingu to najzwyklejsze podmioty prowadzące normalną działalność, natomiast transakcje z Marketingiem były rzeczywiste i prawidłowo rozliczone.

Co dalej robi gliwicka skarbówka? Zdaniem Krystiana Gdowki z protokołów kontroli wynika, że urzędnicy uważają, że kupowanie samochodów od niezależnych firm handlujących samochodami, które nie są autoryzowanymi dealerami, było niezasadne, bo spółka w ich opinii mogła samodzielnie kupować wszystkie pojazdy wprost od dilerów. Tymczasem wspólnicy tłumaczą, że firma działając w pojedynkę nie byłaby w stanie osiągnąć konkurencyjnych cen, bądź nawet kupić danego towaru. Chociaż dealerzy – a jest ich przeszło 400 w całym kraju – posługują się podstawowymi cennikami, to mogą w jakiejś części realizować własną politykę cenową i negocjować upusty. Wpływ na stawki w obrocie samochodów ma również ich dostępność, która wcale nie jest nieograniczona. Jeden dealer zamawiając pewną partię aut może opóźnić dostawy do innych odbiorców. – Dlatego na rynku działają firmy handlujące samochodami, które w wielu przypadkach są w stanie szybciej i taniej dostarczyć poszukiwany towar. Takie podmioty, które następnie sprzedawały samochody spółce Marketing (ale nie tylko niej), są według organu podatkowego zbędne – mówi DGP Gdowka.

W październiku ubiegłego roku Urząd Skarbowy w Gliwicach w protokole z przeprowadzonej kontroli zakwestionował większość transakcji spółki z dostawcami tego typu. Zaledwie w kilku przypadkach, gdzie kwoty VAT były niewielkie, niczego się nie dopatrzono. DGP dowiedział się od Izby Administracji Skarbowej w Katowicach, że organ podatkowy może w toku kontroli podatkowej kwestionować rzetelność i prawidłowość rozliczenia podatnika, analizując konkretne transakcje gospodarcze przez niego zawarte, lecz nie udzielono żadnych szczegółów sprawy zasłaniając się tajemnicą skarbową.

Żadnych konkretów od gliwickiego US nie uzyskał nie tylko “Dziennik Gazeta Prawna”, ale też departament nadzoru nad kontrolami w Ministerstwie Finansów. Resort wystąpił o udzielenie informacji na temat rodzaju i wielkości strat, na jakie narażony został Skarb Państwa w związku z działalnością tej firmy, natomiast urząd odpowiedział jedynie, że wciąż “dowodzi i bada, czy wystąpiły anomalie podatkowe”. To “dowodzenie i badanie” trwa już niemal dwa lata.

W sprawę śląskiej spółki włączył się także Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, który występuje w charakterze prokuratora na prawach strony do kontroli podatkowej w sprawie spółki, a następnie do postępowania podatkowego. Rzecznik ma zastrzeżenia do protokołu z kontroli i jednoznacznie ocenia działania gliwickiej skarbówki, lecz, jak dotąd, nie przyniosło to żadnych efektów. Tymczasem w listopadzie urząd wszczął postępowanie podatkowe za styczeń i luty 2019 r.

Marketing walczy o przetrwanie w sądzie. Firma złożyła już 6 skarg do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach i ma już pierwsze wygrane. W sprawie za luty 2019 r. WSA uwzględnił skargę, stwierdzając, że przedłużenie terminu zwrotu VAT za luty 2019 r. było nieskuteczne, ponieważ urząd dostarczył je pełnomocnikowi po terminie. Izba skarbowa wystąpiła o kasację, ale w styczniu tego roku się z tego wycofała. W rezultacie wyrok WSA się uprawomocnił, czego następstwem powinien być niezwłoczny zwrot 11 mln zł nadwyżki VAT, ale firma dotąd go nie otrzymała.

DGP uzyskał od Izby Administracji Skarbowej w Katowicach wyjaśnienie, że dopiero pod koniec marca WSA w Gliwicach zwrócił jej akta postępowania administracyjnego, a dopiero ich zwrot „umożliwia organowi odwoławczemu rozpoczęcie postępowania w przedmiocie zażalenia na postanowienie (art. 286 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi). Od tego więc dnia rozpoczął się bieg terminu na rozpatrzenie zażalenia (dwumiesięczny)”. Dodano, że dopiero wydanie rozstrzygnięcia przez organ odwoławczy pozwoli na podjęcie czynności przez naczelnika urzędu skarbowego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here