Mężczyzna w tłumie przechodniów chwyta się za serce, upada na jezdnię. Ludzie spoglądają, przechodzą, idą dalej. Po chwili leżącym interesują się osoby starsze, widać, że są w tej sytuacji nieporadne. Ktoś dzwoni pod numer alarmowy 112. Mijają cenne minuty, nikt nie podejmuje reanimacji – robią to dopiero strażnicy miejscy.

Wczoraj około godziny 11.00 na placu Piastów, podczas przechodzenia przez oznakowane przejście, upadł mężczyzna. Wcześniej złapał się za klatkę piersiową. Mijały minuty, a starsze osoby, które jako jedyne zainteresowały się losem leżącego, prawdopodobnie nie wiedziały, co robić.

To centrum miasta, wokół byli ludzie, na światłach stały samochody. Nikt nie przystąpił do akcji ratowania nieprzytomnego człowieka.

Na miejscu zjawił się patrol straży miejskiej, który akurat znajdował się najbliżej. Funkcjonariusze wiedzieli, co robić, przenieśli mężczyznę w bezpieczne miejsce, na tzw. wysepkę, i natychmiast przystąpili do reanimacji. Prowadzili ją nieprzerwanie, aż do przyjazdu karetki pogotowia. Niestety, nie udało się uratować życia 84-latka.

W takiej sytuacji, dziś czy jutro, może znaleźć się każdy z nas, nasz ojciec, matka, rodzeństwo. Wczorajszy przypadek pokazuje, jak reaguje tłum. Każdy oczekuje, że to ktoś inny przystąpi do udzielania pomocy, że przyjadą odpowiednie służby.

Nie ma możliwości, aby ratownicy czy funkcjonariusze byli na miejscu natychmiast, a szansa uratowania życia w przypadku nagłego zatrzymania krążenia z każdą upływającą sekundą maleje. Od momentu zatrzymania krążenia oraz oddychania w ciągu czterech minut dochodzi do nieodwracalnych zmian w wyniku niedotlenienia mózgu.

Do zawału może dojść niespodziewanie – w pracy, domu, na ulicy. Dla zdrowia i życia chorego najważniejsza jest wtedy pierwsza pomoc. Warto wiedzieć, jak się zachować, by pomóc poszkodowanemu, zanim trafi on pod fachową opiekę.

Musimy wyrobić w sobie przekonanie: w chwili zatrzymania czynności życiowych osoby znajdującej się obok nas natychmiast rozpoczynamy resuscytację oddechowo-krążeniową. Nie powinno się jej przerywać do przyjazdu karetki.

Na podobne sytuacje musimy być przygotowani wszyscy. Wiedzę, jak pomóc, uzyskać można na odpowiednich kursach, ale i samodzielnie, przeglądając chociażby filmy instruktażowe w internecie.

źródło: KMP Gliwice

4 KOMENTARZE

  1. To prawda. Z tego, co mi wiadomo piesi mają obowiązek przejść przez pasy tak by zejść z jezdni przed zmianą światła na czerwone. Jeśli mężczyzna przewrócił się na środku jako ostatni przechodzący, to nikt nie mógł go zobaczyć, Jedynie piesi, którzy byli za nim czekając na kolejne zielone światło oraz piesi po przeciwnej stronie.

  2. Kolejny pseudoinformacyjny portal nastawiny na wywołanie komentarzy odpowiednio “podanymi” nibyinformacjami.
    Ktoś dzwoni? Takie proste, sprawdzić, kto. Tacy dziennikarze jesteście? Rzetelni?
    Tylko osoby starsze zareagowały? Tłum ludzi?
    Fakty są takie, że ten mężczyzna wszedł na pasy jako jedna z ostatnich osób. Ludzie,którzy widzieli co się stało,zatrzymali się. Kierowca busa linii 224, który stał na lewym pasie, jako pierwszy samochód przy pasach, natychmiast dzwonił na 112.
    Mężczyźnie próbowała pomóc kobieta i to nie staruszka, zanim podbiegły Strażniczki Miejskie.
    Rozumiem, czytelność wzrasta dzięki chwytliwym tytułom,odpowiednio napisanej notce,itp.
    I dokładnie miało to miejsce o godzinie 11.04. Dzięki procedurom,jakie są przy zgłaszaniu wypaków na numer alarmowy, stracono tylko cenne minuty. Jak daleko jest z tego skrzyżowania do Pogotowia? A ile czasu zajął dojazd?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here