czwartek, 6 października, 2022

ROZMOWY

E. Weber: “Mój rodzinny, wielopokoleniowy dom znajduje się w Gliwicach”

0

Czy Adam Neumann jest dobry prezydentem? Co odpowiedziała Ewa Weber, jego zastępczyni? Zapraszamy na krótkie podsumowanie półmetku kadencji nowego zarządu miasta.

Minister MON: “Chcemy żeby polski żołnierz miał najnowszy sprzęt”

0

Co dalej z Bumarem Łabędy? Naszym gościem jest Marcin Ociepa, wiceminister obrony narodowej i lider stowarzyszenia OdNowa. Rozmawia Marek Morawiak.

K. Kuczyńska-Budka: “Uważam, że podwyżka się należy, ale nie teraz”

0

Z radną Kuczyńską-Budką rozmawiamy o podwyżce wynagrodzenia dla prezydenta Gliwic, hali Arena Gliwice i walce o władzę w gliwickiej Platformie.

Depresja wśród dzieci. Marta Golbik: Chorują nawet trzylatkowie

0

Rozmowa z Marta Golbik, poseł PO i przewodniczącą Parlamentarnego Zespołu ds Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży. Już 22 listopada w Arenie Gliwice konferencja dot. depresji wśród młodych ludzi. Zapisy pod linkiem: https://www.facebook.com/events/s/konferencja-depresja-u-dzieci-/898581304120342/

Barbara Dziuk: To jest odpowiedzialność za drugiego człowieka

0

Zapraszamy na rozmowę z Barbarą Dziuk, poseł Prawa i Sprawiedliwości z naszego okręgu, która bardzo cieżko przeszła chorobę covidową.

– To miała być rozmowa o polityce, o bieżących wydarzeniach, być może rozmowa kontrowersyjna, być może rozmowa ostra, rozmowa o podziałach. To lubią politycy, to lubią media, to lubią widzowie. Emocje! I to będzie emocjonalna rozmowa. Będzie o życiu, o tym, co w życiu być może najważniejsze, o przeżyciu. Rozmowa dla tych wszystkich, którzy Covidu się boją i tych, którzy się go nie boją. – mówi Marek Morawiak, redaktor naczelny.

Wybory w śląskiej PO. Czy partia ma szansę odzyskać tu władzę?

0

Wybory władz śląskiej Platformy, które odbędą się jutro zdeterminują jej kurs w przyszłości – to, kogo dzisiaj wybiorą członkowie partii na szefa regionu może zdecydować czy Platforma odzyska władzę na Śląsku. Kandydatów jest dwóch: poseł Wojciech Saługa i prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński.

W ten weekend przed członkami śląskiej PO emocje związane z wyborami władz powiatowych i regionalnych. Po zmianie, jaka w lipcu dokonała się na szczeblu centralnym i powrocie Donalda Tuska do krajowej polityki, przychodzi czas na zmiany lokalne. Decyzję o starcie w wyborach już dawno zapowiedział obecny szef lokalnych struktur PO, poseł, a poprzednio marszałek województwa – Wojciech Saługa.

Saługa popierany jest przez Borysa Budkę, do niedawna przewodniczącego Platformy w kraju. Pamiętać należy, że samo odejście Budki z pełnionej przez niego funkcji następowało w atmosferze wielkiego rozczarowania jego przywództwem. Niewątpliwie z jego wyborem wiązano wielkie nadzieje na zmianę społecznego postrzegania Platformy.

Relatywnie młody, dobrze wykształcony Budka miał dać Platformie nową energię, która tak efektownie umieściła go na szczycie partyjnej władzy. Po niespełna dwóch latach jego rządów okazało się, że kierowana przez niego partia nie tylko nie zahamowała spadającego poparcia, ale wręcz skierowała się ku przepaści.

Rozmowa z Arkadiuszem Chęcińskim w studiu Dzisiaj w Gliwicach:

Do tego dochodził wybijający się z publicznych mediów przekaz, mówiący o braku jakiegokolwiek konstruktywnego pomysłu ze strony Platformy. I rzeczywiście – już od dłuższego czasu można było odnieść wrażenie, że w przekazie największej partii opozycyjnej nie sposób odnaleźć spójnego przekazu, który pozwalałby na odbudowę jej dawnego poparcia.

Wyborcy oglądający od lat ten sam spektakl, w którym podejmowane przez rządzący PiS decyzje kontestowane są z definicji przez opozycję, odwracają się od Platformy. Wyrazem tego była korzystająca z efektu świeżości partia Szymona Hołowni. Sama Platforma, chociażby w sprawie rozgrzewającego społeczeństwo sporu o zmiany w sądownictwie, od wielu lat mówi wyłącznie o woli powrotu do stanu sprzed PiS.

Społeczeństwo zgodne jest zaś w tym, że takie zmiany nie spowodują naprawy tego, co przecież i tak nie działało najlepiej. Dopełnieniem „upadku” niedawnego przewodniczącego był jego udział w sławetnych urodzinach, po których został przyłapany na kłamstwie i za co niczym dziecko został skarcony przez swojego następcę.

Pytani przez nas, o wartość tego poparcia, ludzie związani z Platformą wyrażają skrajne odczucia. Jedni bowiem cieszą się z samego faktu, że za Wojciechem Saługą stanęła osoba rozpoznawalna, nadal uważana za wpływową w PO. Jednak nawet wśród zwolenników Saługi pojawia się obawa o jakość tego zestawienia.

– Borys jest obecnie postrzegany jako osoba passé, który nie wróci już na dawne stanowiska w Platformie – mówi w rozmowie z nami jeden z członków gliwickiej PO – Trzeba pamiętać, że jego czas został zakończony nie tylko powrotem Tuska, który wcale nie pała do niego wielką miłością, ale zagrożony jest również potencjalną przyszłością z Rafałem Trzaskowskim na czele. – Borys nie tylko otworzył dwa zupełnie różne fronty, czyniąc to w momencie dla siebie wyjątkowo niekorzystnym. Jego poparcie jest raczej „obciążeniem” niż zbawieniem, zwłaszcza dla Wojtka, który również musi się zmierzyć z demonami z przeszłości.

Mowa o odpowiedzialność Saługi za kazus Kałuży. Jest to największa dotychczas porażka Saługi w roli szefa śląskiej Platformy. Choć on sam nie uważa się za jej ojca, tak w Platformie, jak i wśród ludzi, z porażką jest jednoznacznie kojarzony. O ile w ogóle jest kojarzony – co jest jego drugim problemem. Saługa pełni obecnie funkcję posła, nie wyróżniając się przy tym przesadną aktywnością. Jednocześnie był w przeszłości marszałkiem województwa, który dla większości mieszkańców pozostawał jednak anonimowy.

– Wojtek faktycznie przesypia najważniejsze momenty – zauważa przychylny mu działaczy, który jednak nie zamierza popierać jego kandydatury. To mimo wszystko wartościowy człowiek, ale obciążony takimi porażkami, od których nie sposób się już odciąć. – twierdzi dalej. – Dzisiaj głosowanie na Saługę jest kompletnym brakiem instynktu samozachowawczego Platformy, porównywalnym z „popisem” Borysa twierdzącego, że w czasie urodzin Mazurka przygotowuje konwencję PO. 

W wyścigu wyborczym wyzwanie Sałudze rzucił Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca. Od wielu dni intensywnie przemierza wszystkie powiaty, zabiegając o poparcie dla własnej kandydatury. Z naszych informacji wynika, że popiera go większość samorządowców związanych lub wywodzących się z Platformy, w tym i środowisko związane z byłym i obecnym prezydentem Gliwic.

– Arek jest czasem jak strzelec, który wykonując zadanie obraca się wokół własnej osi, raniąc swoich kompanów, ale ma coś, co dzisiaj niewątpliwie musi mieć przywódca – potrafi mobilizować ludzi, nie boi się wyzwań, nie jest konformistą, a przede wszystkim jest kreatorem przyszłych rozwiązań, a nie wyłącznie krytykiem obecnych. 

Faktycznie Chęciński słynie ze swojej energii, która niekoniecznie uwidacznia się w działaniach Saługi. – Wojtek nie jest typem charyzmatycznego fightera, co wcale nie musi przeszkadzać – przekonuje inny z naszych rozmówców. – Jednak każdy czas wymaga odpowiednich ludzi. Wojtek dzisiaj nim nie jest. Z nim Platforma może tylko dryfować, ale na pewno nigdzie nie dopłynie – ciągnie swój wywód. Takie oceny nie są odosobnione. Przejawia się w nim obawa, że Platforma Saługi nie będzie miała genu zwycięzcy.

Niektórzy twierdzą, że jest to celowa i świadoma taktyka, która ma zapobiegać, a przynajmniej ograniczać ryzyko wygranej. – Wygrana oznacza konieczność rzeczowej i ciężkiej pracy. Po co to komu, kto może trwać w opozycji, korzystając z przywileju przysłowiowego „leniuszka” – słyszymy wśród szeregowych członków PO. – Dzisiaj tylko Arek jest w stanie porwać ludzi do pracy, zainspirować ich, przyciągnąć nowych. 

Prezydent Chęciński już dzisiaj osiągnął coś, co nie udało się posłowi Sałudze. Mianowicie zaktywizował również ludzi z Platformą niezwiązanych. Na tym tle toczy się zresztą kuluarowa dyskusja, w której zwolennicy Saługi zarzucają Chęcińskiemu wprowadzanie w temat wyborów osób, które nie powinny się w tej materii wypowiadać. – Wybory w Platformie są wewnętrzną sprawą Platformy – słychać po stronie zagorzałych zwolenników Saługi.

– Wybory w Platformie zdeterminują jej kurs w przyszłości. To kogo dzisiaj wybierzemy na szefa regionu decydować będzie również o tym, czy Platforma w ogóle będzie partią wybieraną przez społeczeństwo – zauważa z kolei stronnik Chęcińskiego, który dodaje – Powrót Donalda Tuska dobitnie pokazuje ten mechanizm. Ludzie odwracali się od Platformy, bo kierował nią przewodniczący, na którego nigdy nie oddaliby głosu. Tutaj będzie podobnie. Ludzie niezwiązani z Platformą muszą mieć na kogo głosować, a w ich odbiorze będzie to właśnie lokalny przywódca. Dzisiaj może nim być facet, który w naszym bastionie doprowadził do najbardziej spektakularnej zdrady, jaką pamiętam, stając się „ojcem sukcesu” władzy PiSu, albo energiczny człowiek, który nie boi się formułować słów krytyki również pod adresem swoich kolegów – podkreśla. 

Zgodzić się należy z tezą, że te wybory albo odwrócą opozycyjny na Śląsku, obecny los Platformy, albo spetryfikują nowy układ na wiele, wiele lat. Ostatecznie to wyborcy zdecydują, czy PO stanie się ich alternatywą. Może nią być jednak wyłącznie wówczas, gdy przestanie brać udział w politycznym spektaklu, a zacznie energicznie pokazywać korzyści, jakie mogą wynikać z jej rządów. W przeciwnym razie ludzie postawią na spokój i stabilizację, które widzą dzisiaj również w obecnej władzy. 

22-latek z Knurowa dwukrotnie uratował życie obcej kobiety

Dominik to 22-letni mieszkaniec Knurowa, który został dwukrotnym dawcą szpiku, ratującym tym samym życie obcej osobie. Dominik z szerokopojętym wolontariatem związany jest od dwóch lat, co zauważyło Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii wyróżniając go za pracę na rzecz lokalnej społeczności.

Pod koniec ubiegłego roku Regionalne Centrum Wolontariatu w Katowicach uznało Dominika Borczyka, za II najlepszego Koordynatora Wolontariatu w woj. Śląskim m.in za kierowanie projektem Szlachetna Paczka w mieście Knurów. W 2021 Dziennik Zachodni nominował Borczyka do nagrody Osobowość Roku w kategorii Działalność Społeczna i Charytatywna.

Historia Dominika nie jest jedną z tych najszczęśliwszych, opisywanych często przez dawców szpiku, bowiem po kilku miesiącach walki z chorobą, obywatelka Danii zmarła. Mimo przykrego zakończenia, Dominik nie rezygnuje i dalej pomaga Fundacji DKMS w szukaniu potencjalnych dawców szpiku dla niespokrewnionych osób z całego świata. 

– Nie patrzę na zakończenie tej historii tylko i wyłącznie w szarych barwach. Wiem, że dzięki mojej decyzji o podzieleniu się cząstką siebie, ta kobieta miała kilka miesięcy więcej życia. Jestem przekonany, że ten czas został przez nią wykorzystany najlepiej. To było kilka miesięcy dłużej na spędzenie czasu z dziećmi, mężem, przyjaciółmi oraz najbliższymi. W głębi serca czuję, że moja genetyczna bliźniaczka czuwa nade mną i pomaga mi nieść pomoc dalej. Kto wie, może okaże się, że zostanę dawcą szpiku dla jeszcze jednej osoby. – mówi Dominik Borczyk.

– Dominik jak zaczęła się Twoja przygoda z Fundacją DKMS? Co sprawiło, że zostałeś potencjalnym dawcą szpiku? Co powiedziałbyś osobom, które zastanawiają się nad zamówieniem pakietu rejestracyjnego z bazy DKMS?

– Moja historia z DKMS-em zaczęła się pod koniec czwartej klasy szkoły średniej, gdy zamiast iść na lekcję, poszliśmy na lekcję otwartą poświęconej tematyce chorób nowotworowych, powiązaną z dniem dawcy szpiku. Za organizację odpowiadała nauczycielka wychowania fizycznego, która od kilku lat organizuje dzień dawcy szpiku dla pełnoletniej młodzieży z Czerwionki-Leszczyn. Po kilkudziesięciu minutach prezentacji poświęconej idei dawstwa szpiku wspólnie ze znajomymi postanowiłem, że zarejestrujemy się w bazie DKMS, bo przecież to nie boli i nic nie kosztuje. 

Co powiedziałbyś osobom, które zastanawiają się nad zamówieniem pakietu rejestracyjnego z bazy DKMS?

– Nie chciałbym na nikim wywierać presji, ponieważ decyzja o podzieleniu się cząstką siebie jest indywidualną sprawą każdej osoby. Natomiast warto zaznaczyć, że komórek macierzystych, jak i krwi nie da się wyprodukować, a dzięki naszej decyzji, ktoś może mieć uratowane życie Z reguły, gdy widzimy, że ktoś potrzebuje pomocy, to natychmiast reagujemy – w tym przypadku nie widać tego, że ktoś potrzebuje tej pomocy w danej chwili, aczkolwiek kto wie, może telefon z DKMS zadzwoni po kilku latach, a my będziemy mogli uratować życie małej dziewczynki. Krótko mówiąc – nasza decyzja może spowodować, że ktoś będzie mieć uratowane życie.

Czy czujesz się jak superbohater? 

– Nie, czuje się z tym faktem dosyć normalnie. Po prostu mam miłe wspomnienia, że mogłem “przeciągnąć” jej życie o kilka miesięcy. Możliwe, że czułbym się lepiej, gdyby ta kobieta dalej żyła. 

Czy oddanie szpiku boli?

– Nie będę kłamać, że nie boli, ponieważ po pierwszym pobraniu z talerza kości biodrowej dochodziłem ponad tydzień do siebie, a ból towarzyszył mi przez blisko 3 tygodnie. Za drugim razem oddałem szpik z krwi obwodowej, ta metoda nie bolała zbyt mocno, ponieważ do złudzenia przypomina tradycyjne oddawanie krwi z tym, że oddanie szpiku trwało od 7.00 do 14.00, a oddanie krwi trwa zwykle od kilku do kilkunastu minut. Były momenty, gdy jedna lub druga metoda pobrania szpiku sprawiała ból, lecz świadomość uratowania komuś życia od razu uśmierza uczucie bólu oraz pozwala to przezwyciężyć.

Jak zareagowałeś, gdy otrzymałeś list informujący, że Twoja genetyczna bliźniaczka zmarła?

– Nie wspominam tego momentu najlepiej. Szczerze? W momencie, gdy widziałem w skrzynce pocztowej list nadany przez Fundacje DKMS zawsze mega się cieszyłem, ponieważ z tyłu głowy pojawiała się myśl, że może otrzymałem informacje o kolejnej osobie, której będę mógł pomóc – myliłem się. Po przeczytaniu listu, na kilka chwil świat się zatrzymał – ciężko było mi przetrawić tą wiadomość. Mimo tego, iż nigdy nie widziałem tej kobiety, to płakałem tak, gdyby umarł mi ktoś bliski. Miałem nadzieję, że kiedyś dojdzie do spotkania między mną, a tą kobietą, aby poznać się bliżej. 

Myślisz czasem o tej przykrej historii?

– Nie, nie myślę o tym zbyt często. Myśli przypominające o tej historii pojawiają się zazwyczaj, gdy ktoś zapyta o moją przygodę z DKMS. Mam po prostu nadzieję, że kilka ostatnich miesięcy życia ta kobieta wykorzystała jak najlepiej, a teraz obserwuje mnie z góry i również pomaga mi w życiu. 

Czy Twoje dwie historie zainspirowały kogoś do rejestracji w bazie Fundacji DKMS?

– Tak, po pierwszej oraz drugiej publikacji mojej historii odezwało się do mnie kilkadziesiąt osób mówiąc o tym, że dzięki mnie zamówiło pakiet rejestracyjny, tym samym stając się potencjalnym dawcą szpiku. Do dziś co jakiś czas, ktoś wysyła mi zdjęcie z rejestracji mówiąc, że moja historia zainspirowała kogoś do dołączenia do bazy DKMS. 

Dominik, dziękujemy za wywiad. Mamy nadzieję, że po tej publikacji Fundacja DKMS nie nadąży z wysyłaniem pakietów rejestracyjnych. 

– Ja również dziękuje. Chciałbym zaznaczyć, że służę dobrą radą dla wszystkich zainteresowanych powyższym tematem. 

Rozmawiała Katarzyna Pachelska. 

Warto wiedzieć…

  • Bez względu na wiek – każdy może zachorować. Na szczęście każdy może też pomóc. Dla wielu chorych jedyną szansą na życie jest przeszczepienie krwiotwórczych komórek macierzystych od niespokrewnionego Dawcy. Jedynie 25% Pacjentów znajduje „bliźniaka genetycznego” w rodzinie, pozostałe 75% zdanych jest na Dawców niespokrewnionych. Prawdopodobieństwo znalezienia odpowiedniego Dawcy wynosi od 1:20 000 do nawet 1 do kilku milionów. 

    O przeszczepieniu decyduje zgodność cech tkankowych, których jest ponad 13 000 i mogą występować w milionach kombinacji. To właśnie sprawia, że poszukiwania są tak trudne. 
  • Na całym świecie jest ponad 30 milionów potencjalnych Dawców szpiku, ale nadal nie wszyscy Pacjenci znajdują swojego „bliźniaka genetycznego”.

Aby zostać potencjalnym Dawcą szpiku, wystarczy zamówić pakiet rejestracyjny na www.dkms.pl.

Prawnik z Gliwic może zostać RPO? Rozmowa z Robertem Dopierałą

0

Robert Dopierała, adwokat z Gliwic może zostać nowym kandydatem na Rzecznika Praw Obywatelskich. Jeśli Bartłomiej Wróblewski, poseł PiS, nie zostanie – a wszystko wskazuje, że tak właśnie będzie – zaakceptowany przez Senat, wtedy PiS będzie mógł pójść jedną z dwóch dróg: zgłaszać kolejnych nieakceptowalnych przez opozycję kandydatów i w ten sposób przeciągnąć wybory aż do lipca, lub przedstawić kandydata, na którego zgodzi się opozycja. Gdyby doszło do tego drugiego scenariusza, największe szanse na powodzenia miałby właśnie prawnik z Gliwic. Dopierała znany jest nie tylko z wielu głośnych spraw karnych, ale także ze swojej działalności społecznej, polegającej głównie na edukacji prawnej najmłodszych obywateli.

Marek Morawiak: Z moich informacji wynika, że o Pana kandydaturze rozmawia się nie tylko na szczeblu lokalnym – wiedzą o niej i senator Frankiewicz, wieloletni prezydent Gliwic i gliwiczanin Borys Budka, ale i centralnym – w Warszawie. Co ciekawe pomysł zrodził się w obozie władzy, choć Pan nigdy z tym środowiskiem nie był kojarzony. Właściwie w ogóle nie jest Pan kojarzony z polityką. Być może to Pana atut?

Robert Dopierała: Przez znajomych z dawnego środowiska politycznego zostałem poinformowany o tym, że moja osoba jest sondowana jako kandydat na wypadek niepowodzenia wyboru Bartłomieja Wróblewskiego…

Dawnego środowiska? Czyli jednak nie jest Pan zupełnie oderwany od polityki?

Jako młody człowiek byłem członkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zawsze uważałem, że „bogatym nie jest ten kto posiada, ale kto zdolny jest dawać”, stąd moje młodzieńcze spojrzenie na świat. Nadal uważam, że nikogo nie należy pozostawiać w potrzebie. Mniej niż polityka interesowało mnie wtedy naprawianie świata. To taka być może młodzieńcza naiwność.

Rzeczywiście nie jest Pan typowym lewicowcem – zwłaszcza patrząc przez pryzmat obecnej lewicy – wiem, że jest pan wierzącym i praktykujący katolikiem.

Nie wstydzę się swojej wiary. Od małego chodziłem do Kościoła i zawsze uważałem, że w życiu należy kierować się uniwersalnymi zasadami, takimi jak miłość, przyjaźń, czy szacunek do drugiego człowieka. Chyba wszyscy się co do tego zgadzamy, bez względu na wyznawaną religię, czy poglądy polityczne. W praktyce oczywiście rożnie to wychodzi, często ci, którzy mają usta pełne frazesów o szacunku zachowują się zupełnie inaczej, ale musimy przede wszystkim przestać traktować siebie nawzajem jak wrogów. 

Historia uczy nas, że Polacy osiągali wielkie cele, kiedy byli zjednoczeni. Naprawdę uważa Pan, że możliwe jest w obecnych warunkach pogodzenie zwaśnionych „plemion”?

Każdy obywatel zasługuje na szacunek, czy jest wierzący czy nie, czy jest pracownikiem czy pracodawcą, kobietą czy meżczyzną, czy jest z Polski A czy z Polski B. Jesteśmy różnorodni doświadczeniami, ale zawsze łączy nas wspólna przeszłość i wspólna przyszłość. Od tego nie uciekniemy i jestem przekonany, że to zjednoczenie jest możliwe, ale muszą to zrozumieć obie strony politycznego sporu. Nie tyle politycy, bo oni tymi skrajnymi emocjami grają, ale my – Obywatele.

Dotychczas Rzecznikami Praw Obywatelskich byli, co prawda bardzo utytułowani, ale jednak teoretycy. Czy uważa Pan zatem, że czas na wybór praktyka?

Bardzo łatwo jest wtłoczyć naukowców w spór polityczny. Skoro profesorowie prawa, rady wydziałów prawa, zajmowali stanowisko w zakresie zmian w wymiarze sprawiedliwości, to z łatwością można było im przypisać określone sympatie polityczne, bez względu na to, czy mieli racje czy nie. Wydaje się, że właśnie dlatego tak trudno znaleźć jest odpowiedniego kandydata na RPO spośród środowiska naukowego. Każdy bowiem może zostać uznany za kandydata partyjnego, na którego nie zgodzi się druga strona… 

Naukowego, a tym bardziej politycznego jak poseł Wróblewski. Jaki zatem powinien być RPO?

Wydaje się, że dzisiaj Rzecznik Praw Obywatelskich musi pogodzić sprzeczne światopoglądy, skupiając się na wartościach, które łączą ludzi. Szczególnie obecnie musi zmienić priorytety swoich działań. Uważam, że czas, w którym się znajdujemy wymaga skoncentrowania się na zapewnieniu obywatelom podstawowego dobra i prawa – prawa do życia w spokoju, w atmosferze wzajemnego szacunku. Tak jak podstawowym prawem dziecka jest prawo do beztroskiego dzieciństwa, bez obserwowania kłótni rodziców, tak każdy obywatel ma prawo dzisiaj oczekiwać tego samego w warunkach życia w państwie. Polityka ustawia nas obecnie na pozycjach, w których cały czas musimy wybierać, opowiadać się za takim lub innym stanowiskiem. Każdy pomysł jednej strony sporu politycznego jest kontestowany tylko dlatego, że pochodzi od drugiej. Ludziom wybierającym Prawo i Sprawiedliwość zarzucamy zacofanie, a zwolenników opozycji ustawiamy w roli obrońców starych, skompromitowanych układów. To się musi skończyć.

Tylko RPO nie za bardzo ma narzędzia, którymi mógłby kreować przyszłość, jego działalność sprawdza się raczej do interweniowania post factum…

Choć Rzecznikowi nie przysługuje prawo inicjatywy ustawodawczej, to jednak może być również kreatorem prawa służącego ochronie obywateli w ramach tzw. wystapień generalnych. Uważam, że znaczna cześć aktywności RPO powinna być właśnie temu poświęcona. Dzisiaj funkcjonowanie Rzecznika w dużej mierze skupia się na interweniowaniu w sprawach, w których już doszło do naruszenia praw i wolności obywatelskich. Częstokroć pozostają one wynikiem nie tyle ludzkiej, czy urzędniczej złośliwości, ale właśnie niedoskonałości stanowionego prawa. Wystąpienia generalne powinny się koncentrować właśnie na przygotowywaniu zmian legislacyjnych, które mogą temu zapobiegać. 

W swojej przeszło piętnastoletniej praktyce z pewnością nie raz spotkał się Pan z przypadkami braku elementarnej wiedzy o prawie wśród obywateli. To wynika bardziej z braku edukacji, czy z braku szacunku do tegoż prawa, do jego instytucji?

W swojej działalności społecznej i fundacyjnej skupiam się na spotkaniach z najmłodszymi. Takie spotkania dają ogromnie dużo pozytywnych emocji, a jednocześnie wymagają znacznie większego wysiłku intelektualnego niż rozmowa o prawie na poziomie akademickim. Tłumaczenie przedszkolakom czym jest prawo, że wypływa ono z naturalnej potrzeby człowieka do porządkowania otaczającej go rzeczywistości, dlaczego ważna jest jego stabilność i prostota, pozwalająca na jego powszechne zrozumienie, jest bardzo trudne. Nie mam przy tym ambicji kreowania z dzieciaków prawników. Uważam jednak, że ten element jest bardzo zaniedbany w edukacji. Na codzień nie uświadamiamy sobie, jak trudnym dla człowieka jest wejście w dorosłość, w której podejmowane decyzje, a w zasadzie czynności prawne, częstokroć mogą wpływać na całe ich życie. Problem w tym, że uczymy się od małego liczyć, znamy podstawy geografii, a nie potrafimy zrozumieć znaczenia prostego tekstu umowy. Prawo nakłada na nas wiele obowiązków, stanowione są nakazy i zakazy, do których musimy się stosować, toteż państwo nie powinno pomijać prawa w programie nauczania. Działalność taka jak moja jest niezbędna, ale bez wsparcia systemowego nie będzie w stanie przynieść pożądanego efektu. 

Ciężko jest szanować prawo, kiedy nie czujemy, że stoi ono po naszej stronie. Przeciętny Kowalski boi się wręcz instytucji, które z założenia powinny go bronić. Z drugiej strony widzimy, że prawo służy cwaniaczkom, którzy potrafią sprytnie je omijać…

Musimy pamietać o jednym – przysługujące nam – obywatelom prawa wiążą się zawsze z obowiązkami. Ludzie mają prawo żądać poszanowania ich praw przez państwo, ale muszą również mieć świadomość własnych obowiązków wobec tego państwa. Społeczeństwo obywatelskie nie jest zbiorem osób, wysuwających wyłącznie żądania. Trzeba jeszcze dać coś od siebie. Równowaga pomiędzy powinnością a prawem możliwa jest jednak tylko wówczas, gdy najpierw przywrócimy wzajemny szacunek do siebie. Za słowami profesora prawa, byłego prezydenta Grecji – Konstandinosa Tsatsosa można powiedzieć, że „człowiek powinien mieć taką wolność, na jaką zasłużył”. Szacunek dla prawa, dla innych ludzi, dla ich praw, ale i zrozumienie dla obowiązków, pozwolą nam osiągnąć znacznie więcej, niż działania Rzecznika, niezależnie od tego kto nim ostatecznie zostanie. 

Wierzy Pan, że może nim zostać ktoś bez politycznego umocowania?

Nie chciałbym brać udziału wyłącznie w plebiscycie popularności partii politycznych. Sens ubiegania się o stanowisko RPO widzę tylko wówczas, gdy moja kandydatura będzie akceptowalna dla większości parlamentarnej, mając realną szanse na wybór. Trudno zresztą o inne podejście, jeśli jednym z założeń przyszłego funkcjonowania ma być również mediacyjna rola Rzecznika, zmierzająca do urzeczywistnienia podstawowego prawa każdego z nas – prawa do życia w spokoju i zgodzie. 

Z.Frankiewicz: Powrót Tuska? Nie ziębi mnie to i nie grzeje

0

Z wieloletnim prezydentem Gliwic, obecnie senatorem, przewodniczącym Komisji Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej oraz prezesem Związku Miast Polskich, Zygmuntem Frankiewiczem rozmawia Marek Morawiak.

Senator Jacek Bury odchodzi z klubu Koalicji Obywatelskiej i rozpoczyna współpracę z ruchem Polska 2050. Powinniśmy się spodziewać kolejnych transferów? Przygląda się pan Hołowni?
Jeśli pyta pan czy zamierzam przenosić się do Hołowni to odpowiem krótko: nie zamierzam.

Ale przyzna pan, że jest to interesujące zagranie – zyskując zaledwie jednego senatora Polska 2050 ma teraz mocną kartę, to od nich zależeć będzie – i tak już chwiejna – opozycyjna większość w Senacie.
Jeśli wierzyć medialnym doniesieniom, Jacek Bury rzeczywiście związał się z Szymonem Hołownią, od razu ucinając spekulacje, to senackiej większości nie zmieni.

Nie zmieni?
Znam Jacka Burego całkiem dobrze, cenię go, to bardzo inteligentny człowiek o państwowym myśleniu, jeżeli on będzie próbował na coś wpływać to sądzę, że to będą bardzo potrzebne sprawy. Sądzę, że to nie jest żadna zła zmiana. 

„Kierownictwo partii opozycyjnych zajmuje się sobą, utrzymaniem swoich funkcji, rozdzielaniem subwencji, lansem w mediach, po roku w Senacie mam przekonanie, że żaden z nich nie chce dziś przejąć władzy.” – to słowa senatora Burego, ma pan podobne odczucia?
Mówił to wielokrotnie i trudno się z nim nie zgodzić. Nie widać tej pracy, konsekwencji, determinacji żeby zacząć naprawiać Polskę zaczynając od odsunięcia PiS od władzy. Po naszej stronie, ale co ciekawe też w części PiSu, na różnych poziomach tej partii, nawet tych bardzo wysokich, można usłyszeć potwierdzenie opinii, że PiS psuje państwo. W związku z czym trzeba z tym skończyć, ale za mało determinacji jest po stronie opozycyjnej. 

Może determinacji, a może przywództwa? Platforma w ostatnim sondażu CBOS zajęła trzecie miejsce, za Hołownią.

Cały wywiad można przeczytać na portalu Wirtualna Polska

M.Budny, prezes PZO: Stawiamy na edukację ekologiczną

0

Dobrze znane gliwiczanom Przedsiębiorstwo Składowania i Utylizacji Odpadów zmieniło się w Przedsiębiorstwo Zagospodarowania Odpadów. Ta zmiana to nie tylko kwestia różnicy w nazewnictwie, ale przede wszystkim zmiana filozofii działania firmy z zaznaczeniem istotnych kwestii ekologicznych. Z Magdaleną Budny, prezes PZO rozmawia Marek Morawiak.

Marek Morawiak: Wdrażacie Państwo właśnie nową, proekologiczną strategię spółki. Jej mocnym puntem będzie edukacja ekologiczna, która w tak rozbudowanej formie stanowi pewną nowość w tym obszarze?

Magdalena Budny: Zależy nam na zmianie dotychczasowych przyzwyczajeń związanych z tematem segregacji oraz przełamaniem stereotypu, że odpady to temat brudny, kłopotliwy i niewart uwagi. Zmiany mają też charakter merytoryczny – jak choćby dotyczące nieprecyzyjnego nazewnictwa , bo przykładowo „utylizacja” to pojęcie potoczne, nie figurujące w przepisach. Oczywiście konieczne było również formalne uporządkowanie działalności m.in. pod kątem zgodności Polską Klasyfikacją Działalności- niektóre elementy usunęliśmy, w ich miejsce pojawiła się nowa klasyfikacja. 

Nowa nazwa, nowa strategia i… nowa siedziba. Nie boi się Pani, że decyzja o realizacji takiej inwestycji, w bardzo trudnym dla wielu przedsiębiorstw momencie może budzić kontrowersje? 

Dla mnie jako szefa, najważniejszy jest kontakt z pracownikami. Wszystkimi pracownikami. Od momentu powstania spółki działa ona w dwóch lokalizacjach: przy ul. Zwycięstwa mieści się siedziba zarządu, natomiast przy ul. Rybnickiej znajduje się instalacja przetwarzania odpadów oraz biura pracownicze. W mojej ocenie jest to często kłopotliwe i nieekonomiczne. Zależy nam na tym aby pracować razem, istotne jest aby wspólnie tworzyć dobry zespół, bo to jest bogactwo firmy. Szef powinien być ze swoimi pracownikami każdego dnia, razem z nimi rozwiązywać problemy i razem z nimi cieszyć się z sukcesów. Stąd decyzja o wyborze lokalizacji jest dosyć oczywista.

Nowa siedziba w założeniu ma być nie tylko miejscem pracy, ale przede wszystkim miejscem ciekawych i ambitnych przedsięwzięć. Skąd pomysł na uruchomienie Centrum Edukacji Ekologicznej? 

Nowa siedziba powstanie przy ul. Rybnickiej. Projekt już jest gotowy, przygotowujemy się do ogłoszenia przetargu na wykonawcę tego zadania. Mamy na to zabezpieczone własne fundusze ale być może skorzystamy też z dofinansowania zewnętrznego. Odpady nie znikają po wrzuceniu do kosza. Chcemy aby nie tylko dzieci i młodzież ale również wszyscy mieszkańcy mieli możliwość zobaczenia co się z nimi dzieje później. Chcemy pokazać jak działa nasze przedsiębiorstwo i jak ważne jest segregowanie odpadów i ich recycling. Dzięki tym działaniom część z tych odpadów może być ponownie wykorzystana, stąd pomysł utworzenia Centrum Edukacji Ekologicznej.

Wiem, że Centrum będzie dysponowało salą multimedialną, powstanie w nim ekspozycja wystawiennicza, a na dachu budynku ścieżka edukacyjna.

Tak, zależy nam, aby w sposób świadomy i odpowiedzialny przekazywać wiedzę na temat ekologii i segregacji, zaczynając już od najmłodszych pokoleń. Dlatego chcemy aktywnie współpracować z radami dzielnic, przedszkolami, szkołami, uczelniami wyższymi oraz innymi jednostkami miejskimi. Te wszystkie działania mają na celu zwiększenie świadomości ekologicznej, a tym samym ochronę naszego środowiska.

Do realizacji tych ambitnych projektów udało się już pozyskać jakiś partnerów? 

Rozpoczęliśmy współpracę między innymi z Politechniką Śląską. Przykładem może być Wydział Architektury, gdzie na dedykowanych zajęciach studenci zajmowali się przygotowaniem wystaw dotyczących dbałości o naszą planetę i środowisko naturalne, tworzyli też gry planszowe związane z ideą segregacji i recyklingu. Z kolei wspólnie z Wydziałem Inżynierii Środowiska i Energetyki oraz Wydziałem Chemicznym Politechniki Śląskiej będziemy realizować pilotażowy projekt budowy oczyszczalni dla odcieków.

Odzysk oczyszczonej wody pozwoli na wykorzystanie jej do nawadniania terenów zielonych?

Dokładnie tak. To działanie w ramach systemu gospodarki w obiegu zamkniętym. Na to przedsięwzięcie będziemy starać się o środki zewnętrzne i mam nadzieję, że uda się nam je pozyskać. 

Współpracujecie nie tylko z Politechniką.

Aby zwiększyć bezpieczeństwa pilotów i osób korzystających ze znajdującego się w pobliżu wysypiska lotniska, nawiązaliśmy kontakt z sokolnikiem. Wraz ze swoimi ptasimi podopiecznymi pomaga on w zmniejszeniu liczby ptactwa, które gromadzi się nad terenem, gdzie znajduje się nasza instalacja przetwarzania odpadów. Możemy pochwalić się też własną kompostownią. Przetwarzamy w niej zbierane z terenu miasta odpady zielone. W planach mamy produkcję nawozów i związków azotowych, które będzie można wykorzystać do produkcji rolnej. 

Drugie Życie Rzeczy – tak nazywa się najnowsza akcja, której pomysłodawcą jest PZO. O co w niej chodzi? 

Zależy nam na tym, aby niechciane przedmioty otrzymały nowe życie. Często mamy kłopot co zrobić na przykład ze starym dywanem, bo właśnie kupiliśmy nowy lub biurkiem, które już nie jest potrzebne naszemu dziecku. Teraz każdy mieszkaniec Gliwic może zostawić meble, książki, zabawki, wózki dziecięce czy sprzęt sportowy w specjalnym punkcie odbioru. Uruchomiliśmy go w sąsiedztwie Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych przy ul. Rybnickiej 199 B. Pozostawione tam rzeczy trafią do tych, którym są potrzebne. Dzięki takim działaniom mieszkańcy Gliwic mają szansę wspomóc nie tylko naturalne środowisko, ale i drugiego człowieka. Usługa jest nieodpłatna.

Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych czyli popularnie PSZOK cieszy się dużym zainteresowaniem mieszkańców. Można tam szybko i sprawnie pozbyć się niektórych odpadów. Niestety w Gliwicach działa tylko jeden taki punkt, czy możliwe jest uruchomienie kolejnych?

Faktycznie, gliwiczanie mają aktualnie do dyspozycji jeden Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych. Można w nim oddawać m.in. odpady zielone, zużyte opony, odpady budowlane i rozbiórkowe czy odpady wielkogabarytowe. Chcemy zwiększyć ich dostępność dla mieszkańców, dlatego Przedsiębiorstwo Zagospodarowania Odpadów wspólnie z gliwickim samorządem złożyło wnioski o wsparcie unijne na budowę nowych punktów PSZOK. Jest więc szansa, że wkrótce na terenie miasta pojawią się kolejne takie punkty.