wtorek, 11 sierpnia, 2020

Wójcik: Andrzej Duda dużo zrobił, żeby walczyć z pedofilią

Było głosowanie w tamtej kadencji, pamiętam, że posłowie PO, kiedy daliśmy projekt zaostrzenie kar dla pedofilów – między innymi w niektórych przypadkach nawet 30 lat pozbawienia wolności – to wyciągnęli karty do głosowania i wyszli z sali. – mówi Michał Wójcik, wiceminister sprawiedliwości w rozmowie z Markiem Morawiakiem.

Przyjechał Pan do Gliwic w ramach kampanii, żeby namawiać mieszkańców do głosowania na Andrzeja Dudę, ale akurat wtedy zaczęło padać.
Za to atmosfera była bardzo gorąca. Sam Pan widział, pomimo tego, że deszczowo nas przywitały Gliwice, to jednak sporo było ludzi. Jestem im za to niezmiernie wdzięczny. Cieszę się zwłaszcza dlatego, że z Gliwic pochodzi moja mama. 

Grzegorz Schetyna, z którym rozmawiałem kilka dni temu, chyba wolałby, żeby w dniu wyborów pogoda nie była najlepsza. Mówi, że słoneczna pogoda negatywnie wpływa na wyniki Platformy.
Nigdy na to nie patrzę. Przecież to jest kluczowy element demokracji – człowiek, który zostanie wybrany, musi mieć jak najsilniejszy mandat społeczny. Uważam, że jak najwięcej ludzi powinno wziąć udział w wyborach. 

Dobrze, pogoda nie ma znaczenia, a media, mają wpływ na wynik wyborów?
Zauważalna jest na pewno próba wpływania mediów na przebieg wyborów. To, co jest napisane bądź powiedziane w mediach, ma ogromny wpływ na kształtowanie świadomości ludzi, sposób powiedzenia, zaprezentowania czegoś ma duży wpływ na pewne sprawy – mówię o tym w kontekście zdarzenia, które miało miejsce w jednej z gazet. 

Chodzi o Fakt? 
Tak, chodzi o to, jak został pokazany prezydent Duda na okładce jednego z numerów. Uważam, że akurat ten artykuł był nieuczciwy. To było coś, co trudno mi było zaakceptować. To, co się stało w tej gazecie, to co ta okładka sugeruje, jest niedopuszczalne.

Podpowiedzmy czytelnikom, którzy być może jej nie widzieli — pierwsza strona, zdjęcie prezydenta, obok gromy napis: „Trzymał córkę, bił po twarzy i wkładał jej rękę w kroczę” i już dużo mniejszymi literami „Panie Prezydencie jak Pan mógł ułaskawić kogoś takiego?”
Nie ukrywam, bardzo mnie to zasmuciło i zabolało – z prostego powodu – Andrzej Duda jest człowiekiem, który dużo zrobił, żeby w Polsce walczyć z pedofilią. To on doprowadził do zmiany art. 240 w kodeksie karnym. Do 2017 roku w tym przepisie nie było uwzględnionej sytuacji, w której dajmy na to – ktoś jest świadkiem, posiada wiedzę na temat gwałtu na dziecku i nie informuje organów ścigania. Do 2017 roku taka osoba w ogóle nie ponosiła żadnej odpowiedzialności karnej. To Andrzej Duda doprowadził do zmiany tego przepisu. Oprócz tego doprowadził także do stworzenia rejestru pedofilów, do zaostrzenia kar z uwzględnieniem nieprzedawnialności tych przestępstw. Dlatego, jeżeli słyszę dzisiaj, że to on chroni pedofilów, to jest to po prostu skrajnie nieuczciwe. 

Chyba nie chce Pan powiedzieć, że PO broni? 
Kiedy było głosowanie w parlamencie w tamtej kadencji, to pamiętam, że PO, kiedy daliśmy projekt, gdzie było zaostrzenie kar – między innymi w niektórych przypadkach nawet 30 lat pozbawienia wolności – to wyciągnęli karty do głosowania i wyszli z sali. Przecież to jest nienormalne, to jest kompletnie chora sytuacja. Teraz zachowują się tak, jakby chcieli o tym zapomnieć. To my stworzyliśmy komisję do spraw pedofilów, oni nawet nie pomyśleli o tym. Więc jeżeli ktoś nie potrafił walczyć z pedofilią, to jest raczej formacja Pana Trzaskowskiego i śmiem nawet twierdzić, że mają wiele dzieci na sumieniu – przez to, że pewne rozwiązania powinny zostać przyjęte już wiele lat wcześniej. 

Zostańmy przy ochronie najmłodszych, o Panu mówią „minister od dzieci” – dlaczego tak mocno zaangażował się Pan akurat w sprawy dotyczące rodziny, adopcji, dzieci? Trzeba przyznać, że w tej kwestii dużo się zmieniło.
Bardzo dużo. Po to też zostałem ściągnięty do resortu sprawiedliwości przez Zbigniewa Ziobro – żeby uporządkować kwestię dotyczącą tzw. przestępczości transgranicznej. Chodzi o uprowadzenia, porwania dzieci za granicę. W ciągu kilku lat udało się w tym kierunku bardzo wiele zrobić. Po kilku latach mogę powiedzieć, że zrobiliśmy reformę w Polsce, dzięki której powstały nowe sądy – wyspecjalizowane sądy, które zajmują się takimi sprawami oraz wyspecjalizowani sędziowie. Wprowadziliśmy zakaz wywozu dziecka z Polski do czasu, kiedy nastąpi prawomocne rozstrzygnięcie sprawy. To jest bardzo ważne, wcześniej dziecko natychmiast po orzeczeniu pierwszoinstancyjnym mogło być wywiezione z Polski. Prokurator może teraz również wprowadzić skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, jeżeli zauważy jakąś rażącą niesprawiedliwość – tego również wcześniej nie było. Udało się też wywalczyć w UE projekt dotyczący poszanowania tożsamości dziecka – kulturowej, językowej, religijnej. 

Dziecko posługujący się językiem polskim, wychowujący się w wierze chrześcijańskiej, mogło trafić do rodziny muzułmańskiej, mówiącej po arabsku i na odwrót? 
Tak i nie powinno tak być. Ani w jedną, ani w drugą stronę. To łamie tożsamość dziecka. To my to zauważyliśmy, przygotowaliśmy projekt tej poprawki i wszystkie państwa UE ją poparły. Kosztowało nas to 2 lata ciężkiej pracy, a prawie nikt nawet tego nie zauważył. Zauważyły to jednak inne państwa, muszą zmienić swoje systemy prawne i dostosować je do tej poprawki – teraz sędzia musi pytać o pochodzenie dziecka, gdzie się wychowało, w jakim języku mówi. 

A co z odbieraniem dzieci przez niemieckie Jugendamty, o tym swego czasu było bardzo głośno – polskie dzieci urodzone na terytorium Niemiec były traktowane jak niemieckie. 
Tak, problem był i to bardzo poważny, ale dzisiaj już go nie ma. Dzisiaj nawet same Jugendamty dzwonią i mówią, że trzeba znaleźć rodzinę polską dla jakiegoś dziecka, które pochodzi z Polski. Zajęliśmy się również kwestią niealimentacji – art. 209 Kodeksu Karnego, który wcześniej był bardzo niejasno sformułowany. Nie wiadomo było, czy ktoś może być pociągnięty do odpowiedzialności, jeśli wpłacał co miesiąc jedynie część alimentów – nawet w bardzo niewielkiej kwocie. Dlatego my wprowadziliśmy prostą zasadę. Jeśli w przeciągu 3 okresów nie zostanie wpłacona pełna kwota, trzeba ponieść odpowiedzialność karną. 

Mieliście rozliczyć poprzednią ekipę, tyle mówiliście o przekrętach, o mafiach, o niesprawiedliwości, ale jakoś nie słychać o głośnych aresztowaniach. 
Proszę zwrócić uwagę, jakie państwo stworzyła PO za swoich czasów. Można było je grabić na setki miliardów złotych, bo niestety nie potrafiło się bronić. Przepis był wtedy między innymi taki, że jeżeli było podejrzenie o popełnieniu przestępstwa – wyłudzenia VAT – to trzeba było udowodnić co do złotówki o ile uszczuplono Skarb Państwa, więc to trwało bardzo długo, a kara, jaka mogła być to była sankcja przewidziana przez kodeks karny skarbowy – maksymalnie 5 lat pozbawienia wolności, czyli najczęściej kończyło się grzywną. Wyrywali setki milionów, jeśli nie miliardy, a sankcją miała być grzywna! To dla nich przecież był dobry żart. Wprowadziliśmy najwyższą w Europie karę za tego rodzaju przestępczość – 25 lat pozbawienia wolności. To jest cała masa rzeczy, to są dziesiątki ustaw, które wprowadziliśmy, żeby ten proceder ukrócić.

Kilka dni temu, wspomniany wcześniej Grzegorz Schetyna namawiał gliwiczan do głosowania na Trzaskowskiego, proszę mnie, teoretycznego wyborcę niezdecydowanego przekonać do głosowania na Dudę. 
Po pierwsze Andrzej Duda jest wiarygodny w przeciwieństwie do pana Trzaskowskiego. Andrzej Duda obiecał, że obniży wiek emerytalny i to była jego inicjatywa. Trzaskowski, który dzisiaj mami ludzi, że będzie wetował podwyższenie wieku emerytalnego, zapomniał, że w 2012 roku to jego formacja, konkretnie jego ojciec polityczny, Donald Tusk bez konsultacji z narodem, po prostu podwyższył wiek emerytalny, a Trzaskowski w roku 2016 w głosowaniu dotyczącym obniżenia wieku emerytalnego zagłosował przeciw – chciał żeby wiek emerytalny był wyższy. 

Pan mówi o Trzaskowskim, a ja pytałem o Dudę. 
Prezydent Duda jest wiarygodnym politykiem, Trzaskowski nie. To jest polityk gotowy powiedzieć dzisiaj, że on może maszerować w Marszu Niepodległości, chociaż jeszcze niedawno jego środowisko nazywało uczestniczących w nim Polaków faszystami. To on podpisał kartę LGBT, Andrzej Duda podpisał kartę rodziny. Dzisiaj mówi, że on jest przeciwny adopcji przez pary jednopłciowe, to tak naprawdę śmieje się nam w twarz. 

Każdy może zmienić zdanie. 
Zdarza się, ale wtedy się tłumaczymy, dlaczego ale on zmienił prawie we wszystkim, zaprzecza wszystkiemu już teraz, sam sobie za chwilę zaprzeczy, kim jest i z jakiego środowiska się wywodzi. Jeżeli on by wygrał, byłby to wielki cios dla Polski. To by oznaczało odwrócenie wielu reform. Ci ludzie, którzy kiedyś rządzili, oni by powrócili do władzy i śmialiby się z nas wszystkich, z naiwności Polaków. 

Wielki cios? To znaczy, co by się takiego Polsce stało? 
Jest wzrost gospodarczy, Polska radzi sobie pomimo wirusa, radzi sobie najlepiej w Europie. Ponad 90 miliardów poszło w trzy duże tarcze. Jeśli ktoś próbuje kontestować skuteczność tarcz, to niech posłucha tej podsłuchanej rozmowy Budki z Kosiniakiem, gdzie dyskutują, że to jest naprawdę dobre, a potem wychodzą na mównicę i mówią, że jest złe. Jak tak można oszukiwać ludzi? Zastanawiam się, jak można się na to nabrać? 

Rzeczywiście wskaźniki są dobre, ale uważa Pan, że to zasługa rządu? Pomogliście przedsiębiorcom w prowadzeniu działalności? 
CIT jest najniższy w Europie – 9%, obniżyliśmy PIT, stworzyliśmy Konstytucję dla Biznesu, czyli wiele ułatwień dla przedsiębiorców, dla startupów, zerowy podatek dla młodzieży do 26 roku życia. Tego wcześniej nie było. Dzisiaj młodzi ludzie nie muszą płacić podatku. Platforma nie miała się czym chwalić, to oni podwyższali podatki, ja to pamiętam – jak tylko przejęli władzę, podnieśli składkę rentową dla przedsiębiorców – to w nagrodę za to, że wygrali właśnie dzięki głosom przedsiębiorców. Niech te czasy już nigdy nie wracają. Polska to kraj demokratyczny, praworządny, fajnie się rozwijający, mający wręcz historyczną szansę na rozwój, ale mający niestety fatalną opozycję, wręcz destrukcyjną.

Schetyna: “Będziemy musieli zdefiniować PO na nowo”

To jest dobra konstrukcja, jest nowa, świeża, otwarta, absorbuje to co wchodzi w polityczną przestrzeń, ale sięga też do poprzedniego pokolenia politycznego. Jesteśmy na podium od 20 lat, o niektórych partiach nikt już nie pamięta. – mówi Grzegorz Schetyna, były wicepremier i przewodniczący Platformy Obywatelskiej w rozmowie z Markiem Morawiakiem.

Jest Pan zadowolony z wyniku meczu?
Pan senator Frankiewicz na pewno, ja mniej, bo to był taki mecz o brązowy medal. Byłem na meczu w Gliwicach, kiedy Śląsk Wrocław wygrywał 3:0, teraz było inaczej — Śląsk miał więcej okazji, wygrał Piast, ale to jest piękno sportu.

To tak jak w polityce, nie zawsze wygrywa najlepszy.
Chciałbym, żeby polityka była taka oczywista jak sport.

I taka czysta?
Trochę taka czysta, taka zasadnicza jak sport. W sporcie ten kto strzela więcej goli, zdobywa więcej punktów, ten wygrywa.

Polityka to też sport, tylko gra się na kilku boiskach jednocześnie, z wieloma przeciwnikami, nawet we własnej drużynie.
Tak, tej rywalizacji jest dużo, gra na wielu planszach, szachy z wieloma przeciwnikami, ale dzisiaj sytuacja jest bardzo prosta. Polityka, przez te kilka najbliższych dni, zawęża się do wyboru: Trzaskowski czy Duda.

Czyli na planszy mamy tylko po jednym pionku czarnym i białym? My Platforma jesteśmy biali, czyści, a PiS jest złym, czarny charakterem?
Każdy chciałby tak o sobie powiedzieć, że jest biały, nie tylko dlatego, że to szlachetny kolor, ale dlatego też, że w szachach biały zaczyna pierwszy, więc ma tę przewagę jednego ruchu.

To teraz zapytam o wynik wyborczy. Jest Pan zadowolony z 39% dla Trzaskowskiego w Gliwicach? Niby dużo, a jednak niewiele. Duda zdobył tutaj tylko 7% mniej — podkreślmy, w bastionie Platformy.
Ale Hołownia też sporo.

Czyli Hołownia to Trzaskowski?
Może nie tak wprost, ale to jest elektorat opozycyjny, ja składam te wyniki w kontekście drugiej tury. Patrzę na to, jak wygląda suma wyników: Trzaskowskiego, Hołownii, Kosiniaka i Biedronia. To jest mniej więcej to, co może być naszym celem w drugiej turze i w takich miastach, czy w takich regionach jesteśmy o te parę punktów z przodu, co oczywiście nie zwalnia z wielkiego zaangażowania, żeby wygrać zdecydowanie, bo jeżeli nie tu w Gliwicach, nie tu na Śląsku to gdzie?

Wrócę jeszcze do tych 39%, na tle poparcia dla — teraz już — senatora Frankiewicza, czyli 70%, w mieście przewodniczącego Platformy, Borysa Budki, w mieście Jerzego Buzka, zdobyć niecałe 40% to jest wynik, powiedziałbym, co najmniej alarmujący.
Zobaczy Pan w drugiej turze, bo wszyscy, którzy sercem i rozumem są zaangażowani po stronie opozycji demokratycznej, będą głosowali na Rafała Trzaskowskiego. Widzieliśmy to w Senacie, nie wszędzie było tak jak w Gliwicach z senatorem Frankiewiczem, ale wszędzie wygraliśmy o kilkadziesiąt tysięcy głosów. Na końcu liczy się tak jak w sporcie, kto zdobędzie ten jeden punkt więcej.

Pozostał jeszcze najważniejszy, języczek u wagi, Bosak i Konfederacja.
Nie przesadzałbym z tym znaczeniem Konfederacji. Po pierwsze mobilizacja własnego elektoratu, po drugie przejęcie jak największej liczby głosów pozostałych kandydatów opozycji, po trzecie przekonanie tych, którzy nie byli w pierwszej turze, że to są wybory o wszystko, to jest decyzja o tym, w jakim kraju będziemy żyć. Sprawa czwarta to wyborcy Bosaka. Oni są bardzo różnorodni, tam są narodowcy, tam jest dużo przedsiębiorców o bardzo wolnościowych przekonaniach, różni ludzie o różnych proweniencja politycznych, często z twardym sprzeciwem wobec tego, co się dzieje, z czym się nie zgadzają, bardzo emocjonalni z reguły. Trzeba po prostu z nimi rozmawiać. Nie można ich odtrącać.

To oni odtrącili Was. Krzysztof Bosak zapowiedział od razu, że nie poprze żadnego z kandydatów.
Ja nie mówię o Bosaku, mówię o wyborcach. Oni w dużej mierze głosowali na Kukiza i się zawiedli, często też rozczarowani są Platformą, PiS-em, innymi partiami, uważają, że może być nowa jakość. Trzeba im powiedzieć: słuchajcie, może być nowa jakość, nowy niezależny, pozapartyjny prezydent. Prezydent, który nie będzie zakładnikiem partii politycznej, nie będzie miał swojego szefa na Nowogrodzkiej.

Tylko na Wiejskiej 12, w siedzibie PO?
Rafał Trzaskowski będzie prezydentem ponadpartyjnym. Wierzę w to, to jest możliwe, trzeba wyborców przekonywać i nie można nikogo wykluczać.

Platforma za pół roku będzie obchodziła dwudziestolecie. Zaczynaliście jako partia chrześcijańskiej demokracji, partia konserwatywno-liberalna, centroprawicowa, w 2010 roku CBOS zrobił badanie preferencji wyborczych i wtedy już wyborcy PO identyfikowali się jako centrowi i liberalni, w badaniu z 2019 wyszło, że większość wyborców PO mówi o sobie jako centrolewicowych i lewicowych. Będziecie kontynuowali ten kurs?
Zaczynaliśmy jako ruch obywatelski, partię musieliśmy powołać ze względów organizacyjnych, przez pięć lat nie braliśmy dotacji z budżetu, przegraliśmy wybory prezydenckie i parlamentarne w 2005 roku i musieliśmy się przekształcić w partię, żeby mieć równe szanse.

Poszliście w lewo i zrobiliście miejsce dla chrześcijańskiej, konserwatywno-liberalnej Konfederacji.
Po części tak, ale uważam, że jesteśmy partią liberalno-konserwatywną, partią chadecką, jesteśmy afiliowani przy Europejskiej Partii Ludowej, ale gdyby porównać Polskę z 2001, kiedy zakładaliśmy Platformę i 2020 to naprawdę wiele się w Polsce zmieniło, wie Pan, jeżeli jest tak, że scena się przesuwa, a Pan jest w jednym miejscu i się nie przesuwa, nie otwiera na to, czego ludzie oczekują od polityki, jakie jest oczekiwanie nowego pokolenia, to Pan z tej sceny wypadnie. 20 lat to jest jedno całe pokolenie, przyszli zupełnie nowi ludzie do Platformy, mamy zupełnie innych, nowych wyborców. Trzeba wyciągać wnioski z historii, wtedy to jest dobra konstrukcja — jest nowa, świeża, otwarta, absorbuje to co wchodzi w polityczną przestrzeń, ale sięga też do tego poprzedniego pokolenia politycznego. Uważam, że w Platformie udaje się to utrzymać. Jesteśmy na podium od 20 lat, o niektórych partiach nikt już nie pamięta.

Są trzy lata do wyborów parlamentarnych, będziecie definiować Platformę na nowo?
Myślę, że po wyborach prezydenckich będziemy musieli to zrobić. To będzie wyzwanie, szczególnie, kiedy wygra Trzaskowski, wtedy kalendarz wyborczy bardzo przyspieszy, dlatego definicja opozycji musi być bardzo rzetelna i uczciwa.

A jeśli Trzaskowski nie wygra, to co się będzie w Platformie działo?
Nie biorę tego wariantu pod uwagę.

Ja muszę brać.
Zrobię wszystko, żeby wygrał.

A gdyby nie wygrał? Nie pytam przypadkowo, Borys Budka był kilka dni temu we Wrocławiu, więc teraz pan przyjechał na jego terytorium, szachy?
Rozmawiałem z nim wczoraj, nas parlamentarzystów z Polski na Śląsk przyjechało więcej, my walczymy o Śląsk w każdym miejscu. Zależy mi na dobrych relacjach, na takiej obecności. Mam przyjaciół w Gliwicach, jest Zygmunt Frankiewicz, który jest ikoną samorządu i świetnym senatorem i ma duży wpływ na politykę Senatu, jest Borys Budka przewodniczący PO. Gliwice są przykładem takiego platformerskiego sukcesu, więc ja uważam, że tutaj trzeba być, żeby wesprzeć miasto i powiat. Śląsk jest ważny dla nas, bo jest takim „swinging state” – jest województwem bardzo dużym, które jak przesuwa się w którąś ze stron, to decyduje o wyniku. Nam zależy na frekwencji, zwłaszcza że będą to wybory lipcowe.

Tak, pan zawsze mówił, że ładna pogoda gra na niekorzyść Platformy.
Tak, jak jest dobra pogoda, to ludzie mają inne aktywności.

Dlaczego w takim razie przyjechał Pan do miasta, w których Platforma ma wysokie poparcie?
Chodzi o mobilizację naszego elektoratu, kiedy ludzie widzą, że jesteśmy w Pyskowicach, Knurowie, Gliwicach i prosimy, żeby poświęcili 20 minut na wybory, to znaczy, że to jest naprawdę ważne. To są miejsca, których my nie możemy odpuścić.

To jaki wynik będzie miał Rafał Trzaskowski a jaki Andrzej Duda w Gliwicach?
62% dla Trzaskowskiego, 38% dla Dudy, sprawdzi Pan to, przyjadę kiedyś na mecz, to porozmawiamy.

Cały świat w jednym miejscu – rozmowa o sklepie EtnoBazar

Cały świat w jednym miejscu to hasło przewodnie, które przyświeca Panom już niemal od 6 lat. Skąd pomysł założenia orientalnego sklepu w Gliwicach? 
Podróżując do najdalszych zakątków kuli ziemskiej, wracaliśmy z plecakami wypełnionymi niepowtarzalnymi pamiątkami z każdego miejsca, jakie odwiedzaliśmy. Przedmioty wyszukane i zakupione na kolorowych targowiskach w Azji, Afryce, Ameryce Południowej zdobiły nasze domy i mieszkania, cieszyły oczy naszych przyjaciół. Coraz częściej pojawiały się prośby o to, by z kolejnych wypraw przywieźć więcej tego typu pamiątek. Efektem pasji podróżowania i dzielenia się nią z innymi są sklep internetowy EtnoBazar.pl i sklep stacjonarny EtnoBazar Showroom na parterze jednej z kamienic przy ul. Powstańców Warszawy 2. 

Jak radziliście sobie przez ostatnie 3 miesiące, czy sklep był czynny, czy klienci chętnie Was odwiedzali? 
Stworzyliśmy w drzwiach sklepu okienko dzięki któremu zapewniliśmy naszym stałym klientom bezpieczne zakupy i stały dostęp do najpotrzebniejszych produktów. Była to dla nas również okazja do przeprowadzenia w lokalu małego remontu, zmiany ekspozycji, przebudowania zakupowych alejek i jeszcze lepszego wyeksponowania naszych unikalnych produktów. To właśnie w tym tygodniu zapraszamy na oficjalne otwarcie sklepu EtnoBazar w nowej odsłonie. 

Od 1 do 3 lipca będzie można zrobić u Was zakupy z rabatem? 
Tak! Od środy do piątku przygotowaliśmy 20% rabat na cały asortyment i upominek dla każdego klienta. Myśleliśmy również o poczęstunku, ale z powodu reżimu sanitarnego jesteśmy zmuszeni z niego zrezygnować. 

Pobyt w Waszym sklepie to niemal podróż na drugi kraniec świata. Czy możecie w kilku słowach przybliżyć co znajdą tu wasi klienci? 
Zapraszamy gorąco do obejrzenia filmu, w którym w kilku słowach opowiadamy co można kupić w sklepie EtnoBazar Showroom.

EtnoBazar Showroom – sklep orientalny w Gliwicach

EtnoBazar Showroom – sklep orientalny w GliwicachTutaj znajdziesz rękodzieło z całego świata, kosmetyki naturalne i egzotyczne: indyjskie, koreańskie, arabskie, rosyjskie. To także obszerny dział kuchnie świata, kawy wietnamskie, herbaty i yerba mate. Jest też rozbudowany dział z ezoteryką: misy modlitewne, orgonity, świece czakralne, olejki eteryczne, kadzidełka. W dziale dom i styl życia: narzuty, łapacze snów, maski, figurki i rzeźby, orientalne dekoracje, a w dziale moda i akcesoria: szarawary (alladynki), tuniki, sukienki indyjskie, kolorowe torebki i etno biżuteria. Asortyment znajdziesz w sklepie stacjonarnym EtnoBazar Showroom w Gliwicach przy ul. Powstańców Warszaway 2 oraz online na stronie http://etnobazar.pl

Opublikowany przez Dzisiaj w Gliwicach Wtorek, 30 czerwca 2020

Gdybyśmy jednak mieli szybko opowiedzieć o tym co znajdą u nas klienci to zacznijmy od tego, że poszerzyliśmy asortyment działu Kuchnie Świata. Jest większy wybór przypraw, sosów i past, w jednej z ostatnich dostaw przyjechały dietetyczne produkty z mąki konjac.  Nieustannie rozbudowujemy dział ze zdrową żywnością, w ofercie pojawiły się na przykład nowe suplementy diety – certyfikowane ajurwedyjskie mieszanki owoców, ziół i wyciągów roślinnych. Są u nas także unikatowe produkty z Krety. Mamy prawdopodobnie największy wybór kaw wietnamskich w Polsce i jedną z największych ofert yerba mate w Gliwicach.

Ale EtnoBazar to nie tylko produkty spożywcze?
Bardzo ważny jest dla nas dział z kosmetykami – mamy już niemal 400 kosmetyków naturalnych (bez parabenów i SLS) oraz orientalnych – indyjskie, koreańskie, marokańskie, rosyjskie, długo możemy wymieniać! Opowiadając o tym co jest ważne dla naszych klientów nie możemy pominąć działu z ezoteryką – kadzidła, kadzidełka, kadzielniczki, orgonity, kamienie i świece czakralne. Na deser w tej opowieści zostawiliśmy dwa bardzo ważne działy. Pierwszy z nich to „dom i styl życia”: pufy, narzuty, orientalne dekoracje, a drugi z nich to dział „moda i akcesoria” w którym i tego lata nie zabraknie szarawarów (alladynek), indyjskich tunik, sukienek, etnicznej biżuterii i kolorowych torebek.

Dziękujemy za rozmowę. Nie pozostaje nam zatem nic innego aby czytelników Dzisiaj w Gliwicach zaprosić w progi EtnoBazaru! 


EtnoBazar Showroom
Gliwice, ul. Powstańców Warszawy 2
tel. 603-467-157, e-mail: biuro@etnobazar.pl
http://facebook.com/EtnoBazarShowroom

Frankiewicz: Wybór między rzetelną pracą a pozerstwem

Minęły już ponad dwa miesiące, od kiedy nie jest pan prezydentem, czy łatwo było się odzwyczaić od codziennego przebywania w Gliwicach, od przebywania w urzędzie, tych wszystkich spraw, którymi zajmował się pan jako prezydent miasta i przestawić się na nowe obowiązki?

Proszę uwierzyć, że są ku temu dobre okoliczności, mianowicie tyle pracy w nowym miejscu, że nie ma za bardzo czasu myśleć o tym co było. Wciągnąłem się w wir pracy i nawet nie rozpamiętuję. Oczywiście, sentyment do miasta zawsze będę miał, ciągnie mnie tutaj, ale teraz pracuję głównie w Warszawie. Z Gliwic się jednak nie wyprowadziłem i nie zamierzam tego robić.

Jak z perspektywy stolicy wyglądają Gliwice, zmienia się optyka na lokalne sprawy?

Mam teraz doskonałe potwierdzenia tego, co mówiliśmy przez lata. Jestem nowy w dużym środowisku i zdecydowanej większości tych ludzi jeszcze nie znam, a co dziwne oni znają mnie i na słowo Gliwice natychmiast niezwykle pozytywnie reagują. Powszechne przekonanie w środowisku parlamentarnym i w jego otoczeniu o naszym mieście jest wyjątkowo dobre -takie wzorcowe miasto.Ito w zależności od osoby, od tego skąd pochodzi, czym się zajmuje to różne sprawy gliwickie są rozpoznawalne.

A Piasta kojarzą?

Piast jest naszym sztandarem, tego nie można lekceważyć. Dla tych, którzy mniej interesują się szczegółowymi sprawami to jest najbardziej rozpoznawalny symbol naszego miasta i sporo się o tym mówi.

Czyli to inwestowanie w promocję miasta za pośrednictwem klubu jednak zaprocentowało?

Nie zawsze byłem, właściwie zwykle nie byłem wielkim zwolennikiem takiego wydawania pieniędzy, ale trzeba przyznać, że to dało niezwykły efekt. Podobnie jest z halą…

Właśnie miałem zapytać o Arenę, dzięki Eurowizji o Gliwicach usłyszała nie tylko cała Polska, ale też spora część świata. Tego nikt nie kwestionuje, ale wciąż pojawiają się pytania o zasadność budowy tej hali.

To jest gigantyczny wpływ, nie do przecenienia. Podchodzi do mnie obecna senator, czy prezydent miasta i mówią, że byli – tu w Gliwicach – na imprezie i pytają co w przyszłym roku. Jak już byli to się zainteresowali nie tylko programem na przyszłe miesiące, ale też miastem. To naprawdę działa i jestem zadziwiony, że ta renoma jest aż tak powszechna i tak silna.

Zauważył pan też zapewne, że nawet osoby, które dotychczas krytykowały pomysł budowy, dzisiaj robią sobie w hali zdjęcia i chwalą się jaki mamy świetny obiekt i imprezy?

Ale czy to pierwszy taki przypadek w Gliwicach? Przypomnę DTŚ, ile było awantury, wojny wręcz. Przecież my, reprezentując milczącą większość walczyliśmy o tę inwestycję przez kilkanaście lat. Pokonaliśmy nieprawdopodobne trudności i wiele osób, które teraz się tym chwalą, nam sypały piach w tryby całymi latami. Ta droga mogła być znacznie szybciej wykonana i bez takich nerwów i takich zagrożeń. Tak jest z wieloma innymi kontrowersyjnymi sprawami.

Tramwaje?

Jestem ciekaw, kiedy tak będzie z tramwajami. Dlatego że teraz, na ostanim zgromadzeniu GZM znowu wyszedł problem niebywale wysokich kosztów transportu. Analizują skąd to się bierze i… tramwaje. Następny projekt i kolejne coraz wyższe wydatki. Ten przyrost kosztów postępuje co roku. Nagle wszyscy dochodzą do wniosku, że trzeba zweryfikować, czy tramwaje powinny tak zabijać budżety miast. Zwłaszcza teraz, kiedy upowszechniają się autobusy elektryczne to jaką przewagę mają linie tramwajowe? Z małymi napełnieniami i bardzo drogą infrastrukturą, z trasami, których w razie potrzeby nie można zmienić? Za chwilę się okaże, że i w tym przypadku mieliśmy rację. Śmieci? Jakie to było dziwaczne, że przyjęliśmy dobrych parę lat temu metodę naliczania od powierzchni…

Ciężko jest wytłumaczyć, dlaczego mamy płacić od metrów a nie od liczby osób, które zamieszkują w lokalu.

Ciężko jest być może zrozumieć, wytłumaczyć jest łatwo. My nie mamy nieskończonej ilości rozwiązań, musieliśmy wybrać jeden z ustawowych czterech wariantów i my byliśmy tym wyjątkiem, który wybrał metodę naliczania od powierzchni. Inni wybrali te bardziej popularne, te które łatwiej jest wytłumaczyć jak pan redaktor powiedział i co? Teraz wiele miast, po kolei – i to tych znaczących – na czele z Warszawą, Wrocławiem, Łodzią, przechodzi na nasz system. To jest dowód wprost, że po ciężkich doświadczeniach ludzie wybierają to, co myśmy wybrali od razu i ja nie twierdzę, że to jest doskonałe, wszystkie metody są wadliwe. Ta nasza, koniec końców, daje najlepsze rezultaty dla mieszkańców.

Przez wiele lat nie udało się załatwić pewnych kwestii jak obwodnica, remont drogi Kozłowskiej, centrum przesiadkowe, teraz wszystko w dwa miesiące, wszystkie te umowy nagle zostały podpisane. Pan komisarz uścisnął dłoń pana wojewody i wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się finalizuje.

W dwa miesiące żadna z tych rzeczy się nie załatwiła. To jest tylko przypinanie sobie orderu za nie swoje zasługi, to jest kampania wyborcza i to taka dość niesmaczna, oczekiwałbym trochę przyzwoitości od tych osób, ale to jest niestety nadmierne w stosunku do nich oczekiwanie. To wręcz bezczelne, że przypisują sobie nie swoje zasługi. Wniosek o dofinansowanie z Programu Dróg Lokalnych do obwodnicy południowej był złożony w maju. Kto wtedy był prezydentem, kto podpisywał te wnioski i umowy? Dofinansowanie do budowy centrum przesiadkowego to sprawa, którą zaczęliśmy kilka lat temu. Teraz ktoś nowy wychodzi i przedstawia siebie jako sprawcę tych sukcesów. To jest taki wybór między rzetelną i uczciwą pracą a pozerstwem, jak się wybierze pozerstwo to poźniej się ma marną przyszłość, jak się wybierze tę mało efektowną, ale rzetelną, codzienną pracę to po latach ma się efekty.

Populizm jest łatwiejszy, przyjemniejszy dla ucha, łatwiej się nim posługiwać…

Ci ludzie nic innego nie mają do zaoferowania. To jest czysty populizm, proszę z resztą zwrócić uwagę na to, co robi pan komisarz – sprawy bieżące leżą. W cztery osoby mieliśmy co robić, a on mając mało czasu zamiast zajmować się zarządzaniem miastem, głównie robi kampanię wyborczą. Jeśli już się czymś zajmuje to odgrzewaniem użytkowania wieczystego. Czy to jest właściwe zadanie dla osoby, która ma tylko przejściowo zarządzać miastem? To są sprawy, które sięgają skutkami po kilkadziesiąt lat w przód i nie powinny być instrumentalnie używane w kampanii wyborczej.

No właśnie, pan zna wszystkich kandydatów, z wszystkimi swego czasu pan współpracował, dlaczego właśnie Adam Neumann? Jakie cechy przemawiają, pana zdaniem za tym, że Neumann jest lepszym kandydatem niż na przykład inny były wiceprezydent- Moszyński?

Po wielu latach mojej pracy w Gliwicach mogę powiedzieć, że dopracowałem się niezwykle wartościowego zespołu i ten, który tu ostatnio funkcjonował, był najsprawniejszy i najefektywniejszy z wszystkich kadencji. To są kompetentni ludzie, z których każdy zna się na swojej dziedzinie i potrafią ze sobą wspołpracować. To sobie ceniłem i to dobrze działało. Adam Neumann ma najdłuższy staż i był pierwszym zastępcą, więc to był naturalny wybór.

Pojawia się takie stwierdzenie, że pan porzucił Gliwice, mógłby się pan do tego odnieść?

To zapewne mówią ci, którzy od dawna twierdzili, że ja tu jestem za długo więc nie traktuję tego poważnie. Ja mówiłem o swoich intencjach, mogę to powtórzyć. Bez ratunku na poziomie politycznym, samorząd zostałby zniszczony i ja w tej walce o samorząd na poziomie Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu i Związku Miast Polskich byłem skuteczny. Razem z Jackiem Karnowskim (red. prezydent Sopotu) byliśmy twórcami tzw. paktu senackiego, który pomimo wielkiego sceptycyzmu zadziałał – mamy większość w Senacie a ja jestem przewodniczącym Komisji Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej – to jest doskonały przyczółek, żeby bronić samorządu. Co już z resztą robimy, to już widać, pierwsze merytoryczne posiedzenie Senatu, pierwsze starcie i widać, że ekipa samorządowa jest niezwykle silna i aktywna. Także ci, którzy ten samorząd tak źle traktują będą mieli z nami problem. Po to tam poszedłem i mogę powiedzieć, że było warto. Pod warunkiem, że w Gliwicach nie wygra wyborów ktoś, kto zniszczy miasto i dorobek nas wszystkich mieszkańców.

Przed wyborami mówiło się, że to będzie starcie kandydat Frankiewicza kontra kandydat PiSu. Plan się chyba trochę panu posypał – kandydatów jest czterech i PiS, przynajmniej oficjalnie, nie popiera żadnego z nich.

PiS moim zdaniem robi błąd, ale nie będę komentował, nie moja sprawa. Ważne jest to, że po naszej stronie jest jeden kandydat. Pozostali kandydaci raczej myślą o sobie, o swoich karierach – tak sądzę, to jest moja opinia – znam ich i wiem jakie mają umiejętności, jakie doświadczenie i jak do tej pory działali. Te populizmy, które pojawiają się w kampanii tylko to potwierdzają. Gdyby miastem mieli zarządzać populiści to ono straciłoby pozycję, tę dynamikę, te szanse które się pootwierały. Chciałbym podkreślić i zaapelować do ludzi, którzy ufali mi przez lata, że wybór Adama Neumanna na prezydenta to najlepsza szansa na kontynuację dobrej passy.

Gliwice wybierają: Adam Neumann, Koalicja dla Gliwic

Ograniczenie ruchu na starówce, nowy pomysł na Plac Inwalidów Wojennych oraz wodny plac zabaw obok tężni solankowej w parku przy Chorzowskiej – to niektóre przedsięwzięcia, które chce zrealizować Adam Neumann.

Kandydat “Koalicji dla Gliwic” zapowiada, że będzie realizował program wyborczy Frankiewicza, ale uzupełni go o nowe pomysły. Do programu “Gliwice wybierają” Łukasz Fedorczyk (infogliwice) i Marek Morawiak (Dzisiaj w Gliwicach) będą na bieżąco zapraszać kandydatów na prezydenta Gliwic.

Gliwice wybierają: Adam Neumann

Ograniczenie ruchu na starówce, nowy pomysł na Plac Inwalidów Wojennych oraz wodny plac zabaw obok tężni solankowej w parku przy Chorzowskiej.To niektóre przedsięwzięcia, które chce zrealizować Adam Neumann. Kandydat “Koalicji dla Gliwic Zygmunta Frankiewicza" zapowiada, że będzie realizował program wyborczy poprzednika, ale uzupełni go o nowe pomysły. Do programu “Gliwice wybierają” będziemy na bieżąco zapraszać kandydatów na prezydenta Gliwic.

Opublikowany przez Dzisiaj w Gliwicach Czwartek, 14 listopada 2019

Rozmowa z Januszem Moszyńskim, p.o. prezydenta Gliwic

0

Premier Mateusz Morawiecki powołał do pełnienia funkcji prezydenta miasta Janusza Moszyńskiego. Dla wielu to zaskakująca decyzja.

Moszyński w przeszłości należał kolejno do Kongresu Liberalno-Demokratycznego, Unii Wolności i Platformy Obywatelskiej, a jego samorządowa działalność mocno związana była z Zygmuntem Frankiewiczem. W 2006 uzyskał mandat radnego sejmiku śląskiego, następnie wybrano go na stanowisko marszałka województwa. W 2007 odszedł z PO, a w styczniu 2008 został odwołany z pełnionej funkcji.

Od 13 lat jest poza polityką. Dlaczego zdecydował się przyjąć stanowisko, jak widzi swoją rolę i czy będzie kandydował na prezydenta mówi nam w pierwszym po powołaniu na stanowisko wywiadzie.

Rozmowa z Januszem Moszyńskim

Zapraszamy na pierwszy, po powołaniu na pełniącego obowiązki prezydenta wywiad z Januszem Moszyński. Po wczorajszej konferencji prasowej, w której brała udział tylko cześć dziennikarzy, Janusz Moszyński umówił się z nami na indywidualną rozmowę. Spotkanie trwało pół godziny. Prezentujemy Państwu najciekawsze fragmenty.

Opublikowany przez Dzisiaj w Gliwicach Czwartek, 24 października 2019

“Odpowiedzialny obywatel powinien reagować”


Funkcję prezydenta miasta pełni pan od 26 lat, w tym czasie udało się zrealizować wiele mniejszych, ale też kilka bardzo dużych inwestycji, podjąć kilka niepopularnych decyzji, stoczyć parę politycznych walk. Czy pan jest tym wszystkim zmęczony? 

Gdybym powiedział, że jestem zmęczony to nie byłoby to chyba niczym dziwnym. To jest często praca ponad siły, w ciągłym stresie i nielimitowanym czasie, właściwie trwa na okrągło, także w soboty i niedziele. Jeśli spytałby pan czy jestem wypalony to powiedziałbym, że nie, ale tak po ludzku zmęczony jestem. 

Zwłaszcza, że bycie prezydentem miasta to nie jest jedyna funkcja jaką pan pełni? 

Angażuję się od bardzo dawna w działalność samorządową, szerszą niż tylko w naszym mieście. Przez 20 lat byłem szefem Śląskiego Związku Gmin i Powiatów, od ponad 4 lat jestem prezesem Związku Miast Polskich i członkiem Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, około 6 lat przewodniczącym za- rządu Związku Subregionu Centralnego, czyli instytucji pośredniczącej, na której ciąży odpowiedzialność za rozdysponowanie pieniędzy unijnych w wysokości około 6 miliardów złotych. Wszystkie te funkcje wypełniam społecznie. 

Słyszeliśmy to już od Grzegorza Schetyny, słyszeliśmy na konferencji prasowej prowadzonej przez posłankę Martę Golbik, informacja pojawiła się w mediach, w czwartek zostało opublikowane oświadczenie na pana Facebooku, ale ja bym chciał to usłyszeć bezpośrednio od pana. Oficjalnie potwierdza pan swój start w wyborach do Senatu? 

Wszystko wskazuje na to, że tak. Ja taką decyzje podjąłem kilka dni temu. 

Ostatecznie? 

Ostateczna będzie wtedy, gdy zostaną zgłoszone i przyjęte przez komisję wyborczą listy z kandydatami. 

Musi pan przyznać, że dla wyborców to będzie zaskakująca decyzja, być może nawet niezrozumiała. 

„Większość ludzi, nawet tych interesujących się polityką, nie ma świadomości, w jakim zagrożeniu w tej chwili są samorządy w Polsce”

W ciągu 30 lat wybudowaliśmy pewną strukturę do zarządzania państwem na szczeblu lokalnym i regionalnym. To jest gigantyczne osiągnięcie, nie do przecenienia. Właśnie to w bardzo dużym stopniu powoduje, że Polska dobrze się rozwija. To samorząd terytorialny realizuje zdecydowaną większość inwestycji publicznych w naszym kraju. W tej chwili warunki funkcjonowania tego samorządu, który działa przecież w imieniu swoich mieszkańców, są radykalnie pogarszane, a to z czym mamy ostatnio do czynienia, to jest rzecz niespotykana do tej pory i na tyle istotna dla finansów samorządowych, że może spowodować brak możliwości normalnego funkcjonowania nawet w połowie samorządów już w przyszłym roku. To jest finansowe uśmiercanie samorządów. 

Warto przy tym pamiętać, że to właśnie samorząd ma ogromy wpływ na życie mieszkańców. 

Zdecydowanie łatwiej jest powiedzieć czym istotnym dla obywateli samorząd się nie zajmuje. Można wyłączyć działalność wojska, spraw zagranicznych, policji w dużym stopniu. Na służbę zdrowia mamy, niestety za mały wpływ, ale odpowiadamy za skutki rządowych zaniedbań, dlatego że od niedawna musimy pokrywać, zawsze ujemne wyniki finansowe szpitali pomimo tego, że finansowaniem służby zdrowia powinien zajmować się rząd. W świadomości mieszkańców jest tak, że prezydent miasta zajmuje się wszystkim i nie jest to takie bardzo odległe od prawdy. 

W jaki sposób samorząd finansuje swoją działalność? 

Dochody miast są bardzo zróżnicowane, tu wiele zależy od samego miasta, od sposobu zarządzania, a to zależy od stabilności. Te miasta, które są stabilne politycznie, osiągają więcej i dlatego Gliwice z jednego z najbiedniejszych miast w województwie katowickim stały się jednym z najbogatszych w Polsce. Największym wpływem jest udział w podatkach skarbu państwa, największym źródłem jest podatek dochodowy od osób fizycznych. Kiedy rząd obniża podatki, z czym akurat osobiście bardzo się zgadzam, to takie obniżki są w połowie finansowe przez samorządy, które, o ile nie dostaną od rządu rekompensaty tych utraconych dochodów, stają się niewydolne i za chwilę mogą przestać realizować swoje podstawowe zadania. 

Proszę wybaczyć kolokwializm, ale pan uważa, że rząd celowo zarzyna finanse samorządu? 

To jest adekwatne słowo, choć może faktycznie nie bardzo parlamentarne. To nie jest jedyny sposób jego degradacji. Ja poświęciłem, pracując społecznie, 20 lat życia na budowanie samorządu, wspieranie jego rozwoju, interweniowanie w sprawach groźnych dla jego przyszłości.

„Samorząd odniósł sukces i wiele zmienił w Polsce, a teraz na moich oczach ten samorząd jest mordowany” 

Przy takim sposobie rządzenia państwem, pełnej centralizacji, żądzy po- siadania pełnej niczym nieograniczonej władzy w państwie, samorząd nie ma prawa przetrwać następnych czterech lat. Ja nie chcę na to pozwolić. Pracując tutaj posługiwałem się wyłącznie merytorycznymi argumentami, stroniłem od polityki. Przedstawiam wykresy, tabele i udowadniam, że kłamstwem jest to co rządzący w tej chwili mówią na temat dochodów i wydatków. Ordynarnym kłamstwem było, że samorząd oszczędza na edukacji i powinien płacić jeszcze więcej. Płaci więcej i to skokowo więcej. Tymczasem to rząd oszczędza. Nakłady rządu na oświatę spadają zarówno w odniesieniu do budżetu państwa jak i PKB. No więc argumenty merytoryczne nie działają, skuteczne mogą być tylko metody polityczne. Jestem konsekwentny, jak mówię tak robię.

„Metodą polityczną jest zorganizowanie list do Senatu, czym się zajmuję już dość długo. W taki sposób, żeby PiS nie miał większości w tej izbie parlamentu”

Co może zrobić Senat? Jeśli PiS będzie miał większość w Sejmie i swojego prezydenta to Senat i tak nie zablokuje ich ustaw. 

Senat może wbrew wyobrażeniom bardzo dużo. Teraz jest takie wrażenie, że nic nie może, bo nic nie chce. Nie będę omawiał wszystkich kompetencji Senatu, powiem tylko, że partia rządząca nie mając większości w Senacie, nie przeprowadzi już całego procesu legislacyjnego w jedną noc. Senat ma miesiąc na zaopiniowanie projektów ustaw, które przychodzą z Sejmu i ten miesiąc może być wykorzystany na konsultacje, zebranie opinii, poprawianie projektów, które są najczęściej koszmarnymi bublami i zorganizowanie opinii publicznej do oporu przeciwko za- machom, na przykład na niezależny samorząd. 

To będzie najdziwniejsza kampania wyborcza jaką widziałem. Urzędujący od 26 lat prezydent, wybrany pięciokrotnie przez mieszkańców w bezpośrednich wyborach, cieszący się ogromną popularnością prezydent, będzie musiał przekonać swoich wyborców do „wypuszczenia” go z miasta. 

„Myślę, że sama moja decyzja, która na pewno jest zaskakująca dla wielu, spowoduje refleksję i zastanowienie nad argumentami, które za tym stoją”

Każdy żyje swoim codziennym życiem, zajmuje się własnymi sprawami i nie patrzy na dalekie perspektywy, nie chce się zajmować polityką bo ona odstręcza prawie wszystkich i w związku z tym nie wie jakie są za- grożenia. To jest taki bal na Titanicu, wszyscy jesteśmy w świetnych nastrojach, ale za chwilę zatoniemy, dlatego że wy- drenowane zostały właściwie wszystkie fundusze. Pieniądze, które miały wpływać w następnych latach są teraz konsumowane, zaciągane są kredyty na programy socjalne, w szczycie koniunktury gospodarczej! Nadchodzi spowolnienie, ceny zaczynają rosnąć, za chwilę podwyżki zjedzą wszystkie transfery socjalne. Służba zdrowia jest w totalnej zapaści, niedługo nie będziemy mieli gdzie się leczyć. Dobrze, że jest wsparcie dla rodzin, dla osób z niskimi dochodami. Problem w tym, że rząd w zasadzie wyłącznie rozdaje pieniądze, żeby budować swoją popularność, a nie zajmuje się innymi ważnymi sprawami. A to właśnie osoby o niskich dochodach są najbardziej zależne od państwa i usług, które powinno dostarczać. Jeśli padnie służba zdrowia, to bogatszych będzie stać na prywatnych lekarzy. Sytuacja jest fatalna, tylko nie wszyscy jeszcze to widzą. Widzą to eksperci, którzy w tym siedzą głęboko. Ja siedzę bardzo głęboko i widzę, więc reaguję.

To są rządy, które doprowadzą do katastrofy! Obywatel, który czuje się świadomy i odpowiedzialny powinien reagować. 

Jeśli prezydent Frankiewicz stanie się senatorem Frankiewiczem, to na jego miejsce premier wyznaczy komisarza, prawdopodobnie kogoś związanego z PiSem, który przez 90 dni będzie zarządzał miastem… 

Będzie organem wykonawczym, istnieje jeszcze rada miasta, to trzeba przypomnieć. 

Przejmuje kompetencje prezydenta. Nie obawia się pan tych 90 dni? Może się okazać, że to będzie na przykład 900 dni. 

Zgodnie z ustawą, a mam nadzieję, że prawo w Polsce ciągle istnieje, do 90 dni muszą się odbyć przedterminowe wybory prezydenta. Zakłada pan redaktor, że to będzie ktoś kto nie zna miasta, przyjdzie z zewnątrz i będzie działał na szkodę Gliwic? To by była fatalna recenzja PiSu… 

Nie zakładam. To może być ktoś kto zna samorząd, i to na każdym szczeblu. 

Nie znam takiej osoby w PiSie. 

Nie ma znaczenia kto to będzie… 

No właśnie ma, zgodnie z duchem ustawy, to jest ktoś kto administruje miastem do czasu wybrania nowego gospodarza. Jeżeli to ma być przyszły kandydat na prezydenta to jest to wykorzystywanie sytuacji do działalności politycznej i to jest wyjątkowo naganne. 

Były takie przypadki więc się tego wykluczyć nie da. 

Ale skończyły się marnie. 

Wiceprezydent: “Mieszkańcy potrafią docenić pracę”

8

Rozmowa z Adamem Neumannem, zastępcą prezydenta miasta

Kampania wyborcza w pełni. Kandydaci z różnych list prześcigają się w obietnicach. Co Pan proponuje w swojej kampanii?

Jestem zwolennikiem teorii, że kampania wyborcza zaczyna się następnego dnia po wyborach, bo następne już za kilka lat. Wszystkie działania osoby publicznej, a taką jestem od 12 lat, wpływają na wynik następnych wyborów. Codzienną pracę zawodową staram się wykonywać tak, by służyła w jak najlepszym stopniu wspólnocie samorządowej…

No właśnie, prezydent czy zastępca prezydenta miasta w przeciwieństwie od prezydenta kraju nie pełni tylko funkcji reprezentacyjnej.

Kiedy czytam niektóre dyskusje na portalach społecznościowych, widzę, że wyobrażenie o obowiązkach prezydenta i jego współpracowników daleko odbiega od rzeczywistości. Ogrom zadań przerzucanych sukcesywnie przez rząd na samorząd sprawia, że wielką sztuką jest takie ich prowadzenie, by pojedyncze decyzje dotyczące i tych dużych i tych małych tematów składały się w spójną całość i prowadziły do harmonijnego rozwoju miasta i rozwiązywania bieżących jego problemów. Nie da się wszystkiego zrobić natychmiast, nawet jeśli postulaty są słuszne, nie da się też równocześnie zadowolić wszystkich. Niektóre trudne decyzje, dobre w bliższej lub dalszej perspektywie dla większości mieszkańców, powodują aktywny opór tych, którym się nie podobają. Mam nadzieję, że mieszkańcy potrafią docenić całokształt działań w mieście. Akt wyborczy jest sprawdzianem i weryfikacją naszych dokonań.

Mówi się, że Lud chce „chleba i igrzysk”, a Pan mówi o długoletniej pracy i harmonijnym rozwoju. Kandydaci zwykle obiecują: drogę osiedlową, parking, plac zabaw, sygnalizację świetlną na pobliskim skrzyżowaniu, ścieżkę rowerową itp.

Istotnie, zwykle przed wyborami mamy festiwal obietnic. Niektóre pomysły warte są realizacji, a większość ich z punktu widzenia danej dzielnicy wydaje się „obiecywaczom” niezbędna. Nie wszystkie z uwagi na ograniczenia budżetowe, przyszłe koszty eksploatacji i „moce przerobowe” mogą być w bieżącym okresie zrealizowane. Rzadko też kandydaci w swych w programach wyborczych sięgają do tematów strategicznych, dotyczących całego miasta.

Jakich na przykład?

Gliwice z racji położenia w dolnym dorzeczu stosunkowo krótkiej, ale gwałtownie przybierającej w czasie opadów atmosferycznych Kłodnicy, są narażone na niebezpieczeństwo powodzi. Troską władz jest właściwe zabezpieczenie miasta przed potencjalnym zalaniem. Wiele można by tu mówić o zaniechaniach administracji rządowej (kiedyś RZGW dzisiaj Wody Polskie) i niewykonywaniu ich zadań ustawowych. Ale o tym przy innej okazji. Zdani na własne siły od lat prowadzimy działania, których celem jest stworzenie koniecznych zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Jednym z nich powinien być system polderów zalewowych, czyli terenów zieleni, które w okresach nie związanych z zagrożeniem powodziowym służyłyby mieszkańcom do rekreacji i wypoczynku a w czasie powodzi przyjmowałyby nadmiar wody. Niezbędne jest systemowe utrzymywanie, ulepszanie i rozbudowa kanalizacji deszczowej. Są to według mnie jedne z najistotniejszych zadań miasta. Dla dzielnic oddalonych od rzeki nie jest to tak nośny temat, jak nowy plac zabaw czy siłownia.

Coś jeszcze?

Szpital. Bez wątpienia Gliwicom jest potrzebny nowoczesny, o wysokim poziomie świadczenia usług medycznych. I znowu wiele by mówić o obecnym niewydolnym systemie ochrony zdrowia opartym o uznaniowe i arbitralne decyzje NFZ. Czy zadaniem samorządu terytorialnego jest dofinansowywanie źle działającego sytemu, za który odpowiedzialny jest rząd? Zapowiadamy jednak w programie wyborczym budowę nowego szpitala w nowej lokalizacji. Jesteśmy zdeterminowani. Sytuacja finansowa Miasta jest tak dobra, że budowa nowego kompleksu szpitalnego na miarę XXI wieku jest całkowicie realna. Proszę zauważyć, że wszystkie inwestycje zapowiadane i rozpoczynane przez „ekipę Frankiewicza” są w mieście wykonywane, kończone i oddawane do użytku. Podobnie będzie z nowym szpitalem.

To były przykłady tematów strategicznych, a co z tymi mniejszymi, lokalnymi? Czy o tych Pan zapomina? Mieszka Pan w Żernikach i wiem, że tamtejsi mieszkańcy „liczą na Pana”.

Jak wspomniałem na początku, najskuteczniejszą kampanią wyborczą jest codzienna systematyczna praca. Interesuję się sprawami dzielnicy. Jestem w stałym kontakcie z jej mieszkańcami, nie unikam rozmów – także tych trudnych. Razem rozwiązujemy problemy, ale też razem bawimy się i świętujemy. Regularnie w ramach moich możliwości czasowych uczestniczę w spotkaniach Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Żerniki i Rady Osiedla. Przede wszystkim staram się doradzać i podpowiadać, ale NIE ZAŁATWIAĆ. Zawsze to podkreślam: nieuczciwe byłby wobec mieszkańców innych dzielnic, gdyby wiceprezydent „załatwiał” coś dla swoich sąsiadów. Wszystkie dzielnice i wszyscy mieszkańcy powinni być traktowani porównywalnie.

Co Pan ma na myśli, mówiąc „porównywalnie”?

Obrazowo: z lotu ptaka nie powinno być widać, w którym rejonie mieszka prezydent lub jego zastępcy. Całe miasto powinno rozwijać się harmonijnie, nie ma mowy o specjalnych przywilejach inwestycyjnych czy wyższym poziomie usług komunalnych w jakiejkolwiek dzielnicy. Doceniamy przy tym inicjatywy i pracowitość lokalnych liderów, którzy działają sami lub reprezentują mieszkańców i w sposób kulturalny i odpowiedzialny przekazują ich potrzeby. Tak staram się działać z Żernikach i satysfakcjonujące jest to, że wraz z mieszkańcami tej dzielnicy razem przyczyniamy się do pozytywnych zmian i rozwoju dzielnicy.
____________________________
Adam Neumann
Urodzony w 1959r., mgr inż. mechanik energetyk, licencjonowany zarządca nieruchomości i wykładowca uniwersytecki kierunku zarządzanie nieruchomościami. Od urodzenia mieszka w Gliwicach, od 35 lat mąż Jolanty. Ojciec Roberta, Piotra i Katarzyny, dziadek Jakuba i Juliusza. Od 01.12.2006r wiceprezydent Gliwic.

Materiał sfinansowany przez KWW Koalicja dla Gliwic Z. Frankiewicza

Radny Jaśniok: “Słuchać należy naprawdę każdego”

4

Rozmowa z Michałem Jaśniokiem, gliwickim radnym i wykładowcą uniwersyteckim

Twoja przygoda z samorządem zaczęła się 20 lat temu. Od tego czasu Gliwice bardzo się zmieniły, a Ty wraz z nimi. Jak wyglądały te
początki?

Byłem wolontariuszem w jednej ze świetlic środowiskowych. W gronie społeczników rozmawialiśmy o systemie pomocy dzieciom. To właśnie w świetlicy środowiskowej pomagającej dzieciom poznałem Marka Pszonaka (red. obecny przewodniczący Rady Miasta), wówczas także wolontariusza. Miałem 22 lata i głowę pełną pomysłów. Pojawiła się inicjatywa, by spróbować o tym porozmawiać na szerszym forum, nie tylko jednego podwórka, na którym działaliśmy, lecz dzielnicy. Te dyskusje pozwoliły na poznanie liderów lokalnych, ówczesnych radnych, którzy zachęcili nas do kandydowania w wyborach. Tak się zaczęło i ten początek ma dla mnie znaczenie – to znaczy wpłynął na to, czym się zajmuję i jaka misja mi w tej pracy towarzyszy.

Początki chyba nie były łatwe?

Tak, ale miałem sporo szczęścia do ludzi, z którymi współpracowałem. W pierwszej mojej kadencji siedziałem na sali sesyjnej obok p. Iwony Filar, znanej nauczycielki, której wiele zawdzięczam – nie tylko tłumaczyła mi – młodemu studentowi – czym warto się zająć i jak robić to mądrze, ale także potrafiła wprost powiedzieć, że mogę zrobić coś lepiej. Jej szczerość była dla mnie bezcenna. Każdemu życzę takich osób wokół siebie. Było nas wówczas w Radzie Miasta aż pięćdziesięciu. To był dobry czas – mądrych, wspólnych decyzji, poznawania innych punktów widzenia i uczenia się politycznej tolerancji. Jednocześnie korzystałem z doświadczenia zdobytego w wolontariacie – praca w świetlicy nauczyła mnie znaczenia, które należy przywiązywać do pojedynczego człowieka, roli inwestycji w ludzi, a nie tylko w rzeczy materialne. Gdy po czterech latach uzyskałem najwyższy wynik wyborczy w swoim okręgu wyborczym (Zatorze, Szobiszowice, Centrum) radni postanowili, bym przewodniczył komisji ds. polityki społecznej. Tu też miałem dużo szczęścia – nie tylko dlatego, że inni radni służyli pomocą, ale i byli w stanie zaufać komuś bardzo młodemu. Średnia wieku w Radzie wynosiła wtedy 55 lat.

Najważniejsza rzecz jakiej nauczyłeś się przez te 20 lat?

Wyraźnie dostrzegam ją na swoim własnym przykładzie Jako debiutant miałem wiele pomysłów, dużo dobrej woli, ale starałem się robić wiele rzeczy naraz
i popełniałem błędy. Radni niemający doświadczenia, tacy jak wówczas ja, szybko orientują się, że sama dobra wola nie wystarcza – potrzebna znajomość przepisów, które szybko się zmieniają i na dodatek są naprawdę skomplikowane. Po latach wciąż mam dużo dobrej woli i energii do działania, ale wiem już, że praca radnego to nie sypanie pomysłami jak z rękawa i składanie obietnic dla uzyskania popularności, lecz przede wszystkim… słuchanie. Tak, doświadczeni samorządowcy mniej mówią, a chętniej słuchają.

Radnym często zarzuca się, że nie słuchają mieszkańców…

Mówiąc wprost – słuchać należy naprawdę każdego. Każdego kto ma coś sensownego do powiedzenia. Rozsądek pozwala potem na wyważenie różnych racji. Warto słuchać mieszkańców, to oczywiste, ale warto też zapoznać się z opiniami urzędników, nawet tych najbardziej niechętnych inicjatywie. Każda ze stron ma argumenty, które – początkowo zaskakujące – mogą okazać się bardzo racjonalne. Po wielu latach mam pewność, że praca radnego to właśnie umiejętność podejmowania nie zawsze popularnych decyzji uwzględniających bardzo sprzeczne niekiedy interesy. Warto nie zamykać się na opinie. Otwarta głowa, kreatywność i zaangażowanie to chyba najlepsze połączenie cech dla samorządowca.

Kolejny raz kandydujesz z list Koalicji dla Gliwic Zygmunta Frankiewicza, jak to się stało, że znalazłeś się w tej grupie?

Nieustanna walka między PO a PiS spowodowała, że w Radzie Miasta rosła liczba osób zmęczonych polityką warszawską. To byli radni niemający ambicji parlamentarnych – po prostu samorządowcy. Nie chcieliśmy się kojarzyć z żadną z ogólnopolskich partii – nie mieliśmy żadnego wpływu na ich działania, zresztą w ogóle nie chcieliśmy tego wpływu. Mieliśmy już sporo kadencji za sobą razem i wiedzieliśmy, że przebieg drogi bardziej na północ lub na południe nie realizuje ani postulatów lewicowych ani prawicowych. Myślenie kategoriami partii dla samorządowców nie ma żadnego sensu. Do takich myśli dojrzewali radni, dojrzewał prezydent. Teraz to już dla nas oczywistość.

Członkowie KdG pochodzą z różnych środowisk, co Was w takim razie łączy?

Tak, jesteśmy z bardzo różnych stron, ale różnice światopoglądowe nam zupełnie nie przeszkadzają. To daje nam właściwie niezwykłą okazję do wysłuchania z szacunkiem bardzo odmiennych opinii.Mocno na klubach radnych się spieramy. Nie mamy, wbrew temu, co niektórzy sądzą, jednolitego stanowiska. Owszem, potem w wyniku dyskusji zbliżamy się do tego wspólnego poglądu – im dłużej się rozmawia, tym lepiej rozumie się argumenty drugiej strony. Ostatecznie wychodzimy z pewną wspólną propozycją, która bardzo często jest zupełnie inna niż ta, od której zaczynaliśmy. Nawet radni z innych klubów przyznają, że tym, co nas łączy, jest nasza niechęć do populizmu. Zarówno prezydent, jak i radni jego klubu, znani są z tego, ze nie podejmują decyzji dla poklasku, dla uzyskania popularności. Myślimy o konsekwencjach swoich decyzji w przyszłości.To, co nas łączy, to po prostu brak populizmu.

Nie myślałeś nigdy o dużej polityce? Nie chciałeś iść do Sejmu, do Warszawy?

Nie. Wśród różnych moich cech jest ta, którą w sobie bardzo lubię. Nie mam ciśnienia, by iść w górę. Gdy czuję, że coś robię dobrze, chcę to robić nadal. Nie muszę piąć się wyżej. To daje mi jakiś wewnętrzny spokój, ale też poczucie spełnienia. Mam zresztą wątpliwości, czy odnalazłabym się w dużej, warszawskiej polityce. Jestem wolnym strzelcem, cenię niezależność. Nie czuję się dobrze w sytuacji, gdy pojawiają się przekazy dnia i każdy musi powtarzać to, co mu napisano.

Uczestniczyłeś w pewnym sensie w wojnie, która toczyła się kiedyś pomiędzy Platformą a Frankiewiczem. Jak wspominasz tamten czas? Teraz Platforma poparła Frankiewicza, myślisz, że to już jest koniec tego sporu?

Ten spór w ogóle nie miał charakteru programowego. Był wynikiem wzajemnych osobistych uraz. To był chyba najgorszy czas, jaki pamiętam z tych 20 lat, które spędziłem w samorządzie. Otrzymywanie uchwał pisanych na kolanie i drukowanych na 5 minut przed rozpoczęciem sesji, bez sprawdzenia ich zgodności z przepisami, bez kalkulacji następstw – to był naprawdę koszmar. Emocje były na sesjach tak duże i radni mówili publicznie w stosunku do siebie tak przykre rzeczy, że dotychczas świetnie rozumiejący się i współpracujący ze sobą ludzie przestali nawet witać si ze sobą. Szczęśliwie wszyscy uniknęli ryzyka wypowiedzenia o jedno słowo za dużo. Dziś mamy to za sobą – radni zrozumieli, że ich zachowanie oraz język, którego używają, wpływa na wizerunek nie tylko ich samych, ale i Gliwic.

Jak z punktu widzenia lokalnej polityki oceniasz poparcie – do tej pory niezależnego i tak już od lat prezentującego się prezydenta – przez dwie partie polityczne, Platformę i Nowoczesną?

Na tym poparciu prezydent korzysta w mniejszym stopniu, niż popierające go ugrupowania. Ktoś mógłby powiedzieć, że poparcie w ogóle nie było mu potrzebne. Jest jednak coś, o czym warto pamiętać. Ten gest stanowił wyraz poparcia dla pewnego stylu działania – PO i .N uznały, że mogą realizować swoje programy nie w wyniku walki, lecz współpracy. To na pewno nowa jakość. Nawet jeśli poparcie tych partii nie spowoduje wyższego wyniku wyborczego Z. Frankiewicza, to na pewno deklaracja poparcia przyniesie korzyść miastu. Unikatowy w skali regionu rozwój Gliwic związany jest w dużej mierze z polityczną stabilnością. Przypominam, że w głosowaniu nad sprawozdaniem z realizacji budżetu „za” głosowali wszyscy radni, podobnie było z głosowaniem nad budżetem miasta (tu przy jednym głosie wstrzymującym). Partnerzy Gliwic po prostu wiedzą, że miasto jest wiarygodne, a decyzje przewidywalne. Powiedziałem kiedyś, że Gliwice to wyższa kultura samorządności. Myślę, że to dalej aktualne i jest to – co warto podkreślić – także zasługą opozycji.

Tu od razu pojawi się zarzut, że w Gliwicach nie ma opozycji, prezydent Frankiewicz sobie wszystkich podporządkował, a to, co PiS, czy PO będą teraz przedstawiały w kampanii wyborczej, to jest pic na wodę, bo potem wszyscy zgodnie będą głosowali z Frankiewiczem.

Warto więc zobaczyć, jak odbywają się sesje, bo są przecież publiczne, bądź przyjść na komisję, bo tam toczą się szczegółowe dyskusje. Łatwo wówczas przekonać się, że na początku spór jest bardzo ostry, potem krzyżują się ze sobą argumenty i bardzo często kończy się to wspólnym wnioskiem. Jeśli Zygmunt Frankiewicz „kupuje” opozycję, to wyłącznie poprzez argumenty. Jesteśmy miastem akademickim, odsetek osób z najwyższym wykształceniem jest trzeci w Polsce, po Warszawie i Krakowie. Gliwice są miastem, w którym populizm nie ma szans.Krytykowanie opozycji za to, że nie jest populistyczna, że głosuje biorąc pod uwagę argumenty, a nie korzyści polityczne jest nieuczciwe.

To są argumenty natury jakiej? Finansowej, społecznej, politycznej?

Każdego typu – z wyjątkiem argumentów politycznych. Podział na partyjne bloki w samorządzie jest bez sensu. Dlaczego koś ma być przeciw dobrym projektom uchwał tylko dlatego, że jest z PiS, PO lub SLD? Są miasta, w których tak to się odbywa. Jesteśmy chlubnym wyjątkiem. Na razie. Oby jak najdłużej.

Często pojawia się zarzut, że prezydent jest technokratą i nie zwraca się w Gliwicach uwagi na takie
drobne, ludzkie potrzeby…

Że wszystko to, co robimy to działalność na rzecz przedsiębiorców?

Tak, że Koalicja i Frankiewicz dbają o gospodarkę, natomiast nie robi się tych rzeczy ludzkich, przyziemnych.

Te opinie są krzywdzące. Prawda dotyczy pierwszego elementu – tak, dbamy o gospodarkę, bo by móc dochód podzielić, trzeba go najpierw wytworzyć. Klimat inwestycyjny, rozwój biznesu są bazą budżetową, która powoduje, że sytuacja miasta jest wyjątkowo dobra. To nie może się zmienić. Powiem więcej – wspieranie przedsiębiorczości jest instrumentem polityki społecznej. Zamiast dawać zasiłek, Gliwice mogą zaoferować atrakcyjną pracę. Nie zmienia to faktu, że są także mieszkańcy, którzy znajdują się w sytuacji wymagającej wsparcia – długotrwale bezrobotni, niepełnosprawni, osoby starsze potrzebujące np. usług opiekuńczych. Z tego powodu wydatki na tradycyjną pomoc społeczną są w Gliwicach jedną z największych pozycji budżetowych. Ktoś może być zaskoczony, ale łatwo to sprawdzić. Co do innych działań – często słyszymy zarzut, że Gliwice oszczędzają na kulturze. To chyba kwestia efektywności działań. Jest w Gliwicach kilkaset wydarzeń kulturalnych na rok. Intensywność jest różna, sezon teatralny kończy się, zaczynają się teatry uliczne, potem festiwale muzyczne. Te wydarzenia są najczęściej celowane do określonych segmentów odbiorców, dlatego czasem sam uzmysławiam sobie, że trudno dostrzec skalę całości.

Rzeczywiście kultura jest, są koncerty, i to muzyki poważnej, i rozrywkowej, i historyczne wydarzenia, natomiast ta kultura nie wychodzi do mieszkańca, nie widać jej na ulicy.

Mamy Stację Artystyczną Rynek, w której wydarzenia kreują wręcz widzowie, bowiem celem jest animowanie społeczno-kulturowe lokalnej społeczności. Jest Łabędź w Łabędach, o odmiennym profilu kulturalnym, ale dokładnie takich samych zadaniach – animowania społecznego, pobudzania, przyciągania do kultury. W tych miejscach kultura wychodzi nie tylko „do mieszkańca”, ile i „od mieszkańców”.

Co zrobiłeś dla miasta przez te 20 lat? Pytam o rzeczy drobne – jako przedstawiciel swojego osiedla, ale też wiadomo, że radni nie głosują tylko nad ławeczkami na osiedlu, ale też nad dużymi inwestycjami Więc takie największe sukcesy, osiągnięcia?

Radni przede wszystkim tworzą lokalne prawo, tak jak posłowie i senatorowie tworzą prawo krajowe. Dyskusja np. o lokalizacji ławeczek jest dla mieszkańców bez wątpienia ważna, ale toczy się na forum rad osiedli. Zadaniem radnych powinno być tworzenie działań systemowych. Podam przykład. Jestem przewodniczącym rady Śląskiej Fundacji Wspierania Przedsiębiorczości w Gliwicach. To instytucja, która wspólnie z prezydentem cztery lata temu rozpoczęła projekt tworzenia klubów seniora. Takie miejsca udało się stworzyć w wielu punktach, także w mojej dzielnicy. Każdy ma swoją specyfikę – czasem bardzo blisko współpracuje z radą osiedla, czasem z parafią – wpływ mają na to konkretni ludzie tworzący te kluby. Rozwiązaniem systemowym, z którym jestem kojarzony w dzielnicy, jest doprowadzenie wiele lat temu do porozumienia między PKP a Miastem Gliwice, które skutkowało rozpoczęciem inwestycji w postaci przejścia dla pieszych łączącego Zatorze z centrum miasta pod torami kolejowymi. Udało się, bo nikt nie powiedział mi, że to niewykonalne (śmiech). Do najnowszych sukcesów zaliczam też kilka projektów, których mieszkańcy nie widzą tak wprost, ale bardzo mocno organizują proces podejmowania decyzji. Mam na myśli tutaj statut, który rodził się przez dłuższy czas w Radzie Miasta. Udało się ten proces przyspieszyć i połączyć różne koncepcje – wręcz ogień z wodą – i doprowadzić do powstania dokumentu, który satysfakcjonował wszystkich. Ten dokument ma ogromne znaczenia dla miasta, choć nie widać tego wprost. Dzięki jego treści proces podejmowania decyzji w radzie jest łatwiejszy. Byliśmy w stanie przewidzieć, jakie sytuacje mogą nastąpić i zabezpieczyć się pod tym kątem. Podkreślam – byliśmy – bo po latach mam absolutne przekonanie, że na sukcesy trzeba pracować w zespole, a nie w pojedynkę.

Wytłumaczmy może czym jest statut miasta, co to jest za dokument?

Organizuje on pracę miasta. To zbiór przepisów, stanowiących szkielet, do którego podpinane są dokumenty szczegółowe. Przyjęliśmy rzadko spotykane rozwiązanie, ale okazało się najlepszym z możliwych – pozwala to na elastyczne działanie rady i prezydenta. Mamy świadomość tego, że miasto to żywy organizm, który ewoluuje. Przykładowo – z biegiem lat zmieniają się radni, zmieniają się więc ich priorytety, pojawiają się nowe zadania, więc pewnych rzeczy nie wpisywaliśmy wprost, np. nazw i zadań komisji, lecz tworzyliśmy strukturę wzajemnie uzupełniających się przepisów. System, krótko mówiąc. Przewodniczyłem komisji, która pracę doprowadziła do końca. Dało nam to wszystkim dużą satysfakcję i… wpłynęło na poprawę klimatu w Radzie Miasta, o którym wcześniej rozmawialiśmy. Radni przekonali się, że zgodna współpraca między sobą i z prezydentem jest możliwa – potrzebny jest tylko konkret, wyraźny cel i uporządkowane działanie, które do niego mają prowadzić.

Wyobrażasz sobie, co będzie, kiedy zabraknie Frankiewicza? Pewnego dnia powie, że to już ostatnia kadencja, wystarczy.

Spokojnie. Mamy już ukształtowaną markę miasta, mamy ukształtowany jego profil, jest świetny klimat inwestycyjny, który bardzo wyróżnia Gliwice i je napędza w rozwoju, mamy specjalistów, którzy w ciągu tych lat pojawili się w różnych obszarach. To zasługa prezydenta i chyba w naszym wspólnym – mieszkańców – interesie jest, by kierował miastem jak najdłużej. Gliwice to już sprawnie nakręcony mechanizm. Jeśli pojawi się kiedyś następca – powinien tylko tego nie zepsuć. Następca albo następczyni.

___________________________________

Michał Jaśniok – urodzony w 1976 roku, doktor nauk ekonomicznych, specjalista z zakresu zarządzania strategicznego, wykładowca uniwersytecki. Od 1998 roku nieprzerwanie reprezentuje mieszkańców dzielnic Zatorze, Szobiszowice i Centrum jako gliwicki radny, od 10 lat prowadzi stronę www.jasniok.pl. Działa społecznie m.in. w Powiatowej Radzie Rynku Pracy i Śląskiej Fundacji Wspierania Przedsiębiorczości.

Podnoszenie prestiżu uczelni. Wywiad z rektorem

0

Z Rektorem Politechniki Śląskiej prof. dr. hab. inż. Arkadiuszem Mężykiem rozmawiał redaktor naczelny Marek Morawiak

Przyznam szczerze, że kiedy przygotowywałem się do tego wywiadu, nie potrafiłem się zdecydować od czego zacząć, ponieważ – tutaj bez słodzenia – tyle się ostatnio na Politechnice dzieje, dlatego poproszę, żeby Pan powiedział, co przez te dwa lata udało się osiągnąć, jaki jest największy sukces rektora, największy sukces uczelni?

Wydaje mi się, że naszym największym sukcesem w ostatnich dwóch latach jest podnoszenie prestiżu uczelni. Pozycja rankingowa Politechniki Śląskiej bardzo szybko wzrasta. W tym roku w Rankingu Szkół Wyższych Perspektywy znaleźliśmy się po raz pierwszy w historii w pierwszej dziesiątce polskich uczelni akademickich, odnotowując przy tym największy postęp spośród wszystkich szkół wyższych. Zajęliśmy także czwarte miejsce wśród wszystkich uczelni technicznych w naszym kraju. Tak znaczący skok jakościowy Politechniki Śląskiej doceniła w tym roku kapituła rankingu, która przyznała nam nagrodę specjalną – AWANS 2018. Czwartą pozycję w Polsce wśród uczelni technicznych zajmujemy również w rankingu szanghajskim (red. Akademicki Ranking Uniwersytetów Świata). Bardzo nas cieszy również rosnące umiędzynarodowienie uczelni oraz przygotowanie Politechniki Śląskiej do kształcenia studentów z zagranicy. Obecnie oferujemy szesnaście kierunków studiów w języku angielskim, a w kolejnych latach akademickich planujemy uruchomić pięć następnych. Oczywiście proces budowania pozycji międzynarodowej jest długotrwały, to kwestia kilku lat. Zdajemy sobie sprawę z tego, że najlepszymi ambasadorami naszej uczelni za granicą są właśnie absolwenci Politechniki Śląskiej z innych krajów. Dlatego też tak dużą wagę przykładamy do umiędzynarodowienia. Myślę, że skok w rankingach i umiędzynarodowienie to najważniejsze strategiczne kierunki, które nakreśliliśmy, uchwalając Strategię rozwoju uczelni na lata 2016-2020. Cały czas staramy się tę strategię realizować.

Tak, pamiętam. To był jeden z głównych punktów Pana programu wyborczego – „zapewnienie trwałego miejsca Politechniki Śląskiej w ścisłej czołówce polskich uczelni technicznych”. Rankingi mówią same za siebie, z faktami nie będziemy dyskutować. Kolejny punkt: zwiększenie dorobku naukowego i innowacyjnego uczelni. Gdyby Pan Rektor mógł w kilku zdaniach opowiedzieć, jakie to nowe kierunki i dorobek naukowy powstały w ostatnich dwóch latach.

Wzrost jakości badań naukowych prowadzonych na naszej uczelni potwierdzają również bardzo obiektywne wskaźniki. W przeprowadzonej w bieżącym roku akademickim na zlecenie MNiSW ocenie parametrycznej jednostek naukowych w Polsce Politechnika Śląska została bardzo wysoko oceniona. Jeden z naszych wydziałów – Wydział Inżynierii Środowiska i Energetyki – uzyskał kategorię A+, czyli najwyższą możliwą do zdobycia ocenę. Dziesięć wydziałów otrzymało wysoką kategorię A i tylko trzy wydziały kategorię B.To olbrzymi skok jakościowy, ponieważ wcześniej jedynie sześć jednostek naszej uczelni posiadało kategorię A. Obecnie najbardziej rozwojowymi kierunkami badawczymi na Politechnice Śląskiej są bez wątpienia kierunki kluczowe dla rozwoju cywilizacyjnego, czyli technologie związane z Przemysłem 4.0, technologie informatyczne oraz technologie z zakresu energetyki. Mamy naprawdę bardzo mocne zespoły badawcze w obszarze energetyki, zarówno jeśli chodzi o klasyczne źródła energii, jak i energetykę odnawialną. Bardzo przyszłościowym obszarem, który jest rozwijany przez naukowców z Politechniki Śląskiej, są także technologie lotnicze. Już od wielu lat na naszej uczelni są prowadzone badania z zakresu inżynierii materiałowej, których rezultaty są następnie wdrażane w przemyśle lotniczym. W ostatnim czasie udało nam się również uzyskać cztery certyfikaty Urzędu Lotnictwa Cywilnego, które umożliwiają certyfikowane kształcenie mechaników lotniczych śmigłowców i samolotów. Niedawno uzyskaliśmy także wpis w ULC naszej uczelni jako ośrodka w zakresie kształcenia operatorów dronów. Takie certyfikaty, poświadczające kwalifikacje zawodowe absolwentów i osób szkolonych, stanowią obecnie przepustkę na międzynarodowy rynek pracy. Ściśle współpracujemy również w tym zakresie z Górnośląskim Towarzystwem Lotniczym – zarządcą lotniska Katowice w Pyrzowicach. Zamierzamy ją również w niedalekiej przyszłości poszerzyć o kształcenie nawigatorów i pilotów. Warto dodać, że w 2017 roku po raz pierwszy uzyskaliśmy także dodatkową dotację na kształcenie kadr dla lotnictwa.

Wspomniał Pan o Przemyśle 4.0. Czy rzeczywiście przeżywamy czwartą rewolucję przemysłową, takie zjednoczenie człowieka z maszyną? Dzisiaj niemal każdego widzimy ze smartfonem ręku, mamy wirtualne chmury do przechowywania danych, mamy wirtualne modele niemal wszystkiego, Internet rzeczy, big data, tysiące aplikacji. Puśćmy wodzę fantazji – jak według profesora uczelni technicznej, rektora, może wyglądać świat za 10 lat?

Rzeczywiście dosyć trudno jest sobie pewne sprawy nawet wyobrazić. Jeżeli spojrzymy 10 lat wstecz i pomyślimy, jaki był poziom technologiczny, to nie wiem, czy znalazłby się ktoś wtedy, kto mógłby przewidzieć, na jakim etapie rozwoju będziemy obecnie. Przemysł 4.0 to kolejny etap rozwoju cywilizacyjnego. W jego kontekście mówimy także o Internecie rzeczy. Natomiast w tej chwili mówi się już właściwie o Internecie wszystkiego. To znaczy, że ludzie komunikują się z maszynami, a maszyny pomiędzy sobą na różnych poziomach ważności elementów całego systemu. Naprawdę niezwykle trudno jest przewidzieć, w jakim kierunku będzie się to rozwijać. Nie jesteśmy nawet w stanie przewidzieć, jakie zawody będą za pięć lat potrzebne na rynku pracy – tak szybko ten rynek się zmienia. Natomiast pewne jest, że nastąpi jeszcze większa informatyzacja i robotyzacja systemów, w związku z tym napotykamy na ogromny problem związany ze sposobami przetwarzania danych. To z kolei przyczynia się do rozwoju prac w zakresie technologii komputerowych, np. komputerów kwantowych, i technologii informatycznych. W tej chwili trwają więc prace nad rozwojem technologii, które pozwolą przetworzyć te ogromne ilości danych, a także dokonać ich analizy. Przemysł 4.0 to naturalna ewolucja systemów technicznych. To już się dzieje i tylko od nas zależy, czy będziemy tę ewolucję obserwować, czy kreować jej rozwój.

Rozwój technologiczny to również zagrożenia.

Nowoczesne technologie bez wątpienia ułatwiają życie i poprawiają jego komfort. Jednak płacimy za nie również pewną cenę. Jednym z największych zagrożeń jest na pewno utrata prywatności. Wiele osób obawia się także tego, że rozwój technologiczny spowoduje, iż w pracy zastąpią nas roboty. Jestem pewien, że takiego zagrożenia nie ma. Fakt, że te systemy się rozwijają, wcale nie oznacza, że ktoś nam zabiera pracę. Ta praca będzie po prostu inna.

Technologie Przemysłu 4.0 są bardzo imponujące i działające na wyobraźnię, ale w tej chwili coraz częściej mówi się o problemach socjologicznych związanych z rozwojem przemysłu.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że aspekt społeczny w kontekście czwartej rewolucji przemysłowej jest niezwykle ważny, dlatego też na Politechnice Śląskiej rozwijamy również projekty w tym kierunku. Nasze Kolegium Nauk Społecznych i Filologii Obcych m.in. wspólnie z zespołami z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz z niemieckich uczelni przygotowuje projekt właśnie w zakresie aspektów socjologicznych rozwoju przemysłowego i rewolucji przemysłowej. Ponadto nasi specjaliści z zakresu nauk technicznych i społecznych wspólnie organizują cykl międzynarodowych spotkań naukowych, gdzie szeroko dyskutowane są zagadnienia związane ze współczesnymi wyzwaniami cywilizacyjnymi, zarówno w kontekście technologicznym, jak i społecznym.

Chciałem jeszcze zapytać o edukację dualną, bo na to też uczelnia kładzie w ostatnim czasie duży nacisk. Jak student może pomóc firmie, a jak firma studentowi? Bo na tym polega program studiów dualnych, że student jednocześnie kształci się na uczelni, ale też w firmie?

W ramach studiów dualnych na Politechnice Śląskiej przyszli inżynierowie spędzają podczas każdego roku akademickiego nawet pół roku na stażach realizowanych z partnerskimi firmami oraz pół roku na uczelni, gdzie realizują pełen program kształcenia. W studiach dualnych prowadzonych na naszej uczelni nie chodzi jednak tylko o taką najprostszą współpracę na linii student i przedsiębiorca. Chodzi też o wdrożenie przyszłych absolwentów uczelni do nowego środowiska pracy. To jest problem chociażby Przemysłu 4.0. Postęp technologiczny w tej chwili jest tak szybki, że brakuje nowoczesnych i aktualnych podręczników, brakuje fachowej wiedzy, która jest potrzebna do dalszego rozwoju. Środowisko pracy zmienia się w sposób niezwykle dynamiczny. Nawet cykl wydawniczy podręcznika jest na tyle długi, że zanim ta wiedza zostanie przetworzona, spisana i wydana, to jest już w dużej mierze nieaktualna. Jeżeli nie wiemy, jakie zawody będą potrzebne za kilka lat, to przede wszystkim musimy wyrobić w naszych absolwentach kreatywność, umiejętność współpracy w zespołach, organizowania tej współpracy oraz zdolność rozwiązywania problemów. Jeśli absolwent będzie posiadał takie umiejętności i jeszcze dodatkowo posiądzie rzetelną wiedzę podstawową w zakresie matematyki, fizyki, mechaniki, wytrzymałości materiałów i programów komputerowych, to będzie w stanie się przystosować do każdego środowiska pracy. Główną ideą kształcenia dualnego jest bowiem to, aby absolwent, trafiając na rynek pracy, był już przygotowany do podjęcia swoich obowiązków zawodowych i aby mógł swoją wiedzę bardzo szybko aplikować. Studia dualne dają właśnie takie możliwości.

Studenci i przedsiębiorstwa chętnie uczestniczą w tym programie?

Studia dualne prowadzone na Politechnice Śląskiej cieszą cię dużą popularnością wśród kandydatów. W tej chwili rekrutujemy już trzeci rocznik studentów. Bez wątpienia również coraz więcej firm dostrzega możliwości, jakie niosą ze sobą tego rodzaju studia. Warto dodać, że inicjatorem ich powstania na Politechnice Śląskiej była Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna. Są one więc odpowiedzią na potrzeby współczesnego przemysłu. Każdego roku dołączają do nas kolejne firmy. Do tej pory głównie z branży motoryzacyjnej. Jednak w niedalekiej przyszłości współpraca zostanie rozszerzona o kolejne obszary nauki i przemysłu. Udało nam się bowiem uzyskać prawie 8 mln zł dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na realizację pięciu projektów studiów dualnych. Studia będą prowadzone na kierunkach: mechanika i budowa maszyn, transport kolejowy, logistyka oraz inżynieria materiałowa. Jednak chciałbym podkreślić, że w kształceniu dualnym relacja uczelnia – przedsiębiorca wcale nie jest tak prosta, jak to pozornie wygląda. To nie są po prostu staże i po prostu firmy. Przedsiębiorców dobieramy w taki sposób, aby zapewnili odpowiedni poziom technologiczny. Studia dualne, szczególnie na wyższych semestrach, powinny być bardziej ukierunkowane na problemowe podejście do rozwiązywania tych problemów technicznych, które mogą się w przyszłości pojawić. Dzięki temu problemowemu podejściu studenci znacznie szybciej przyswajają wiedzę teoretyczną, ponieważ widzą od razu aplikację tej wiedzy. To są również studia bardzo trudne, jeżeli chodzi o sam proces logistyczny. Nie możemy do jednej firmy wysłać bardzo dużej liczby studentów, ponieważ wtedy przeradza się to w typową praktykę. To musi być bliska interakcja. W związku z tym wysyłamy nie więcej niż 5 osób do jednego dużego przedsiębiorstwa. A zatem, aby zorganizować staże dla grupy 30 studentów przez cały cykl kształcenia, czyli 3,5 roku, potrzeba czasem około 10-12 firm.

Politechnika i miasto to jeden organizm, nikt nie wyobraża sobie Gliwic bez Politechniki Śląskiej. Ma to swoje konsekwencje, zarówno pozytywne, jak i negatywne. Mówi się, że to miasto technokratów, że ludzie z technicznym wykształceniem są mniej otwarci na kulturę.

Kształcenie na uczelni technicznej daje pewną precyzję myślenia i logikę. Absolwentów Politechniki Śląskiej można spotkać w różnych miejscach. To często dyrektorzy banków, prezesi spółek akcyjnych…

…dziennikarze.

Tak, i to dobrzy. Absolwent politechniki poradzi sobie wszędzie. Poza tym mamy w strukturze również Kolegium Nauk Społecznych i Filologii Obcych, które cieszy się sporym zainteresowaniem kandydatów na studia. Nie kształcimy więc jedynie na studiach technicznych. Gliwice to otwarte miasto, w którym osiedla się coraz więcej osób przyjezdnych. Zależy nam na tym, aby te osoby postrzegały Gliwice jako dobre miejsce do nauki, pracy i zamieszkania. I tak się zresztą dzieje. Zarówno Politechnika Śląska, jak i wciąż prężnie rozwijająca się Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna czy branża ICT, która jest dość mocno w tym mieście umocowana, powodują, że coraz więcej osób spoza Gliwic postanawia się osiedlić w naszym mieście.

Wiemy, że studiowanie to nie tylko nauka i praktyka, ale także zabawa…

Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie samą nauką żyją studenci. Ale tę część życia studenckiego w dużej mierze pozostawiamy osobom, które najlepiej wiedzą, czego im potrzeba, czyli samorządowi studenckiemu. Staramy się wspierać ich działania, jak tylko możemy. Dlatego na Politechnice Śląskiej prężnie działa Centrum Kultury Studenckiej „Mrowisko”, gdzie odbywa się szereg imprez kulturalnych dla studentów. Znajduje się tam również największy klub studencki na Śląsku – „Spirala”. Co roku nasz samorząd organizuje jedną z największych imprez w regionie – tradycyjne juwenalia studenckie, czyli Igry, które odbywają się już na Politechnice Śląskiej od ponad 60 lat. Każdego roku na igrowych koncertach bawi się nawet kilkanaście tysięcy osób. W kalendarz imprez akademickich już drugi rok z rzędu doskonale wpisuje się także Śląsk Maturzystom, czyli organizowane specjalnie dla młodzieży szkół średnich koncerty oraz piknik naukowy, dzięki czemu mogą oni jeszcze przed rozpoczęciem studiów poczuć studencką atmosferę. W tym roku zarówno Igry, jak i Śląsk Maturzystom po raz pierwszy odbyły się w nowej lokalizacji, czyli na terenach Areny Gliwice. Myślę, że był to dobry wybór.

Osobiście bardziej podobały mi się Igry na łączce przy hali OSiR, były bardziej klimatyczne i kameralne.

Nasza dzielnica akademicka bezpośrednio graniczny z terenami nowej hali widowiskowo- sportowej. Zależy nam więc na integracji tych sąsiadujących ze sobą przestrzeni. Powoli chcemy „wchłonąć” Arenę Gliwice do studenckiego miasteczka. Ten obszar jest jeszcze dość surowy, nie ma rozwiniętej gastronomii, ale jeśli ta infrastruktura się rozwinie, to w sposób naturalny życie studenckie się tam skoncentruje. Ponadto zaraz w sąsiedztwie znajduje się zmodernizowany Park Chrobrego, który już teraz przyciąga sporo mieszkańców. Jest to piękne miejsce i podczas weekendu można zobaczyć tutaj wielu gliwiczan. Łączka igrowa, na której w ostatnich latach były organizowane imprezy studenckie, również ma swój niepowtarzalny klimat. Wieczór grillowy był w tym roku piękny – pogoda nam dopisała. Sądzę, że wydarzenia studenckie można organizować częściowo w miasteczku, a częściowo na terenie Areny Gliwice. Z pewnością będziemy wykorzystywać potencjał jednego i drugiego miejsca.

Obserwując Pana aktywność, między innymi w mediach społecznościowych, można odnieść wrażenie, że jest Pan na wszystkich konferencjach, kongresach, spotkaniach i uroczystościach. Nie boi się Pan, że środowisko akademickie zarzuci Panu, że powinien się Pan zająć zarządzaniem, a nie bywaniem?

Mówimy o rozwoju cywilizacyjnym, a nowe media to ich element. Musimy docierać do naszych przyszłych kandydatów, a najłatwiej to zrobić poprzez media społecznościowe. Staramy się na ten obszar kłaść duży nacisk jako uczelnia. Nie mam natury celebryty i nigdy nim nie zostanę, natomiast poprzez uczestnictwo w różnych spotkaniach chcę również wypromować markę naszej uczelni. Zresztą w misji Politechniki Śląskiej mamy wpisaną także współpracę z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Staramy się więc tę misję realizować w taki sposób, żeby nie przesadzić, ale zaznaczyć, że Politechnika Śląska w tematach ważnych dla rozwoju nauki czy gospodarki ma również swój głos.

Tu postawmy kropkę. Bardzo dziękuję za rozmowę. 

 

Z Rektorem Politechniki Śląskiej prof. dr. hab. inż. Arkadiuszem Mężykiem rozmawiał redaktor naczelny Marek Morawiak.
zdjęcia: Justyna Rogatko