środa, 8 kwietnia, 2020

ROZMOWY

Frankiewicz: Wybór między rzetelną pracą a pozerstwem

Minęły już ponad dwa miesiące, od kiedy nie jest pan prezydentem, czy łatwo było się odzwyczaić od codziennego przebywania w Gliwicach, od przebywania w urzędzie, tych wszystkich spraw, którymi zajmował się pan jako prezydent miasta i przestawić się na nowe obowiązki?

Proszę uwierzyć, że są ku temu dobre okoliczności, mianowicie tyle pracy w nowym miejscu, że nie ma za bardzo czasu myśleć o tym co było. Wciągnąłem się w wir pracy i nawet nie rozpamiętuję. Oczywiście, sentyment do miasta zawsze będę miał, ciągnie mnie tutaj, ale teraz pracuję głównie w Warszawie. Z Gliwic się jednak nie wyprowadziłem i nie zamierzam tego robić.

Jak z perspektywy stolicy wyglądają Gliwice, zmienia się optyka na lokalne sprawy?

Mam teraz doskonałe potwierdzenia tego, co mówiliśmy przez lata. Jestem nowy w dużym środowisku i zdecydowanej większości tych ludzi jeszcze nie znam, a co dziwne oni znają mnie i na słowo Gliwice natychmiast niezwykle pozytywnie reagują. Powszechne przekonanie w środowisku parlamentarnym i w jego otoczeniu o naszym mieście jest wyjątkowo dobre -takie wzorcowe miasto.Ito w zależności od osoby, od tego skąd pochodzi, czym się zajmuje to różne sprawy gliwickie są rozpoznawalne.

A Piasta kojarzą?

Piast jest naszym sztandarem, tego nie można lekceważyć. Dla tych, którzy mniej interesują się szczegółowymi sprawami to jest najbardziej rozpoznawalny symbol naszego miasta i sporo się o tym mówi.

Czyli to inwestowanie w promocję miasta za pośrednictwem klubu jednak zaprocentowało?

Nie zawsze byłem, właściwie zwykle nie byłem wielkim zwolennikiem takiego wydawania pieniędzy, ale trzeba przyznać, że to dało niezwykły efekt. Podobnie jest z halą…

Właśnie miałem zapytać o Arenę, dzięki Eurowizji o Gliwicach usłyszała nie tylko cała Polska, ale też spora część świata. Tego nikt nie kwestionuje, ale wciąż pojawiają się pytania o zasadność budowy tej hali.

To jest gigantyczny wpływ, nie do przecenienia. Podchodzi do mnie obecna senator, czy prezydent miasta i mówią, że byli – tu w Gliwicach – na imprezie i pytają co w przyszłym roku. Jak już byli to się zainteresowali nie tylko programem na przyszłe miesiące, ale też miastem. To naprawdę działa i jestem zadziwiony, że ta renoma jest aż tak powszechna i tak silna.

Zauważył pan też zapewne, że nawet osoby, które dotychczas krytykowały pomysł budowy, dzisiaj robią sobie w hali zdjęcia i chwalą się jaki mamy świetny obiekt i imprezy?

Ale czy to pierwszy taki przypadek w Gliwicach? Przypomnę DTŚ, ile było awantury, wojny wręcz. Przecież my, reprezentując milczącą większość walczyliśmy o tę inwestycję przez kilkanaście lat. Pokonaliśmy nieprawdopodobne trudności i wiele osób, które teraz się tym chwalą, nam sypały piach w tryby całymi latami. Ta droga mogła być znacznie szybciej wykonana i bez takich nerwów i takich zagrożeń. Tak jest z wieloma innymi kontrowersyjnymi sprawami.

Tramwaje?

Jestem ciekaw, kiedy tak będzie z tramwajami. Dlatego że teraz, na ostanim zgromadzeniu GZM znowu wyszedł problem niebywale wysokich kosztów transportu. Analizują skąd to się bierze i… tramwaje. Następny projekt i kolejne coraz wyższe wydatki. Ten przyrost kosztów postępuje co roku. Nagle wszyscy dochodzą do wniosku, że trzeba zweryfikować, czy tramwaje powinny tak zabijać budżety miast. Zwłaszcza teraz, kiedy upowszechniają się autobusy elektryczne to jaką przewagę mają linie tramwajowe? Z małymi napełnieniami i bardzo drogą infrastrukturą, z trasami, których w razie potrzeby nie można zmienić? Za chwilę się okaże, że i w tym przypadku mieliśmy rację. Śmieci? Jakie to było dziwaczne, że przyjęliśmy dobrych parę lat temu metodę naliczania od powierzchni…

Ciężko jest wytłumaczyć, dlaczego mamy płacić od metrów a nie od liczby osób, które zamieszkują w lokalu.

Ciężko jest być może zrozumieć, wytłumaczyć jest łatwo. My nie mamy nieskończonej ilości rozwiązań, musieliśmy wybrać jeden z ustawowych czterech wariantów i my byliśmy tym wyjątkiem, który wybrał metodę naliczania od powierzchni. Inni wybrali te bardziej popularne, te które łatwiej jest wytłumaczyć jak pan redaktor powiedział i co? Teraz wiele miast, po kolei – i to tych znaczących – na czele z Warszawą, Wrocławiem, Łodzią, przechodzi na nasz system. To jest dowód wprost, że po ciężkich doświadczeniach ludzie wybierają to, co myśmy wybrali od razu i ja nie twierdzę, że to jest doskonałe, wszystkie metody są wadliwe. Ta nasza, koniec końców, daje najlepsze rezultaty dla mieszkańców.

Przez wiele lat nie udało się załatwić pewnych kwestii jak obwodnica, remont drogi Kozłowskiej, centrum przesiadkowe, teraz wszystko w dwa miesiące, wszystkie te umowy nagle zostały podpisane. Pan komisarz uścisnął dłoń pana wojewody i wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się finalizuje.

W dwa miesiące żadna z tych rzeczy się nie załatwiła. To jest tylko przypinanie sobie orderu za nie swoje zasługi, to jest kampania wyborcza i to taka dość niesmaczna, oczekiwałbym trochę przyzwoitości od tych osób, ale to jest niestety nadmierne w stosunku do nich oczekiwanie. To wręcz bezczelne, że przypisują sobie nie swoje zasługi. Wniosek o dofinansowanie z Programu Dróg Lokalnych do obwodnicy południowej był złożony w maju. Kto wtedy był prezydentem, kto podpisywał te wnioski i umowy? Dofinansowanie do budowy centrum przesiadkowego to sprawa, którą zaczęliśmy kilka lat temu. Teraz ktoś nowy wychodzi i przedstawia siebie jako sprawcę tych sukcesów. To jest taki wybór między rzetelną i uczciwą pracą a pozerstwem, jak się wybierze pozerstwo to poźniej się ma marną przyszłość, jak się wybierze tę mało efektowną, ale rzetelną, codzienną pracę to po latach ma się efekty.

Populizm jest łatwiejszy, przyjemniejszy dla ucha, łatwiej się nim posługiwać…

Ci ludzie nic innego nie mają do zaoferowania. To jest czysty populizm, proszę z resztą zwrócić uwagę na to, co robi pan komisarz – sprawy bieżące leżą. W cztery osoby mieliśmy co robić, a on mając mało czasu zamiast zajmować się zarządzaniem miastem, głównie robi kampanię wyborczą. Jeśli już się czymś zajmuje to odgrzewaniem użytkowania wieczystego. Czy to jest właściwe zadanie dla osoby, która ma tylko przejściowo zarządzać miastem? To są sprawy, które sięgają skutkami po kilkadziesiąt lat w przód i nie powinny być instrumentalnie używane w kampanii wyborczej.

No właśnie, pan zna wszystkich kandydatów, z wszystkimi swego czasu pan współpracował, dlaczego właśnie Adam Neumann? Jakie cechy przemawiają, pana zdaniem za tym, że Neumann jest lepszym kandydatem niż na przykład inny były wiceprezydent- Moszyński?

Po wielu latach mojej pracy w Gliwicach mogę powiedzieć, że dopracowałem się niezwykle wartościowego zespołu i ten, który tu ostatnio funkcjonował, był najsprawniejszy i najefektywniejszy z wszystkich kadencji. To są kompetentni ludzie, z których każdy zna się na swojej dziedzinie i potrafią ze sobą wspołpracować. To sobie ceniłem i to dobrze działało. Adam Neumann ma najdłuższy staż i był pierwszym zastępcą, więc to był naturalny wybór.

Pojawia się takie stwierdzenie, że pan porzucił Gliwice, mógłby się pan do tego odnieść?

To zapewne mówią ci, którzy od dawna twierdzili, że ja tu jestem za długo więc nie traktuję tego poważnie. Ja mówiłem o swoich intencjach, mogę to powtórzyć. Bez ratunku na poziomie politycznym, samorząd zostałby zniszczony i ja w tej walce o samorząd na poziomie Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu i Związku Miast Polskich byłem skuteczny. Razem z Jackiem Karnowskim (red. prezydent Sopotu) byliśmy twórcami tzw. paktu senackiego, który pomimo wielkiego sceptycyzmu zadziałał – mamy większość w Senacie a ja jestem przewodniczącym Komisji Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej – to jest doskonały przyczółek, żeby bronić samorządu. Co już z resztą robimy, to już widać, pierwsze merytoryczne posiedzenie Senatu, pierwsze starcie i widać, że ekipa samorządowa jest niezwykle silna i aktywna. Także ci, którzy ten samorząd tak źle traktują będą mieli z nami problem. Po to tam poszedłem i mogę powiedzieć, że było warto. Pod warunkiem, że w Gliwicach nie wygra wyborów ktoś, kto zniszczy miasto i dorobek nas wszystkich mieszkańców.

Przed wyborami mówiło się, że to będzie starcie kandydat Frankiewicza kontra kandydat PiSu. Plan się chyba trochę panu posypał – kandydatów jest czterech i PiS, przynajmniej oficjalnie, nie popiera żadnego z nich.

PiS moim zdaniem robi błąd, ale nie będę komentował, nie moja sprawa. Ważne jest to, że po naszej stronie jest jeden kandydat. Pozostali kandydaci raczej myślą o sobie, o swoich karierach – tak sądzę, to jest moja opinia – znam ich i wiem jakie mają umiejętności, jakie doświadczenie i jak do tej pory działali. Te populizmy, które pojawiają się w kampanii tylko to potwierdzają. Gdyby miastem mieli zarządzać populiści to ono straciłoby pozycję, tę dynamikę, te szanse które się pootwierały. Chciałbym podkreślić i zaapelować do ludzi, którzy ufali mi przez lata, że wybór Adama Neumanna na prezydenta to najlepsza szansa na kontynuację dobrej passy.

Gliwice wybierają: Adam Neumann, Koalicja dla Gliwic

0

Ograniczenie ruchu na starówce, nowy pomysł na Plac Inwalidów Wojennych oraz wodny plac zabaw obok tężni solankowej w parku przy Chorzowskiej – to niektóre przedsięwzięcia, które chce zrealizować Adam Neumann.

Kandydat “Koalicji dla Gliwic” zapowiada, że będzie realizował program wyborczy Frankiewicza, ale uzupełni go o nowe pomysły. Do programu “Gliwice wybierają” Łukasz Fedorczyk (infogliwice) i Marek Morawiak (Dzisiaj w Gliwicach) będą na bieżąco zapraszać kandydatów na prezydenta Gliwic.

Gliwice wybierają: Adam Neumann

Ograniczenie ruchu na starówce, nowy pomysł na Plac Inwalidów Wojennych oraz wodny plac zabaw obok tężni solankowej w parku przy Chorzowskiej.To niektóre przedsięwzięcia, które chce zrealizować Adam Neumann. Kandydat “Koalicji dla Gliwic Zygmunta Frankiewicza" zapowiada, że będzie realizował program wyborczy poprzednika, ale uzupełni go o nowe pomysły. Do programu “Gliwice wybierają” będziemy na bieżąco zapraszać kandydatów na prezydenta Gliwic.

Opublikowany przez Dzisiaj w Gliwicach Czwartek, 14 listopada 2019

Rozmowa z Januszem Moszyńskim, p.o. prezydenta Gliwic

0

Premier Mateusz Morawiecki powołał do pełnienia funkcji prezydenta miasta Janusza Moszyńskiego. Dla wielu to zaskakująca decyzja.

Moszyński w przeszłości należał kolejno do Kongresu Liberalno-Demokratycznego, Unii Wolności i Platformy Obywatelskiej, a jego samorządowa działalność mocno związana była z Zygmuntem Frankiewiczem. W 2006 uzyskał mandat radnego sejmiku śląskiego, następnie wybrano go na stanowisko marszałka województwa. W 2007 odszedł z PO, a w styczniu 2008 został odwołany z pełnionej funkcji.

Od 13 lat jest poza polityką. Dlaczego zdecydował się przyjąć stanowisko, jak widzi swoją rolę i czy będzie kandydował na prezydenta mówi nam w pierwszym po powołaniu na stanowisko wywiadzie.

Rozmowa z Januszem Moszyńskim

Zapraszamy na pierwszy, po powołaniu na pełniącego obowiązki prezydenta wywiad z Januszem Moszyński. Po wczorajszej konferencji prasowej, w której brała udział tylko cześć dziennikarzy, Janusz Moszyński umówił się z nami na indywidualną rozmowę. Spotkanie trwało pół godziny. Prezentujemy Państwu najciekawsze fragmenty.

Opublikowany przez Dzisiaj w Gliwicach Czwartek, 24 października 2019

“Odpowiedzialny obywatel powinien reagować”


Funkcję prezydenta miasta pełni pan od 26 lat, w tym czasie udało się zrealizować wiele mniejszych, ale też kilka bardzo dużych inwestycji, podjąć kilka niepopularnych decyzji, stoczyć parę politycznych walk. Czy pan jest tym wszystkim zmęczony? 

Gdybym powiedział, że jestem zmęczony to nie byłoby to chyba niczym dziwnym. To jest często praca ponad siły, w ciągłym stresie i nielimitowanym czasie, właściwie trwa na okrągło, także w soboty i niedziele. Jeśli spytałby pan czy jestem wypalony to powiedziałbym, że nie, ale tak po ludzku zmęczony jestem. 

Zwłaszcza, że bycie prezydentem miasta to nie jest jedyna funkcja jaką pan pełni? 

Angażuję się od bardzo dawna w działalność samorządową, szerszą niż tylko w naszym mieście. Przez 20 lat byłem szefem Śląskiego Związku Gmin i Powiatów, od ponad 4 lat jestem prezesem Związku Miast Polskich i członkiem Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, około 6 lat przewodniczącym za- rządu Związku Subregionu Centralnego, czyli instytucji pośredniczącej, na której ciąży odpowiedzialność za rozdysponowanie pieniędzy unijnych w wysokości około 6 miliardów złotych. Wszystkie te funkcje wypełniam społecznie. 

Słyszeliśmy to już od Grzegorza Schetyny, słyszeliśmy na konferencji prasowej prowadzonej przez posłankę Martę Golbik, informacja pojawiła się w mediach, w czwartek zostało opublikowane oświadczenie na pana Facebooku, ale ja bym chciał to usłyszeć bezpośrednio od pana. Oficjalnie potwierdza pan swój start w wyborach do Senatu? 

Wszystko wskazuje na to, że tak. Ja taką decyzje podjąłem kilka dni temu. 

Ostatecznie? 

Ostateczna będzie wtedy, gdy zostaną zgłoszone i przyjęte przez komisję wyborczą listy z kandydatami. 

Musi pan przyznać, że dla wyborców to będzie zaskakująca decyzja, być może nawet niezrozumiała. 

„Większość ludzi, nawet tych interesujących się polityką, nie ma świadomości, w jakim zagrożeniu w tej chwili są samorządy w Polsce”

W ciągu 30 lat wybudowaliśmy pewną strukturę do zarządzania państwem na szczeblu lokalnym i regionalnym. To jest gigantyczne osiągnięcie, nie do przecenienia. Właśnie to w bardzo dużym stopniu powoduje, że Polska dobrze się rozwija. To samorząd terytorialny realizuje zdecydowaną większość inwestycji publicznych w naszym kraju. W tej chwili warunki funkcjonowania tego samorządu, który działa przecież w imieniu swoich mieszkańców, są radykalnie pogarszane, a to z czym mamy ostatnio do czynienia, to jest rzecz niespotykana do tej pory i na tyle istotna dla finansów samorządowych, że może spowodować brak możliwości normalnego funkcjonowania nawet w połowie samorządów już w przyszłym roku. To jest finansowe uśmiercanie samorządów. 

Warto przy tym pamiętać, że to właśnie samorząd ma ogromy wpływ na życie mieszkańców. 

Zdecydowanie łatwiej jest powiedzieć czym istotnym dla obywateli samorząd się nie zajmuje. Można wyłączyć działalność wojska, spraw zagranicznych, policji w dużym stopniu. Na służbę zdrowia mamy, niestety za mały wpływ, ale odpowiadamy za skutki rządowych zaniedbań, dlatego że od niedawna musimy pokrywać, zawsze ujemne wyniki finansowe szpitali pomimo tego, że finansowaniem służby zdrowia powinien zajmować się rząd. W świadomości mieszkańców jest tak, że prezydent miasta zajmuje się wszystkim i nie jest to takie bardzo odległe od prawdy. 

W jaki sposób samorząd finansuje swoją działalność? 

Dochody miast są bardzo zróżnicowane, tu wiele zależy od samego miasta, od sposobu zarządzania, a to zależy od stabilności. Te miasta, które są stabilne politycznie, osiągają więcej i dlatego Gliwice z jednego z najbiedniejszych miast w województwie katowickim stały się jednym z najbogatszych w Polsce. Największym wpływem jest udział w podatkach skarbu państwa, największym źródłem jest podatek dochodowy od osób fizycznych. Kiedy rząd obniża podatki, z czym akurat osobiście bardzo się zgadzam, to takie obniżki są w połowie finansowe przez samorządy, które, o ile nie dostaną od rządu rekompensaty tych utraconych dochodów, stają się niewydolne i za chwilę mogą przestać realizować swoje podstawowe zadania. 

Proszę wybaczyć kolokwializm, ale pan uważa, że rząd celowo zarzyna finanse samorządu? 

To jest adekwatne słowo, choć może faktycznie nie bardzo parlamentarne. To nie jest jedyny sposób jego degradacji. Ja poświęciłem, pracując społecznie, 20 lat życia na budowanie samorządu, wspieranie jego rozwoju, interweniowanie w sprawach groźnych dla jego przyszłości.

„Samorząd odniósł sukces i wiele zmienił w Polsce, a teraz na moich oczach ten samorząd jest mordowany” 

Przy takim sposobie rządzenia państwem, pełnej centralizacji, żądzy po- siadania pełnej niczym nieograniczonej władzy w państwie, samorząd nie ma prawa przetrwać następnych czterech lat. Ja nie chcę na to pozwolić. Pracując tutaj posługiwałem się wyłącznie merytorycznymi argumentami, stroniłem od polityki. Przedstawiam wykresy, tabele i udowadniam, że kłamstwem jest to co rządzący w tej chwili mówią na temat dochodów i wydatków. Ordynarnym kłamstwem było, że samorząd oszczędza na edukacji i powinien płacić jeszcze więcej. Płaci więcej i to skokowo więcej. Tymczasem to rząd oszczędza. Nakłady rządu na oświatę spadają zarówno w odniesieniu do budżetu państwa jak i PKB. No więc argumenty merytoryczne nie działają, skuteczne mogą być tylko metody polityczne. Jestem konsekwentny, jak mówię tak robię.

„Metodą polityczną jest zorganizowanie list do Senatu, czym się zajmuję już dość długo. W taki sposób, żeby PiS nie miał większości w tej izbie parlamentu”

Co może zrobić Senat? Jeśli PiS będzie miał większość w Sejmie i swojego prezydenta to Senat i tak nie zablokuje ich ustaw. 

Senat może wbrew wyobrażeniom bardzo dużo. Teraz jest takie wrażenie, że nic nie może, bo nic nie chce. Nie będę omawiał wszystkich kompetencji Senatu, powiem tylko, że partia rządząca nie mając większości w Senacie, nie przeprowadzi już całego procesu legislacyjnego w jedną noc. Senat ma miesiąc na zaopiniowanie projektów ustaw, które przychodzą z Sejmu i ten miesiąc może być wykorzystany na konsultacje, zebranie opinii, poprawianie projektów, które są najczęściej koszmarnymi bublami i zorganizowanie opinii publicznej do oporu przeciwko za- machom, na przykład na niezależny samorząd. 

To będzie najdziwniejsza kampania wyborcza jaką widziałem. Urzędujący od 26 lat prezydent, wybrany pięciokrotnie przez mieszkańców w bezpośrednich wyborach, cieszący się ogromną popularnością prezydent, będzie musiał przekonać swoich wyborców do „wypuszczenia” go z miasta. 

„Myślę, że sama moja decyzja, która na pewno jest zaskakująca dla wielu, spowoduje refleksję i zastanowienie nad argumentami, które za tym stoją”

Każdy żyje swoim codziennym życiem, zajmuje się własnymi sprawami i nie patrzy na dalekie perspektywy, nie chce się zajmować polityką bo ona odstręcza prawie wszystkich i w związku z tym nie wie jakie są za- grożenia. To jest taki bal na Titanicu, wszyscy jesteśmy w świetnych nastrojach, ale za chwilę zatoniemy, dlatego że wy- drenowane zostały właściwie wszystkie fundusze. Pieniądze, które miały wpływać w następnych latach są teraz konsumowane, zaciągane są kredyty na programy socjalne, w szczycie koniunktury gospodarczej! Nadchodzi spowolnienie, ceny zaczynają rosnąć, za chwilę podwyżki zjedzą wszystkie transfery socjalne. Służba zdrowia jest w totalnej zapaści, niedługo nie będziemy mieli gdzie się leczyć. Dobrze, że jest wsparcie dla rodzin, dla osób z niskimi dochodami. Problem w tym, że rząd w zasadzie wyłącznie rozdaje pieniądze, żeby budować swoją popularność, a nie zajmuje się innymi ważnymi sprawami. A to właśnie osoby o niskich dochodach są najbardziej zależne od państwa i usług, które powinno dostarczać. Jeśli padnie służba zdrowia, to bogatszych będzie stać na prywatnych lekarzy. Sytuacja jest fatalna, tylko nie wszyscy jeszcze to widzą. Widzą to eksperci, którzy w tym siedzą głęboko. Ja siedzę bardzo głęboko i widzę, więc reaguję.

To są rządy, które doprowadzą do katastrofy! Obywatel, który czuje się świadomy i odpowiedzialny powinien reagować. 

Jeśli prezydent Frankiewicz stanie się senatorem Frankiewiczem, to na jego miejsce premier wyznaczy komisarza, prawdopodobnie kogoś związanego z PiSem, który przez 90 dni będzie zarządzał miastem… 

Będzie organem wykonawczym, istnieje jeszcze rada miasta, to trzeba przypomnieć. 

Przejmuje kompetencje prezydenta. Nie obawia się pan tych 90 dni? Może się okazać, że to będzie na przykład 900 dni. 

Zgodnie z ustawą, a mam nadzieję, że prawo w Polsce ciągle istnieje, do 90 dni muszą się odbyć przedterminowe wybory prezydenta. Zakłada pan redaktor, że to będzie ktoś kto nie zna miasta, przyjdzie z zewnątrz i będzie działał na szkodę Gliwic? To by była fatalna recenzja PiSu… 

Nie zakładam. To może być ktoś kto zna samorząd, i to na każdym szczeblu. 

Nie znam takiej osoby w PiSie. 

Nie ma znaczenia kto to będzie… 

No właśnie ma, zgodnie z duchem ustawy, to jest ktoś kto administruje miastem do czasu wybrania nowego gospodarza. Jeżeli to ma być przyszły kandydat na prezydenta to jest to wykorzystywanie sytuacji do działalności politycznej i to jest wyjątkowo naganne. 

Były takie przypadki więc się tego wykluczyć nie da. 

Ale skończyły się marnie. 

Wiceprezydent: “Mieszkańcy potrafią docenić pracę”

8

Rozmowa z Adamem Neumannem, zastępcą prezydenta miasta

Kampania wyborcza w pełni. Kandydaci z różnych list prześcigają się w obietnicach. Co Pan proponuje w swojej kampanii?

Jestem zwolennikiem teorii, że kampania wyborcza zaczyna się następnego dnia po wyborach, bo następne już za kilka lat. Wszystkie działania osoby publicznej, a taką jestem od 12 lat, wpływają na wynik następnych wyborów. Codzienną pracę zawodową staram się wykonywać tak, by służyła w jak najlepszym stopniu wspólnocie samorządowej…

No właśnie, prezydent czy zastępca prezydenta miasta w przeciwieństwie od prezydenta kraju nie pełni tylko funkcji reprezentacyjnej.

Kiedy czytam niektóre dyskusje na portalach społecznościowych, widzę, że wyobrażenie o obowiązkach prezydenta i jego współpracowników daleko odbiega od rzeczywistości. Ogrom zadań przerzucanych sukcesywnie przez rząd na samorząd sprawia, że wielką sztuką jest takie ich prowadzenie, by pojedyncze decyzje dotyczące i tych dużych i tych małych tematów składały się w spójną całość i prowadziły do harmonijnego rozwoju miasta i rozwiązywania bieżących jego problemów. Nie da się wszystkiego zrobić natychmiast, nawet jeśli postulaty są słuszne, nie da się też równocześnie zadowolić wszystkich. Niektóre trudne decyzje, dobre w bliższej lub dalszej perspektywie dla większości mieszkańców, powodują aktywny opór tych, którym się nie podobają. Mam nadzieję, że mieszkańcy potrafią docenić całokształt działań w mieście. Akt wyborczy jest sprawdzianem i weryfikacją naszych dokonań.

Mówi się, że Lud chce „chleba i igrzysk”, a Pan mówi o długoletniej pracy i harmonijnym rozwoju. Kandydaci zwykle obiecują: drogę osiedlową, parking, plac zabaw, sygnalizację świetlną na pobliskim skrzyżowaniu, ścieżkę rowerową itp.

Istotnie, zwykle przed wyborami mamy festiwal obietnic. Niektóre pomysły warte są realizacji, a większość ich z punktu widzenia danej dzielnicy wydaje się „obiecywaczom” niezbędna. Nie wszystkie z uwagi na ograniczenia budżetowe, przyszłe koszty eksploatacji i „moce przerobowe” mogą być w bieżącym okresie zrealizowane. Rzadko też kandydaci w swych w programach wyborczych sięgają do tematów strategicznych, dotyczących całego miasta.

Jakich na przykład?

Gliwice z racji położenia w dolnym dorzeczu stosunkowo krótkiej, ale gwałtownie przybierającej w czasie opadów atmosferycznych Kłodnicy, są narażone na niebezpieczeństwo powodzi. Troską władz jest właściwe zabezpieczenie miasta przed potencjalnym zalaniem. Wiele można by tu mówić o zaniechaniach administracji rządowej (kiedyś RZGW dzisiaj Wody Polskie) i niewykonywaniu ich zadań ustawowych. Ale o tym przy innej okazji. Zdani na własne siły od lat prowadzimy działania, których celem jest stworzenie koniecznych zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Jednym z nich powinien być system polderów zalewowych, czyli terenów zieleni, które w okresach nie związanych z zagrożeniem powodziowym służyłyby mieszkańcom do rekreacji i wypoczynku a w czasie powodzi przyjmowałyby nadmiar wody. Niezbędne jest systemowe utrzymywanie, ulepszanie i rozbudowa kanalizacji deszczowej. Są to według mnie jedne z najistotniejszych zadań miasta. Dla dzielnic oddalonych od rzeki nie jest to tak nośny temat, jak nowy plac zabaw czy siłownia.

Coś jeszcze?

Szpital. Bez wątpienia Gliwicom jest potrzebny nowoczesny, o wysokim poziomie świadczenia usług medycznych. I znowu wiele by mówić o obecnym niewydolnym systemie ochrony zdrowia opartym o uznaniowe i arbitralne decyzje NFZ. Czy zadaniem samorządu terytorialnego jest dofinansowywanie źle działającego sytemu, za który odpowiedzialny jest rząd? Zapowiadamy jednak w programie wyborczym budowę nowego szpitala w nowej lokalizacji. Jesteśmy zdeterminowani. Sytuacja finansowa Miasta jest tak dobra, że budowa nowego kompleksu szpitalnego na miarę XXI wieku jest całkowicie realna. Proszę zauważyć, że wszystkie inwestycje zapowiadane i rozpoczynane przez „ekipę Frankiewicza” są w mieście wykonywane, kończone i oddawane do użytku. Podobnie będzie z nowym szpitalem.

To były przykłady tematów strategicznych, a co z tymi mniejszymi, lokalnymi? Czy o tych Pan zapomina? Mieszka Pan w Żernikach i wiem, że tamtejsi mieszkańcy „liczą na Pana”.

Jak wspomniałem na początku, najskuteczniejszą kampanią wyborczą jest codzienna systematyczna praca. Interesuję się sprawami dzielnicy. Jestem w stałym kontakcie z jej mieszkańcami, nie unikam rozmów – także tych trudnych. Razem rozwiązujemy problemy, ale też razem bawimy się i świętujemy. Regularnie w ramach moich możliwości czasowych uczestniczę w spotkaniach Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Żerniki i Rady Osiedla. Przede wszystkim staram się doradzać i podpowiadać, ale NIE ZAŁATWIAĆ. Zawsze to podkreślam: nieuczciwe byłby wobec mieszkańców innych dzielnic, gdyby wiceprezydent „załatwiał” coś dla swoich sąsiadów. Wszystkie dzielnice i wszyscy mieszkańcy powinni być traktowani porównywalnie.

Co Pan ma na myśli, mówiąc „porównywalnie”?

Obrazowo: z lotu ptaka nie powinno być widać, w którym rejonie mieszka prezydent lub jego zastępcy. Całe miasto powinno rozwijać się harmonijnie, nie ma mowy o specjalnych przywilejach inwestycyjnych czy wyższym poziomie usług komunalnych w jakiejkolwiek dzielnicy. Doceniamy przy tym inicjatywy i pracowitość lokalnych liderów, którzy działają sami lub reprezentują mieszkańców i w sposób kulturalny i odpowiedzialny przekazują ich potrzeby. Tak staram się działać z Żernikach i satysfakcjonujące jest to, że wraz z mieszkańcami tej dzielnicy razem przyczyniamy się do pozytywnych zmian i rozwoju dzielnicy.
____________________________
Adam Neumann
Urodzony w 1959r., mgr inż. mechanik energetyk, licencjonowany zarządca nieruchomości i wykładowca uniwersytecki kierunku zarządzanie nieruchomościami. Od urodzenia mieszka w Gliwicach, od 35 lat mąż Jolanty. Ojciec Roberta, Piotra i Katarzyny, dziadek Jakuba i Juliusza. Od 01.12.2006r wiceprezydent Gliwic.

Materiał sfinansowany przez KWW Koalicja dla Gliwic Z. Frankiewicza

Radny Jaśniok: “Słuchać należy naprawdę każdego”

4

Rozmowa z Michałem Jaśniokiem, gliwickim radnym i wykładowcą uniwersyteckim

Twoja przygoda z samorządem zaczęła się 20 lat temu. Od tego czasu Gliwice bardzo się zmieniły, a Ty wraz z nimi. Jak wyglądały te
początki?

Byłem wolontariuszem w jednej ze świetlic środowiskowych. W gronie społeczników rozmawialiśmy o systemie pomocy dzieciom. To właśnie w świetlicy środowiskowej pomagającej dzieciom poznałem Marka Pszonaka (red. obecny przewodniczący Rady Miasta), wówczas także wolontariusza. Miałem 22 lata i głowę pełną pomysłów. Pojawiła się inicjatywa, by spróbować o tym porozmawiać na szerszym forum, nie tylko jednego podwórka, na którym działaliśmy, lecz dzielnicy. Te dyskusje pozwoliły na poznanie liderów lokalnych, ówczesnych radnych, którzy zachęcili nas do kandydowania w wyborach. Tak się zaczęło i ten początek ma dla mnie znaczenie – to znaczy wpłynął na to, czym się zajmuję i jaka misja mi w tej pracy towarzyszy.

Początki chyba nie były łatwe?

Tak, ale miałem sporo szczęścia do ludzi, z którymi współpracowałem. W pierwszej mojej kadencji siedziałem na sali sesyjnej obok p. Iwony Filar, znanej nauczycielki, której wiele zawdzięczam – nie tylko tłumaczyła mi – młodemu studentowi – czym warto się zająć i jak robić to mądrze, ale także potrafiła wprost powiedzieć, że mogę zrobić coś lepiej. Jej szczerość była dla mnie bezcenna. Każdemu życzę takich osób wokół siebie. Było nas wówczas w Radzie Miasta aż pięćdziesięciu. To był dobry czas – mądrych, wspólnych decyzji, poznawania innych punktów widzenia i uczenia się politycznej tolerancji. Jednocześnie korzystałem z doświadczenia zdobytego w wolontariacie – praca w świetlicy nauczyła mnie znaczenia, które należy przywiązywać do pojedynczego człowieka, roli inwestycji w ludzi, a nie tylko w rzeczy materialne. Gdy po czterech latach uzyskałem najwyższy wynik wyborczy w swoim okręgu wyborczym (Zatorze, Szobiszowice, Centrum) radni postanowili, bym przewodniczył komisji ds. polityki społecznej. Tu też miałem dużo szczęścia – nie tylko dlatego, że inni radni służyli pomocą, ale i byli w stanie zaufać komuś bardzo młodemu. Średnia wieku w Radzie wynosiła wtedy 55 lat.

Najważniejsza rzecz jakiej nauczyłeś się przez te 20 lat?

Wyraźnie dostrzegam ją na swoim własnym przykładzie Jako debiutant miałem wiele pomysłów, dużo dobrej woli, ale starałem się robić wiele rzeczy naraz
i popełniałem błędy. Radni niemający doświadczenia, tacy jak wówczas ja, szybko orientują się, że sama dobra wola nie wystarcza – potrzebna znajomość przepisów, które szybko się zmieniają i na dodatek są naprawdę skomplikowane. Po latach wciąż mam dużo dobrej woli i energii do działania, ale wiem już, że praca radnego to nie sypanie pomysłami jak z rękawa i składanie obietnic dla uzyskania popularności, lecz przede wszystkim… słuchanie. Tak, doświadczeni samorządowcy mniej mówią, a chętniej słuchają.

Radnym często zarzuca się, że nie słuchają mieszkańców…

Mówiąc wprost – słuchać należy naprawdę każdego. Każdego kto ma coś sensownego do powiedzenia. Rozsądek pozwala potem na wyważenie różnych racji. Warto słuchać mieszkańców, to oczywiste, ale warto też zapoznać się z opiniami urzędników, nawet tych najbardziej niechętnych inicjatywie. Każda ze stron ma argumenty, które – początkowo zaskakujące – mogą okazać się bardzo racjonalne. Po wielu latach mam pewność, że praca radnego to właśnie umiejętność podejmowania nie zawsze popularnych decyzji uwzględniających bardzo sprzeczne niekiedy interesy. Warto nie zamykać się na opinie. Otwarta głowa, kreatywność i zaangażowanie to chyba najlepsze połączenie cech dla samorządowca.

Kolejny raz kandydujesz z list Koalicji dla Gliwic Zygmunta Frankiewicza, jak to się stało, że znalazłeś się w tej grupie?

Nieustanna walka między PO a PiS spowodowała, że w Radzie Miasta rosła liczba osób zmęczonych polityką warszawską. To byli radni niemający ambicji parlamentarnych – po prostu samorządowcy. Nie chcieliśmy się kojarzyć z żadną z ogólnopolskich partii – nie mieliśmy żadnego wpływu na ich działania, zresztą w ogóle nie chcieliśmy tego wpływu. Mieliśmy już sporo kadencji za sobą razem i wiedzieliśmy, że przebieg drogi bardziej na północ lub na południe nie realizuje ani postulatów lewicowych ani prawicowych. Myślenie kategoriami partii dla samorządowców nie ma żadnego sensu. Do takich myśli dojrzewali radni, dojrzewał prezydent. Teraz to już dla nas oczywistość.

Członkowie KdG pochodzą z różnych środowisk, co Was w takim razie łączy?

Tak, jesteśmy z bardzo różnych stron, ale różnice światopoglądowe nam zupełnie nie przeszkadzają. To daje nam właściwie niezwykłą okazję do wysłuchania z szacunkiem bardzo odmiennych opinii.Mocno na klubach radnych się spieramy. Nie mamy, wbrew temu, co niektórzy sądzą, jednolitego stanowiska. Owszem, potem w wyniku dyskusji zbliżamy się do tego wspólnego poglądu – im dłużej się rozmawia, tym lepiej rozumie się argumenty drugiej strony. Ostatecznie wychodzimy z pewną wspólną propozycją, która bardzo często jest zupełnie inna niż ta, od której zaczynaliśmy. Nawet radni z innych klubów przyznają, że tym, co nas łączy, jest nasza niechęć do populizmu. Zarówno prezydent, jak i radni jego klubu, znani są z tego, ze nie podejmują decyzji dla poklasku, dla uzyskania popularności. Myślimy o konsekwencjach swoich decyzji w przyszłości.To, co nas łączy, to po prostu brak populizmu.

Nie myślałeś nigdy o dużej polityce? Nie chciałeś iść do Sejmu, do Warszawy?

Nie. Wśród różnych moich cech jest ta, którą w sobie bardzo lubię. Nie mam ciśnienia, by iść w górę. Gdy czuję, że coś robię dobrze, chcę to robić nadal. Nie muszę piąć się wyżej. To daje mi jakiś wewnętrzny spokój, ale też poczucie spełnienia. Mam zresztą wątpliwości, czy odnalazłabym się w dużej, warszawskiej polityce. Jestem wolnym strzelcem, cenię niezależność. Nie czuję się dobrze w sytuacji, gdy pojawiają się przekazy dnia i każdy musi powtarzać to, co mu napisano.

Uczestniczyłeś w pewnym sensie w wojnie, która toczyła się kiedyś pomiędzy Platformą a Frankiewiczem. Jak wspominasz tamten czas? Teraz Platforma poparła Frankiewicza, myślisz, że to już jest koniec tego sporu?

Ten spór w ogóle nie miał charakteru programowego. Był wynikiem wzajemnych osobistych uraz. To był chyba najgorszy czas, jaki pamiętam z tych 20 lat, które spędziłem w samorządzie. Otrzymywanie uchwał pisanych na kolanie i drukowanych na 5 minut przed rozpoczęciem sesji, bez sprawdzenia ich zgodności z przepisami, bez kalkulacji następstw – to był naprawdę koszmar. Emocje były na sesjach tak duże i radni mówili publicznie w stosunku do siebie tak przykre rzeczy, że dotychczas świetnie rozumiejący się i współpracujący ze sobą ludzie przestali nawet witać si ze sobą. Szczęśliwie wszyscy uniknęli ryzyka wypowiedzenia o jedno słowo za dużo. Dziś mamy to za sobą – radni zrozumieli, że ich zachowanie oraz język, którego używają, wpływa na wizerunek nie tylko ich samych, ale i Gliwic.

Jak z punktu widzenia lokalnej polityki oceniasz poparcie – do tej pory niezależnego i tak już od lat prezentującego się prezydenta – przez dwie partie polityczne, Platformę i Nowoczesną?

Na tym poparciu prezydent korzysta w mniejszym stopniu, niż popierające go ugrupowania. Ktoś mógłby powiedzieć, że poparcie w ogóle nie było mu potrzebne. Jest jednak coś, o czym warto pamiętać. Ten gest stanowił wyraz poparcia dla pewnego stylu działania – PO i .N uznały, że mogą realizować swoje programy nie w wyniku walki, lecz współpracy. To na pewno nowa jakość. Nawet jeśli poparcie tych partii nie spowoduje wyższego wyniku wyborczego Z. Frankiewicza, to na pewno deklaracja poparcia przyniesie korzyść miastu. Unikatowy w skali regionu rozwój Gliwic związany jest w dużej mierze z polityczną stabilnością. Przypominam, że w głosowaniu nad sprawozdaniem z realizacji budżetu „za” głosowali wszyscy radni, podobnie było z głosowaniem nad budżetem miasta (tu przy jednym głosie wstrzymującym). Partnerzy Gliwic po prostu wiedzą, że miasto jest wiarygodne, a decyzje przewidywalne. Powiedziałem kiedyś, że Gliwice to wyższa kultura samorządności. Myślę, że to dalej aktualne i jest to – co warto podkreślić – także zasługą opozycji.

Tu od razu pojawi się zarzut, że w Gliwicach nie ma opozycji, prezydent Frankiewicz sobie wszystkich podporządkował, a to, co PiS, czy PO będą teraz przedstawiały w kampanii wyborczej, to jest pic na wodę, bo potem wszyscy zgodnie będą głosowali z Frankiewiczem.

Warto więc zobaczyć, jak odbywają się sesje, bo są przecież publiczne, bądź przyjść na komisję, bo tam toczą się szczegółowe dyskusje. Łatwo wówczas przekonać się, że na początku spór jest bardzo ostry, potem krzyżują się ze sobą argumenty i bardzo często kończy się to wspólnym wnioskiem. Jeśli Zygmunt Frankiewicz „kupuje” opozycję, to wyłącznie poprzez argumenty. Jesteśmy miastem akademickim, odsetek osób z najwyższym wykształceniem jest trzeci w Polsce, po Warszawie i Krakowie. Gliwice są miastem, w którym populizm nie ma szans.Krytykowanie opozycji za to, że nie jest populistyczna, że głosuje biorąc pod uwagę argumenty, a nie korzyści polityczne jest nieuczciwe.

To są argumenty natury jakiej? Finansowej, społecznej, politycznej?

Każdego typu – z wyjątkiem argumentów politycznych. Podział na partyjne bloki w samorządzie jest bez sensu. Dlaczego koś ma być przeciw dobrym projektom uchwał tylko dlatego, że jest z PiS, PO lub SLD? Są miasta, w których tak to się odbywa. Jesteśmy chlubnym wyjątkiem. Na razie. Oby jak najdłużej.

Często pojawia się zarzut, że prezydent jest technokratą i nie zwraca się w Gliwicach uwagi na takie
drobne, ludzkie potrzeby…

Że wszystko to, co robimy to działalność na rzecz przedsiębiorców?

Tak, że Koalicja i Frankiewicz dbają o gospodarkę, natomiast nie robi się tych rzeczy ludzkich, przyziemnych.

Te opinie są krzywdzące. Prawda dotyczy pierwszego elementu – tak, dbamy o gospodarkę, bo by móc dochód podzielić, trzeba go najpierw wytworzyć. Klimat inwestycyjny, rozwój biznesu są bazą budżetową, która powoduje, że sytuacja miasta jest wyjątkowo dobra. To nie może się zmienić. Powiem więcej – wspieranie przedsiębiorczości jest instrumentem polityki społecznej. Zamiast dawać zasiłek, Gliwice mogą zaoferować atrakcyjną pracę. Nie zmienia to faktu, że są także mieszkańcy, którzy znajdują się w sytuacji wymagającej wsparcia – długotrwale bezrobotni, niepełnosprawni, osoby starsze potrzebujące np. usług opiekuńczych. Z tego powodu wydatki na tradycyjną pomoc społeczną są w Gliwicach jedną z największych pozycji budżetowych. Ktoś może być zaskoczony, ale łatwo to sprawdzić. Co do innych działań – często słyszymy zarzut, że Gliwice oszczędzają na kulturze. To chyba kwestia efektywności działań. Jest w Gliwicach kilkaset wydarzeń kulturalnych na rok. Intensywność jest różna, sezon teatralny kończy się, zaczynają się teatry uliczne, potem festiwale muzyczne. Te wydarzenia są najczęściej celowane do określonych segmentów odbiorców, dlatego czasem sam uzmysławiam sobie, że trudno dostrzec skalę całości.

Rzeczywiście kultura jest, są koncerty, i to muzyki poważnej, i rozrywkowej, i historyczne wydarzenia, natomiast ta kultura nie wychodzi do mieszkańca, nie widać jej na ulicy.

Mamy Stację Artystyczną Rynek, w której wydarzenia kreują wręcz widzowie, bowiem celem jest animowanie społeczno-kulturowe lokalnej społeczności. Jest Łabędź w Łabędach, o odmiennym profilu kulturalnym, ale dokładnie takich samych zadaniach – animowania społecznego, pobudzania, przyciągania do kultury. W tych miejscach kultura wychodzi nie tylko „do mieszkańca”, ile i „od mieszkańców”.

Co zrobiłeś dla miasta przez te 20 lat? Pytam o rzeczy drobne – jako przedstawiciel swojego osiedla, ale też wiadomo, że radni nie głosują tylko nad ławeczkami na osiedlu, ale też nad dużymi inwestycjami Więc takie największe sukcesy, osiągnięcia?

Radni przede wszystkim tworzą lokalne prawo, tak jak posłowie i senatorowie tworzą prawo krajowe. Dyskusja np. o lokalizacji ławeczek jest dla mieszkańców bez wątpienia ważna, ale toczy się na forum rad osiedli. Zadaniem radnych powinno być tworzenie działań systemowych. Podam przykład. Jestem przewodniczącym rady Śląskiej Fundacji Wspierania Przedsiębiorczości w Gliwicach. To instytucja, która wspólnie z prezydentem cztery lata temu rozpoczęła projekt tworzenia klubów seniora. Takie miejsca udało się stworzyć w wielu punktach, także w mojej dzielnicy. Każdy ma swoją specyfikę – czasem bardzo blisko współpracuje z radą osiedla, czasem z parafią – wpływ mają na to konkretni ludzie tworzący te kluby. Rozwiązaniem systemowym, z którym jestem kojarzony w dzielnicy, jest doprowadzenie wiele lat temu do porozumienia między PKP a Miastem Gliwice, które skutkowało rozpoczęciem inwestycji w postaci przejścia dla pieszych łączącego Zatorze z centrum miasta pod torami kolejowymi. Udało się, bo nikt nie powiedział mi, że to niewykonalne (śmiech). Do najnowszych sukcesów zaliczam też kilka projektów, których mieszkańcy nie widzą tak wprost, ale bardzo mocno organizują proces podejmowania decyzji. Mam na myśli tutaj statut, który rodził się przez dłuższy czas w Radzie Miasta. Udało się ten proces przyspieszyć i połączyć różne koncepcje – wręcz ogień z wodą – i doprowadzić do powstania dokumentu, który satysfakcjonował wszystkich. Ten dokument ma ogromne znaczenia dla miasta, choć nie widać tego wprost. Dzięki jego treści proces podejmowania decyzji w radzie jest łatwiejszy. Byliśmy w stanie przewidzieć, jakie sytuacje mogą nastąpić i zabezpieczyć się pod tym kątem. Podkreślam – byliśmy – bo po latach mam absolutne przekonanie, że na sukcesy trzeba pracować w zespole, a nie w pojedynkę.

Wytłumaczmy może czym jest statut miasta, co to jest za dokument?

Organizuje on pracę miasta. To zbiór przepisów, stanowiących szkielet, do którego podpinane są dokumenty szczegółowe. Przyjęliśmy rzadko spotykane rozwiązanie, ale okazało się najlepszym z możliwych – pozwala to na elastyczne działanie rady i prezydenta. Mamy świadomość tego, że miasto to żywy organizm, który ewoluuje. Przykładowo – z biegiem lat zmieniają się radni, zmieniają się więc ich priorytety, pojawiają się nowe zadania, więc pewnych rzeczy nie wpisywaliśmy wprost, np. nazw i zadań komisji, lecz tworzyliśmy strukturę wzajemnie uzupełniających się przepisów. System, krótko mówiąc. Przewodniczyłem komisji, która pracę doprowadziła do końca. Dało nam to wszystkim dużą satysfakcję i… wpłynęło na poprawę klimatu w Radzie Miasta, o którym wcześniej rozmawialiśmy. Radni przekonali się, że zgodna współpraca między sobą i z prezydentem jest możliwa – potrzebny jest tylko konkret, wyraźny cel i uporządkowane działanie, które do niego mają prowadzić.

Wyobrażasz sobie, co będzie, kiedy zabraknie Frankiewicza? Pewnego dnia powie, że to już ostatnia kadencja, wystarczy.

Spokojnie. Mamy już ukształtowaną markę miasta, mamy ukształtowany jego profil, jest świetny klimat inwestycyjny, który bardzo wyróżnia Gliwice i je napędza w rozwoju, mamy specjalistów, którzy w ciągu tych lat pojawili się w różnych obszarach. To zasługa prezydenta i chyba w naszym wspólnym – mieszkańców – interesie jest, by kierował miastem jak najdłużej. Gliwice to już sprawnie nakręcony mechanizm. Jeśli pojawi się kiedyś następca – powinien tylko tego nie zepsuć. Następca albo następczyni.

___________________________________

Michał Jaśniok – urodzony w 1976 roku, doktor nauk ekonomicznych, specjalista z zakresu zarządzania strategicznego, wykładowca uniwersytecki. Od 1998 roku nieprzerwanie reprezentuje mieszkańców dzielnic Zatorze, Szobiszowice i Centrum jako gliwicki radny, od 10 lat prowadzi stronę www.jasniok.pl. Działa społecznie m.in. w Powiatowej Radzie Rynku Pracy i Śląskiej Fundacji Wspierania Przedsiębiorczości.

Podnoszenie prestiżu uczelni. Wywiad z rektorem

0

Z Rektorem Politechniki Śląskiej prof. dr. hab. inż. Arkadiuszem Mężykiem rozmawiał redaktor naczelny Marek Morawiak

Przyznam szczerze, że kiedy przygotowywałem się do tego wywiadu, nie potrafiłem się zdecydować od czego zacząć, ponieważ – tutaj bez słodzenia – tyle się ostatnio na Politechnice dzieje, dlatego poproszę, żeby Pan powiedział, co przez te dwa lata udało się osiągnąć, jaki jest największy sukces rektora, największy sukces uczelni?

Wydaje mi się, że naszym największym sukcesem w ostatnich dwóch latach jest podnoszenie prestiżu uczelni. Pozycja rankingowa Politechniki Śląskiej bardzo szybko wzrasta. W tym roku w Rankingu Szkół Wyższych Perspektywy znaleźliśmy się po raz pierwszy w historii w pierwszej dziesiątce polskich uczelni akademickich, odnotowując przy tym największy postęp spośród wszystkich szkół wyższych. Zajęliśmy także czwarte miejsce wśród wszystkich uczelni technicznych w naszym kraju. Tak znaczący skok jakościowy Politechniki Śląskiej doceniła w tym roku kapituła rankingu, która przyznała nam nagrodę specjalną – AWANS 2018. Czwartą pozycję w Polsce wśród uczelni technicznych zajmujemy również w rankingu szanghajskim (red. Akademicki Ranking Uniwersytetów Świata). Bardzo nas cieszy również rosnące umiędzynarodowienie uczelni oraz przygotowanie Politechniki Śląskiej do kształcenia studentów z zagranicy. Obecnie oferujemy szesnaście kierunków studiów w języku angielskim, a w kolejnych latach akademickich planujemy uruchomić pięć następnych. Oczywiście proces budowania pozycji międzynarodowej jest długotrwały, to kwestia kilku lat. Zdajemy sobie sprawę z tego, że najlepszymi ambasadorami naszej uczelni za granicą są właśnie absolwenci Politechniki Śląskiej z innych krajów. Dlatego też tak dużą wagę przykładamy do umiędzynarodowienia. Myślę, że skok w rankingach i umiędzynarodowienie to najważniejsze strategiczne kierunki, które nakreśliliśmy, uchwalając Strategię rozwoju uczelni na lata 2016-2020. Cały czas staramy się tę strategię realizować.

Tak, pamiętam. To był jeden z głównych punktów Pana programu wyborczego – „zapewnienie trwałego miejsca Politechniki Śląskiej w ścisłej czołówce polskich uczelni technicznych”. Rankingi mówią same za siebie, z faktami nie będziemy dyskutować. Kolejny punkt: zwiększenie dorobku naukowego i innowacyjnego uczelni. Gdyby Pan Rektor mógł w kilku zdaniach opowiedzieć, jakie to nowe kierunki i dorobek naukowy powstały w ostatnich dwóch latach.

Wzrost jakości badań naukowych prowadzonych na naszej uczelni potwierdzają również bardzo obiektywne wskaźniki. W przeprowadzonej w bieżącym roku akademickim na zlecenie MNiSW ocenie parametrycznej jednostek naukowych w Polsce Politechnika Śląska została bardzo wysoko oceniona. Jeden z naszych wydziałów – Wydział Inżynierii Środowiska i Energetyki – uzyskał kategorię A+, czyli najwyższą możliwą do zdobycia ocenę. Dziesięć wydziałów otrzymało wysoką kategorię A i tylko trzy wydziały kategorię B.To olbrzymi skok jakościowy, ponieważ wcześniej jedynie sześć jednostek naszej uczelni posiadało kategorię A. Obecnie najbardziej rozwojowymi kierunkami badawczymi na Politechnice Śląskiej są bez wątpienia kierunki kluczowe dla rozwoju cywilizacyjnego, czyli technologie związane z Przemysłem 4.0, technologie informatyczne oraz technologie z zakresu energetyki. Mamy naprawdę bardzo mocne zespoły badawcze w obszarze energetyki, zarówno jeśli chodzi o klasyczne źródła energii, jak i energetykę odnawialną. Bardzo przyszłościowym obszarem, który jest rozwijany przez naukowców z Politechniki Śląskiej, są także technologie lotnicze. Już od wielu lat na naszej uczelni są prowadzone badania z zakresu inżynierii materiałowej, których rezultaty są następnie wdrażane w przemyśle lotniczym. W ostatnim czasie udało nam się również uzyskać cztery certyfikaty Urzędu Lotnictwa Cywilnego, które umożliwiają certyfikowane kształcenie mechaników lotniczych śmigłowców i samolotów. Niedawno uzyskaliśmy także wpis w ULC naszej uczelni jako ośrodka w zakresie kształcenia operatorów dronów. Takie certyfikaty, poświadczające kwalifikacje zawodowe absolwentów i osób szkolonych, stanowią obecnie przepustkę na międzynarodowy rynek pracy. Ściśle współpracujemy również w tym zakresie z Górnośląskim Towarzystwem Lotniczym – zarządcą lotniska Katowice w Pyrzowicach. Zamierzamy ją również w niedalekiej przyszłości poszerzyć o kształcenie nawigatorów i pilotów. Warto dodać, że w 2017 roku po raz pierwszy uzyskaliśmy także dodatkową dotację na kształcenie kadr dla lotnictwa.

Wspomniał Pan o Przemyśle 4.0. Czy rzeczywiście przeżywamy czwartą rewolucję przemysłową, takie zjednoczenie człowieka z maszyną? Dzisiaj niemal każdego widzimy ze smartfonem ręku, mamy wirtualne chmury do przechowywania danych, mamy wirtualne modele niemal wszystkiego, Internet rzeczy, big data, tysiące aplikacji. Puśćmy wodzę fantazji – jak według profesora uczelni technicznej, rektora, może wyglądać świat za 10 lat?

Rzeczywiście dosyć trudno jest sobie pewne sprawy nawet wyobrazić. Jeżeli spojrzymy 10 lat wstecz i pomyślimy, jaki był poziom technologiczny, to nie wiem, czy znalazłby się ktoś wtedy, kto mógłby przewidzieć, na jakim etapie rozwoju będziemy obecnie. Przemysł 4.0 to kolejny etap rozwoju cywilizacyjnego. W jego kontekście mówimy także o Internecie rzeczy. Natomiast w tej chwili mówi się już właściwie o Internecie wszystkiego. To znaczy, że ludzie komunikują się z maszynami, a maszyny pomiędzy sobą na różnych poziomach ważności elementów całego systemu. Naprawdę niezwykle trudno jest przewidzieć, w jakim kierunku będzie się to rozwijać. Nie jesteśmy nawet w stanie przewidzieć, jakie zawody będą za pięć lat potrzebne na rynku pracy – tak szybko ten rynek się zmienia. Natomiast pewne jest, że nastąpi jeszcze większa informatyzacja i robotyzacja systemów, w związku z tym napotykamy na ogromny problem związany ze sposobami przetwarzania danych. To z kolei przyczynia się do rozwoju prac w zakresie technologii komputerowych, np. komputerów kwantowych, i technologii informatycznych. W tej chwili trwają więc prace nad rozwojem technologii, które pozwolą przetworzyć te ogromne ilości danych, a także dokonać ich analizy. Przemysł 4.0 to naturalna ewolucja systemów technicznych. To już się dzieje i tylko od nas zależy, czy będziemy tę ewolucję obserwować, czy kreować jej rozwój.

Rozwój technologiczny to również zagrożenia.

Nowoczesne technologie bez wątpienia ułatwiają życie i poprawiają jego komfort. Jednak płacimy za nie również pewną cenę. Jednym z największych zagrożeń jest na pewno utrata prywatności. Wiele osób obawia się także tego, że rozwój technologiczny spowoduje, iż w pracy zastąpią nas roboty. Jestem pewien, że takiego zagrożenia nie ma. Fakt, że te systemy się rozwijają, wcale nie oznacza, że ktoś nam zabiera pracę. Ta praca będzie po prostu inna.

Technologie Przemysłu 4.0 są bardzo imponujące i działające na wyobraźnię, ale w tej chwili coraz częściej mówi się o problemach socjologicznych związanych z rozwojem przemysłu.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że aspekt społeczny w kontekście czwartej rewolucji przemysłowej jest niezwykle ważny, dlatego też na Politechnice Śląskiej rozwijamy również projekty w tym kierunku. Nasze Kolegium Nauk Społecznych i Filologii Obcych m.in. wspólnie z zespołami z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz z niemieckich uczelni przygotowuje projekt właśnie w zakresie aspektów socjologicznych rozwoju przemysłowego i rewolucji przemysłowej. Ponadto nasi specjaliści z zakresu nauk technicznych i społecznych wspólnie organizują cykl międzynarodowych spotkań naukowych, gdzie szeroko dyskutowane są zagadnienia związane ze współczesnymi wyzwaniami cywilizacyjnymi, zarówno w kontekście technologicznym, jak i społecznym.

Chciałem jeszcze zapytać o edukację dualną, bo na to też uczelnia kładzie w ostatnim czasie duży nacisk. Jak student może pomóc firmie, a jak firma studentowi? Bo na tym polega program studiów dualnych, że student jednocześnie kształci się na uczelni, ale też w firmie?

W ramach studiów dualnych na Politechnice Śląskiej przyszli inżynierowie spędzają podczas każdego roku akademickiego nawet pół roku na stażach realizowanych z partnerskimi firmami oraz pół roku na uczelni, gdzie realizują pełen program kształcenia. W studiach dualnych prowadzonych na naszej uczelni nie chodzi jednak tylko o taką najprostszą współpracę na linii student i przedsiębiorca. Chodzi też o wdrożenie przyszłych absolwentów uczelni do nowego środowiska pracy. To jest problem chociażby Przemysłu 4.0. Postęp technologiczny w tej chwili jest tak szybki, że brakuje nowoczesnych i aktualnych podręczników, brakuje fachowej wiedzy, która jest potrzebna do dalszego rozwoju. Środowisko pracy zmienia się w sposób niezwykle dynamiczny. Nawet cykl wydawniczy podręcznika jest na tyle długi, że zanim ta wiedza zostanie przetworzona, spisana i wydana, to jest już w dużej mierze nieaktualna. Jeżeli nie wiemy, jakie zawody będą potrzebne za kilka lat, to przede wszystkim musimy wyrobić w naszych absolwentach kreatywność, umiejętność współpracy w zespołach, organizowania tej współpracy oraz zdolność rozwiązywania problemów. Jeśli absolwent będzie posiadał takie umiejętności i jeszcze dodatkowo posiądzie rzetelną wiedzę podstawową w zakresie matematyki, fizyki, mechaniki, wytrzymałości materiałów i programów komputerowych, to będzie w stanie się przystosować do każdego środowiska pracy. Główną ideą kształcenia dualnego jest bowiem to, aby absolwent, trafiając na rynek pracy, był już przygotowany do podjęcia swoich obowiązków zawodowych i aby mógł swoją wiedzę bardzo szybko aplikować. Studia dualne dają właśnie takie możliwości.

Studenci i przedsiębiorstwa chętnie uczestniczą w tym programie?

Studia dualne prowadzone na Politechnice Śląskiej cieszą cię dużą popularnością wśród kandydatów. W tej chwili rekrutujemy już trzeci rocznik studentów. Bez wątpienia również coraz więcej firm dostrzega możliwości, jakie niosą ze sobą tego rodzaju studia. Warto dodać, że inicjatorem ich powstania na Politechnice Śląskiej była Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna. Są one więc odpowiedzią na potrzeby współczesnego przemysłu. Każdego roku dołączają do nas kolejne firmy. Do tej pory głównie z branży motoryzacyjnej. Jednak w niedalekiej przyszłości współpraca zostanie rozszerzona o kolejne obszary nauki i przemysłu. Udało nam się bowiem uzyskać prawie 8 mln zł dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na realizację pięciu projektów studiów dualnych. Studia będą prowadzone na kierunkach: mechanika i budowa maszyn, transport kolejowy, logistyka oraz inżynieria materiałowa. Jednak chciałbym podkreślić, że w kształceniu dualnym relacja uczelnia – przedsiębiorca wcale nie jest tak prosta, jak to pozornie wygląda. To nie są po prostu staże i po prostu firmy. Przedsiębiorców dobieramy w taki sposób, aby zapewnili odpowiedni poziom technologiczny. Studia dualne, szczególnie na wyższych semestrach, powinny być bardziej ukierunkowane na problemowe podejście do rozwiązywania tych problemów technicznych, które mogą się w przyszłości pojawić. Dzięki temu problemowemu podejściu studenci znacznie szybciej przyswajają wiedzę teoretyczną, ponieważ widzą od razu aplikację tej wiedzy. To są również studia bardzo trudne, jeżeli chodzi o sam proces logistyczny. Nie możemy do jednej firmy wysłać bardzo dużej liczby studentów, ponieważ wtedy przeradza się to w typową praktykę. To musi być bliska interakcja. W związku z tym wysyłamy nie więcej niż 5 osób do jednego dużego przedsiębiorstwa. A zatem, aby zorganizować staże dla grupy 30 studentów przez cały cykl kształcenia, czyli 3,5 roku, potrzeba czasem około 10-12 firm.

Politechnika i miasto to jeden organizm, nikt nie wyobraża sobie Gliwic bez Politechniki Śląskiej. Ma to swoje konsekwencje, zarówno pozytywne, jak i negatywne. Mówi się, że to miasto technokratów, że ludzie z technicznym wykształceniem są mniej otwarci na kulturę.

Kształcenie na uczelni technicznej daje pewną precyzję myślenia i logikę. Absolwentów Politechniki Śląskiej można spotkać w różnych miejscach. To często dyrektorzy banków, prezesi spółek akcyjnych…

…dziennikarze.

Tak, i to dobrzy. Absolwent politechniki poradzi sobie wszędzie. Poza tym mamy w strukturze również Kolegium Nauk Społecznych i Filologii Obcych, które cieszy się sporym zainteresowaniem kandydatów na studia. Nie kształcimy więc jedynie na studiach technicznych. Gliwice to otwarte miasto, w którym osiedla się coraz więcej osób przyjezdnych. Zależy nam na tym, aby te osoby postrzegały Gliwice jako dobre miejsce do nauki, pracy i zamieszkania. I tak się zresztą dzieje. Zarówno Politechnika Śląska, jak i wciąż prężnie rozwijająca się Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna czy branża ICT, która jest dość mocno w tym mieście umocowana, powodują, że coraz więcej osób spoza Gliwic postanawia się osiedlić w naszym mieście.

Wiemy, że studiowanie to nie tylko nauka i praktyka, ale także zabawa…

Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie samą nauką żyją studenci. Ale tę część życia studenckiego w dużej mierze pozostawiamy osobom, które najlepiej wiedzą, czego im potrzeba, czyli samorządowi studenckiemu. Staramy się wspierać ich działania, jak tylko możemy. Dlatego na Politechnice Śląskiej prężnie działa Centrum Kultury Studenckiej „Mrowisko”, gdzie odbywa się szereg imprez kulturalnych dla studentów. Znajduje się tam również największy klub studencki na Śląsku – „Spirala”. Co roku nasz samorząd organizuje jedną z największych imprez w regionie – tradycyjne juwenalia studenckie, czyli Igry, które odbywają się już na Politechnice Śląskiej od ponad 60 lat. Każdego roku na igrowych koncertach bawi się nawet kilkanaście tysięcy osób. W kalendarz imprez akademickich już drugi rok z rzędu doskonale wpisuje się także Śląsk Maturzystom, czyli organizowane specjalnie dla młodzieży szkół średnich koncerty oraz piknik naukowy, dzięki czemu mogą oni jeszcze przed rozpoczęciem studiów poczuć studencką atmosferę. W tym roku zarówno Igry, jak i Śląsk Maturzystom po raz pierwszy odbyły się w nowej lokalizacji, czyli na terenach Areny Gliwice. Myślę, że był to dobry wybór.

Osobiście bardziej podobały mi się Igry na łączce przy hali OSiR, były bardziej klimatyczne i kameralne.

Nasza dzielnica akademicka bezpośrednio graniczny z terenami nowej hali widowiskowo- sportowej. Zależy nam więc na integracji tych sąsiadujących ze sobą przestrzeni. Powoli chcemy „wchłonąć” Arenę Gliwice do studenckiego miasteczka. Ten obszar jest jeszcze dość surowy, nie ma rozwiniętej gastronomii, ale jeśli ta infrastruktura się rozwinie, to w sposób naturalny życie studenckie się tam skoncentruje. Ponadto zaraz w sąsiedztwie znajduje się zmodernizowany Park Chrobrego, który już teraz przyciąga sporo mieszkańców. Jest to piękne miejsce i podczas weekendu można zobaczyć tutaj wielu gliwiczan. Łączka igrowa, na której w ostatnich latach były organizowane imprezy studenckie, również ma swój niepowtarzalny klimat. Wieczór grillowy był w tym roku piękny – pogoda nam dopisała. Sądzę, że wydarzenia studenckie można organizować częściowo w miasteczku, a częściowo na terenie Areny Gliwice. Z pewnością będziemy wykorzystywać potencjał jednego i drugiego miejsca.

Obserwując Pana aktywność, między innymi w mediach społecznościowych, można odnieść wrażenie, że jest Pan na wszystkich konferencjach, kongresach, spotkaniach i uroczystościach. Nie boi się Pan, że środowisko akademickie zarzuci Panu, że powinien się Pan zająć zarządzaniem, a nie bywaniem?

Mówimy o rozwoju cywilizacyjnym, a nowe media to ich element. Musimy docierać do naszych przyszłych kandydatów, a najłatwiej to zrobić poprzez media społecznościowe. Staramy się na ten obszar kłaść duży nacisk jako uczelnia. Nie mam natury celebryty i nigdy nim nie zostanę, natomiast poprzez uczestnictwo w różnych spotkaniach chcę również wypromować markę naszej uczelni. Zresztą w misji Politechniki Śląskiej mamy wpisaną także współpracę z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Staramy się więc tę misję realizować w taki sposób, żeby nie przesadzić, ale zaznaczyć, że Politechnika Śląska w tematach ważnych dla rozwoju nauki czy gospodarki ma również swój głos.

Tu postawmy kropkę. Bardzo dziękuję za rozmowę. 

 

Z Rektorem Politechniki Śląskiej prof. dr. hab. inż. Arkadiuszem Mężykiem rozmawiał redaktor naczelny Marek Morawiak.
zdjęcia: Justyna Rogatko

Borys Budka: „Teraz nie będzie trzeciej drogi”

3

Rozmowa z Borysem Budką gliwickim posłem, wiceprzewodniczącym Platformy Obywatelskiej i byłym ministrem sprawiedliwości

Zacznijmy może od woonerfu, wiem, że często tamtędy jeździsz, podoba Ci się ta przestrzeń?

-Ważne, że miejsce zaczyna żyć swoim życiem. Byłem tam w niedzielę itrudno było znaleźć miejsce, by usiąść. Na pewno jest to ciekawe rozwiązanie, wpisujące się w światowe trendy. Od dłuższego czasu od- chodzi się od całkowitego zamykania ulic dla samochodów na rzecz ograniczania ruchu. Zdaję sobie sprawę, że opinie gliwiczan są różne. Są tacy, którzy uważają, że to rozwiązanie jest złe, a nawet idiotyczne, ale nie brakuje i tych, którzy się nim zachwycają.

Powiedziałbym, że tak 9 do 1, większość jest przeciwna, to widać zdecydowanie po komentarzach w internecie. W niedzielę fajnie sobie usiąść, kiedy aut w centrum jest niewiele.W ciągu tygodnia auta i autobusy próbują się tam przeciskać i tworzy się niemały problem komunikacyjny.

-Należy więc poprawić błędy. Znaleźć lepsze rozwiązania komunikacyjne. Podejrzewam, że ktoś nie pomyślał, że wielkim kłopotem będzie mijanie się dwóch autobusów w tym miejscu. Ale nie powinniśmy od razu przekreślać całej idei zmian i przebudowy centrum. Należy ożywiać miasto. A błędy po prosu eliminować.

Jakie jeszcze błędy popełniono w Gliwicach?

-Gliwice się wyludniają, to jest zresztą niestety cechą wielu polskich miast. Jest taka ucieczka na obrzeża miast albo poza – do okolicznych gmin, co niestety nie jest dobrym rozwiązaniem dla miasta z punktu widzenia i podatkowego, i in- frastrukturalnego. To bardzo podraża koszty. Ten trend ucieczki z miasta należy odwrócić. Ale można to zrobić tylko poprzez zapewnienie w centrum miejsc, z których mieszkańcy będą na co dzień korzystać. I nie chodzi tylko i wyłącznie o żłobki, przedszkola czy szkoły, ale całą tzw. infrastrukturę czasu wolnego. Po godzinach pracy i w dni wolne miasto musi tętnić życiem. Gliwice mają potencjał. Starówka, rynek, tereny zielone, jak np. Park Chopina czy Chrobrego. Trzeba to umiejętnie wykorzystać.

Wyludnianie… Ty sam przeprowadziłeś się z Zabrza do Gliwic, jak Zabrze wypada na tle Gliwic pod tym względem? Wyludniania, pracy, przestrzeni, którą by można tak zagospodarować tak, żeby ludzie chcieli tam być?

-To są dwa zupełnie inne miasta. Struktura społeczna, dochód na mieszkańca, liczba podmiotów gospodarczych – Zabrze niestety wypada dużo gorzej. W Zabrzu spędziłem 33 lata. Jako nastolatek w latach 90 obserwowałem brak pomysłu na Zabrze. Popełniono dużo błędów. Władze wówczas nie były aktywne w przyciąganiu inwestorów, rozbudowie infrastruktury. Do tego doszedł spadek dochodów na skutek zmian gospodarczych i zamknięciu dużych podmiotów państwowych takich jak kopalnie i huta. Dopuszczono do tego, by w sercu miasta powstało centrum handlowe, co spowodowało całkowite „obumarcie” ruchu na głównej ulicy handlowej. Zamknięcie dla ruchu samochodowego części ulicy Wolności tylko wzmocniło ten niekorzystny efekt. Teraz trudno jest naprawić te błędy.

Żyjemy w takich czasach, że bardzo łatwo jest wsiąść w pociąg i pojechać do Katowicczy wsiąść – kiedyś w tramwaj, teraz w autobus i pojechać do Gliwic…

-Katowice są stolicą regionu. W naturalny sposób rozwijają się dynamicznie. Do tego dochodzi duża liczba studentów, a więc i sporo miejsc do spędzania wolnego czasu. Gliwice, dzięki determinacji władz ale i szczęściu, stały się najlepiej skomunikowanym miastem regionu, co z punktu widzenia przyszłego rozwoju miasta jest dodatkową zaletą. Największy węzeł komunikacyjny w tej części Europy to również wizytówka miasta.

Jeśli jesteśmy znowu przy komunikacji, jak oceniasz DTŚ?

Niewątpliwie Drogowa Trasa Średnicowa odciążyła centrum miasta. Widzimy to wszyscy. Natomiast są też pewne mankamenty. Trasa była projektowana kilkadziesiąt lat temu i nie wzięto pod uwagę tego, że utrudni ruch pieszy czy rowerowy w poprzek miasta. Mam tu na myśli osoby mieszkające w okolicach ul. Błogosławionego Czesława, a które chciałyby przedostać się na drugą stronę DTŚ-ki. To są błędy, które teraz ciężko naprawić.

Przejdźmydo pytani trudniejszych – opozycja nie ma na siebie pomysłu?

-Wychodzę z założenia, że odpowiedzialni politycy czy działacze samorządowi muszą mieć pomysł na miasto. Ale muszą to być konstruktywne rozwiązania i pozytywne propozycje. Nie da się zbudować dobrego programu opierając go wyłącznie na krytyce. Niestety, nadchodzące wybory samorządowe nie będą miały wyłącznie charakteru lokalnego. Jak widać z zamiarów partii rządzącej, kampania ogólnopolska, a więc polityczna, ma zdominować przekaz. W związku z tym również samorządowcy muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest ważniejsze – lokalne zaszłości, wojenki i spory, czy też budowanie dużego, proobywatelskiego, prodemokratycznego i prosamorządowego bloku. A co za tym idzie, czy na siłę forsować swoich kandydatów, czy też starać się znaleźć dobrych, wspólnych kandydatów.

Czy to znaczy, że Platforma może w Zabrzu poprzeć obecną prezydent Małgorzatę Mańkę-Szulik, a w Gliwicach prezydenta Zygmunta Frankiewicza?

-Na tę chwilę nie ma żadnych decyzji personalnych. Panią prezydent znam od 2002 roku. Jeszcze jako zabrzański radny nie raz zdarzało mi się wchodzić z nią w ostre spory. Ale zawsze były to spory merytoryczne. Jako poseł wielokrotnie wspierałem Zabrze. Wychodzę z prostego założenia, że skoro zostałem wybrany przez mieszkańców, moim obowiązkiem jest współpraca dla dobra miasta. Na razie zarówno w Zabrzu jak i w Gliwicach budujemy szeroki blok do rady miejskiej oraz finalizujemy program na najbliższe 5 lat. Mamy dobrych, przygotowanych kandydatów, którzy przedstawią mieszkańcom konkretne propozycje. Zdaję sobie sprawę, że kluczową rolę zawsze odgrywa prezydent. To osoba prezydenta musi być gwarantem, że będziemy w stanie zrealizować obietnice dane w kampanii. Jeśli podpisze się pod naszym programem, wtedy poparcie staje się realne.

Wróćmy do Gliwic w takim razie. Są dwie koncepcje wgliwickiej Platformie. Zbudować szeroki blok i nie wystawiać swojego kandydata co w kontekście przedstawionych argumentów jest sensowne ale jest też pewnego rodzaju przyznaniem się do sła- bości i druga -znaleźć osobę, która zawalczy o władzę zarówno z PiSem jak i z Frankiewiczem.

-Przede wszystkim nie można patrzeć na wybory samorządowe tylko i wyłącznie pod kątem jednego miasta. Jeżeli ktoś myśli, że celem może być tylko to, by dostać się do rady miejskiej i kolejne 5 lat spędzić na krytykowaniu wszystkiego wokoło, to powinien zapomnieć o kandydowaniu. Wybory samorządowe nie dotyczą tylko i wyłącznie miasta, ale również regionu. Dlatego tak ważna jest współpraca z samorządowcami, którzy podobnie jak Platforma Obywatelska sprzeciwiają się dalszej centralizacji, odchodzenia od Polski samorządnej. Z prezydentem Frankiewiczem współpraca na forum Związku Miast Polskich czy Śląsko-Zagłębiowskiej Metropolii układa się bardzo dobrze. Jestem przekonany, że ta współpraca powinna mieć miejsce również w Gliwicach. Tylko podkreślam, stawką w tych wyborach jest nie tylko to, kto będzie rządził w Gliwicach, ale także kto będzie zarządzał regionem. Jeżeli samorząd województwa przejmie PiS, to nie wierzę, by Gliwice, które będą miały prezydenta „antyPiS”, cokolwiek, poza pewnym minimum, zyskały z regionu. Jeżeli będzie wola porozumienia ze strony Zygmunta Frankiewicza, by wspólnie pracować również w wyborach do sejmiku, to ja nie wykluczam takiego porozumienia obejmującego zarówno Gliwice, jak i województwo. Najważniejsze by współpracę oprzeć nie na personaliach, a na dobrym programie dla gliwiczan i mieszkańców całego naszego regionu.

Nie ma trzeciej drogi? Wszyscy przeciwko PiS?

W tych wyborach nie będzie trzeciej drogi – każdy, kto nie będzie grał z PiS-em, będzie uznany za „antyPiS”. Dla Gliwic najważniejsze jest, żeby ten samorząd nie został przejęty przez partyjnych działaczy, którzy będą wykonywać polecenia z No- wogrodzkiej, a idea samorządności będzie im całkowicie obca. Jesteśmy gotowi na to, by rozmawiać z prezydentem Frankiewiczem o przyszłości Gliwic, o kolejnych pięciu latach. Jeżeli rozmowy się powiodą, to oczywiście możliwe jest tego typu po- rozumienie. Jestem za tym, żeby szukać tego, co nas łączy, a nie tego co nas dzieli.

Pytanie czy Frankiewicz potrzebuje tego poparcia… Mam wrażenie,że rozsądek Platformy Obywatelskiej wynika z jej słabości, kiedy Platforma była silna, to Frankiewicz był złym prezydentem, wtedy się z Frankiewiczem walczyło. Dzisiaj, kiedy Platforma jest w stanie przegrać wszystko nagle wszyscy są rozsądni i wszyscy chcą ze sobą współpracować…

-Nigdy nie jest tak, że winna jest jedna strona. Ale nie chciałbym wracać do przeszłości. Należy uczyć się na błędach. Raz jeszcze podkreślę, szukać należy tego, co łączy. Wspólnego spojrzenia na przyszłość Gliwic. I tego, co razem możemy zrobić. Gdyby zsumować wyniki Platformy i Nowoczesnej w ostatnich wyborach parlamentarnych to zdeklasowaliśmy PiS. Elektorat prezydenta Frankiewicza pokrywa się w przeważającej większości z naszym elektoratem. Co więcej, idę o zakład, że zdecydowania większość mieszkańców nadal kojarzy obecnego prezydenta z Plat- formą Obywatelską. Wkońcu był jej współzałożycielem.

Załóżmy inny scenariusz: Zygmunt Frankiewicz nie startuje, co wtedy? Zaczyna się wielka wojna, w której wszyscy wystawiają najmocniejszych kandydatów. Kto byłby kandydatem Platformy, Borys Budka?

-Jesteśmy przygotowani na taką ewentualność. Nie chciałbym mówić o nazwiskach, ale mogę zapewnić, że kandydat lub kandydatka zaproponowana przez nas będzie optymalnym rozwiązaniem dla mieszkańców. I w takim wariancie również wygramy wybory samorządowe. Nie oddamy Gliwic PiS-owi. Obiecuję.

Ostatnio byłem na dwóch Klubach Obywatelskich, spotkaniach, które organizujecie dla mieszkańców, mam trzy spostrzeżenia: młodych ludzi tam nie było prawie w ogóle, najważniejszy problem to „czy wypowiecie konkordat, jak już przejmiecie władzę” i kwestia trzecia brak programu. Ludzie na tych spotkania dopytują, gdzie jest program.

0Program samorządowy został przyjęty na jesiennej konwencji i od pół roku jest dostępny w Internecie. Pokazujemy dobre rozwiązania m.in. na rzecz seniorów i na rzecz młodych. Co najważniejsze, propozycje te tworzone są wspólnie z zainteresowanymi grupami i ekspertami. Te rozwiązania już działają w naszym regionie. Chodzi o programy „Śląskie dla seniora” i „Śląskie dla młodych”. Trzeci element, tak zwany sześciopak gospodarczy, w którego tworzenie była zaangażowana gliwicka poseł Marta Golbik, to konkretne rozwiązania dotyczące zmian w systemie ubezpieczeń społecznych i emerytalnych, opodatkowania pracy, instrumentów pobudzających rozwój innowacyjnych technologii. Ale należy też pamiętać, że rolą opozycji jest rozliczanie rządzących i odpowiadanie na ich propozycje. Jednak arytmetyka sejmowa jest nieubłagana, to zazwyczaj większość narzuca narrację, bowiem ma do tego odpowiednie instrumenty.

Sam mówisz, że PiS coś przedstawia, a Platforma kontruje. Kaczyński rządzi nie tylko swoją partią, ale jeszcze narzuca opozycji, w którą stronę ma iść.

-Na szczęście ten trend się zmienia. To my pokazaliśmy prawdziwą twarz PiS-u i ten niewyobrażalny skok na publiczną kasę. Obnażyliśmy systemowe rozwiązania, dzięki którym – w tajemnicy przed opinią publiczną – ministrowie, wiceministrowie, wojewodowie, dyrektorzy agencji i instytucji państwowych otrzymywali de facto drugie pensje, stały kilkutysięczny dodatek do wynagrodzenia. Tę bitwę zdecydowanie wygraliśmy. Bo jesteśmy w tym temacie wiarygodni. Przez 8 lat żaden minister rządu Tuska i Kopacz nie dostał ani grosza nagrody. Bo my – w przeciwieństwie do naszych następców – w polityce nie byliśmy i nie jesteśmy dla pieniędzy.

Platforma przez lata doskonale wyczuwała nastroje Polaków, potrafiła reagować na potrzeby, ale w pewnym momencie stra- ciliście tę umiejętność „czytania Polaków” do tego pojawił się jeszcze różne afery. Kaczyński doskonale te dwie rzeczy połączył i narzucił narrację: PiS – uczciwi, PO – złodzieje, PiS – patrioci, PO kłania się Niemcom, PiS walczy o godność, PO donosi na Polskę…

-Cała propaganda PiS oparta jest na kłamstwie. Na potrzeby kampanii wyborczej stworzono hasło „Polska w ruinie”, by potem w jednym z pierwszych wywiadów wicepremier Morawiecki z rozbrajającą szczerością przyznał, że w tak dobrej kondycji polska gospodarka nie była nigdy w historii. Potem stworzono mit „donoszenia na Polskę”, podczas gdy to europosłowie Platformy walczą w Parlamencie Europejskim o jak najlepszy budżet dla Polski. Ten rząd, rujnując naszą pozycję w Unii Europejskiej niekonstytucyjnymi działaniami w kraju oraz brakiem dialogu z naszymi partnerami, jednocześnie swoje niepowodzenia zrzuca na… Platformę Obywatelską. My walczymy o to, by działania PiS nie wyprowadziły Polski z Unii. Bo to realne zagrożenie. Wbrew temu, co mówią rządzący, mamy najbardziej antyunijny rząd w historii. To smutne. Bo Polacy, w zdecydowanej większości są proeuropejscy.

PiS obiecał zmiany i ich dokonuje.

-Uważam, że Polska potrzebuje zmian. Prawdziwych reform. Ale nie tworzenia PRL-bis. Bo niestety do tego to wszystko zmierza. Skrajna centralizacja, jednolitość władzy państwowej i podporządkowanie sądów politykom, monopole państwowe, wprowadzanie nowych podatków. PiS ma wyjątkowy dar. O ile czasami z ich diagnozami można się zgodzić, o tyle rozwiązania są absolutnie przeciwskuteczne. Natomiast obudowanie tego wszystkiego, niespotykaną od czasów PRL, propagandą przynosi na razie efek- ty. Ale do czasu…

Wiem co mi odpowiesz, że po 2,5 roku rzą- dzenia nie można wciążwszystkiego zrzucać na poprzedników, ale jednak to Wy byliście u władzy przez 8 lat.

Platforma nie była w stanie odpowiedzieć na rosnące oczekiwania Polaków. Skutecznie walczyliśmy z kryzysem gospodarczym, wyszliśmy z procedury nadmiernego deficytu, w czasach dekoniunktury nie musieliśmy obniżać świadczeń budżetowych. Jednocześnie rozwijaliśmy infrastrukturę, tworzyliśmy żłobki, przedszkola, wprowadziliśmy roczny płatny urlop macierzyński. Jak widać, to było za mało. Przegraliśmy z populistami. Niestety, tak się stało w wielu krajach na świecie. Ale odpowiedzialna partia nie może być populistyczna. Tak w naszym przypadku było ze stopniowym urealnieniem wieku emerytalnego do długości życia. PiS, obniżając wiek emerytalny, oszukuje Polaków twierdząc, że skutkiem tego nie będą głodowe świadczenia. To ekonomiczny analfabetyzm. Ale PiS, w przeciwieństwie do nas, nie patrzy na Polskę w perspektywie pokoleń, a jedynie przez pryzmat najbliższych wyborów, które za wszelką cenę chce wygrać. I to jest chyba ta najważniejsza różnica między nami.

 

Z Borysem Budką rozmawiał Marek Morawiak
Fot: Justyna Rogatko 

Zygmunt Frankiewicz: “Teraz nikt się nawet nie odważy przyznać, że kiedyś tak mówił….”

3

Rozmowa z prezydentem Zygmuntem Frankiewiczem o problemach gliwickich szpitali, stadionowych chuliganach, sytuacji politycznej i zbliżających się wyborach

 
Nie sposób nie zacząć od szpitali, to już jakaś czarna seria: najpierw szpital nr 4, teraz Vito-Med przy Radiowej, z czego wynikają problemy placówek w Gliwicach? 
-W ostatnim czasie wróciła okulistyka, mam nadzieję, że będzie wreszcie obiecana i podpisana dawno temu kardiologia. Radiowa musi mieć swój kontrakt i to na całość usług. O to musimy walczyć i nie wolno nam zrezygnować. To jest kompletnie nieuzasadniona, niezrozumiała sytuacja.
Co prezydent może zrobić w tej sytuacji? Zgodnie zustawami o samorządzie gminnym i zapewnieniu podstawowej opieki zdrowotnej, to właśnie na samorządzie spoczywa odpowiedzialność za szpitale. 
-Nie, dlatego że finansowanie ochrony zdrowia jest po stronie NFZ – i tutaj powtórzę coś, co mówiłem na konferencji – mieszkańcy całej Polski, w tym Gliwic płacą ogromne pieniądze na NFZ, gliwi- czanie płacą szczególnie dużo dlatego, że mamy niskie bezrobocie i wysokie płace, a w zamian dostajemy gorszą ochronę zdrowia. Porównajmy zabezpieczenie internistyczne Gliwic w stosunku na przykład do powiatu gliwickiego. Wychodzi na to, że powiat, który jest prawie dwukrotnie mniejszy, ma dwa razy więcej miejsc internistycznych. Gdzie tu jakaś analiza, gdzie tu jakaś mapa?
Z czego to może wynikać? Rzeczywiście jest to kuriozalna sytuacja i taka ciężka w sposób logiczny do wytłumaczenia, więc – nie chciałbym snuć teorii spiskowych – ale może służba zdrowia,to taki przedwyborczy kij do bicia samorządowców? 
-Ja wręcz nie chcę sobie tego wyobrażać. Sugerowalibyśmy wtedy, że grając zdrowiem i życiem jakiejś społeczności, załatwia się interesy polityczne. Przecież to jest zbrodnia, więc nie podejrzewam nikogo, że chce do takiej zbrodni przykładać rękę. Jak jest rzeczywiście, nie wiem.
 
Więc z jakiego powodu Gliwice otrzymują od NFZ tak niskie środki?
– Rozmawiałem kilka razy na ten temat z szefostwem NFZ, wielokrotnie pisałem i do NFZ i do ministerstwa, właściwie bez żadnej reakcji. Teraz doszło do sytuacji podbramkowej, której kompletnie nie rozumiem – w piśmie, które otrzymaliśmy podano argument, że Gliwice są zabezpieczone. Jeżeli przy połowie tego, co przypada średnio na 10 tysięcy mieszkańców w województwie, Gliwice są zabezpieczone, to znaczy, że w województwie śląskim jest dwukrotny nadmiar łóżek. To jest prosty i jakże absurdalny wniosek.
 Te problemy z finansowaniem to nie jest kwestia ostatnich dwóch lat, jak się niedawno okazało, Gliwice od dawna dostawały bardzo mało pieniędzy… 
-To prawda, myśmy zastali fatalną sytuację, czyli niedofinansowanie służby zdrowia, szczególnie w szpitalach. Potwierdzał to obecny szef oddziału NFZ i czyni starania, żeby te dysproporcje zmniejszyć. I mam nadzieję, że w ramach tych starań sytuacja Radiowej też zmieni się na korzyść.
 
Żeby podsumować już kwestię szpitali i w możliwie najprostszy sposób wytłumaczyć, jak to powinno funkcjonować: miasto ma stworzyć warunki do zapewnienia opieki zdrowotnej, czyli jak w przypadku Gliwic stworzyć miejską spółkę zarządzającą szpitalem,ale bieżącą działalność,czyli pieniądze na sprzęt i leczenie zapewnia NFZ? 
-Można tak powiedzieć, przy czym tak to powinno być w prawie skonstruowane, niestety jakość tego prawa jest tak marna, że to jest taka powiedziałbym korzystna interpretacja tego, co tam jest zapisane, dlatego że to jest nieczytelne, niespójne i każdy to czyta trochę inaczej, ale filozofia powinna być taka, jak pan redaktor przedstawił.
Może dlatego, że te szpitale nazywają się miejskie, za wszystkie problemy pacjenci obwiniają miasto?
– Ja myślę, że mamy jeszcze trochę w głowach pozostałości myślenia PRL-owskiego. Tego nikt na co dzień nie śledzi, ale pracownicy urzędu widzą, z jakimi rzeczami zwracają się do nas ludzie, o co nas oskarżają i można powiedzieć, że to jest trochę takie traktowanie prezydenta miasta, jak kiedyś pierwszego sekretarza, który mógł wszystko. Nie miał formalnie żadnych kompetencji, ale na telefon za- łatwiał mieszkanie, mięso w sklepie, żłobek, przedszkole, po prostu wszystko.Państwo teraz inaczej działa. Myślę, że zdecydowanie lepiej niż kiedyś. I przynajmniej chciałbym w to wierzyć, że jest państwem prawa, czyli każdy ma swoje uprawnienia i w ich granicach działa. W kompetencjach prezydenta wielu z tych rzeczy, oczekiwanych przez mieszkańców, nie ma. W tym między innymi i tych związanych z ochroną zdrowia.
 
To też nie jest do końca tak, przecież stworzono gminom możliwość dotowania służby zdrowia przez samorząd. 
-Zarówno poprzednie, jak i obecny rząd nie radzą sobie z wieloma problemami, decentralizują je, czyli spychają na samorząd rozwiązywanie rzeczy, które od bardzo dawna są nierozwiązywalne, w tym właśnie ochrona zdrowia. Tak, stworzono taką „możliwość”, czyli obciążono samorząd spłacaniem długów szpitali, które są niedofinansowane przez NFZ. Pozostawiono gminom tylko taki wybór: albo zlikwidować, albo sfinansować deficyt z miejskich pieniędzy. To jest takie zabijanie samorządu, dlatego że skala zadania, jaką jest ochrona zdrowia, jest tak gigantyczna, że nie ma możliwości, żeby ten deficyt uzupełniał samorząd. Gminy, jeżeliby zostały przymuszone do pełnego wyrównywania tych braków, to po prostu przestałyby się rozwijać, dlatego, że skasują wszelkie swoje nadwyżki finansowe.
Tutaj pojawia się nieśmiertelny argument „mamy 300 milionów na halę, a nie mamy na szpitale”… 
-Przypomina mi to argument, który był używany w 2002 roku na temat finansowania infrastruktury Strefy – przypomnę go, bo był bardzo nośny – mianowicie, biedne miasto – wtedy to jeszcze było biedne miasto – wydaje ogromne pieniądze, żeby bogaci, zachodni kapitaliści mogli zarabiać u nas pieniądze. Teraz nikt się nawet nie odważy przyznać, że kiedyś tak mówił. Dzisiaj, w jeden rok, przychody z samego tylko podatku od nieruchomości ze Strefy są równe połowie wszystkich poniesionych przez miasto kosztów.
Z halą jest podobnie? To nie pomnik pychy, jak twierdzą złośliwi, a pomysł na impuls rozwojowy? 
-Teraz, kiedy hala jest gotowa, kiedy są przygotowania do jej otwarcia, jeszcze nie można tego udowodnić, ale już widać tendencję. Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że to założenie ma wielką szansę na spełnienie się. To znaczy, że my ten impuls rozwojowy możemy dzięki tej hali uzyskać. Jeszcze wspomnę o czymś takim, że myśmy inwestowali nieprawdopodobnie duże pieniądze, to były miliardy złotych w okresie, kiedy tych inwestycji było w Polsce bardzo mało. Dzięki temu hala i DTŚ-ka kosztowały nas mniej więcej połowę z tego, co by kosztowały teraz. Nie mówiąc o tym, że trudno znaleźć jest wykonawców, więc to są wyjątkowo tanie inwestycje, jak na skalę tego przedsięw- zięcia. Nic lepszego nas nie mogło spotkać, a porozmawiamy o hali, mam nadzieję, że będę miał taką możliwość za parę lat i wtedy zweryfikujemy czy to był dobry, czy zły pomysł.
 
Kolejny gorący temat ostatnich tygodni, Piast Gliwice i to, co wydarzyło się podczas meczu z Górnikiem. Mocne reakcje, mocne słowa w oświadczeniach, wszyscy martwią się o stracone punkty, kibice,którzy dotychczas zapełniali stadion w połowie, a teraz będzie ich jeszcze mniej – i co dalej?
-Ostatnie wydarzenia to jest przyczynek do poważnej dyskusji, pewnego otrzeźwienia i zmiany sposobu postępowania wielu stron. Zamierzam przypilnować tego, co napisałem w oświadczeniu i doprowadzić do nowej jakości w tym względzie. To nie jest przypadek, że teraz kibice stali się agresywni na stadionie, proszę zwrócić uwagę, że to jest pierwszy tego typu wyczyn od chwili, gdy został wybudowany nowy stadion. Podobne zjawiska – takiej zwiększonej agresywności, czy pewności siebie kiboli można obserwować w wielu miejs- cach Polski – to jest pewien trend ogólny. Media kojarzą to z pewnym przyzwoleniem, to znaczy takim potraktowaniem, jak partnera ludzi, którzy na to nie zasługują. Podkreślam, że środowisko kibolskie w Gliwicach wcale nie jest takie silne. Na pewno nie tak, jak w innych miastach, więc powinniśmy sobie z tym stosunkowo łatwo poradzić.
Priorytetem powinno być napełnienie stadionu,ale to będzie możliwe, dopiero kiedy piłka nożna będzie się kojarzyć z rodzinną imprezą, sportowym piknikiem, gdzie każdy czuje się bezpiecznie. 
-W sytuacji, gdy z tak zwanego młyna są wykrzykiwane wulgaryzmy, to nie ma szans na osiągnięcie tego celu. To nie jest tylko kwestia tego ekscesu, wtargnięcia na murawę i przerwania meczu, zniszczenia mienia, to jest coś, co tam jest obecne na każdym meczu – wykrzykiwanie chamskich, wulgarnych haseł. Dlatego uważam, że należy się z tym po prostu rozprawić. Rozmawiałem z policją, rozmawiałem z prezesem klubu, każdy będzie robił swoje i przyzwolenia dla takich zachowań nie będzie. Albo się przyjmuje reguły gry i wtedy zapraszamy wszystkich, albo to niektórych trzeba będzie wyeliminować.
Ma pan świadomość, że tzw. kibole to nie jest tylko grupka nastolatków krzyczących na stadionie, to są często zorganizowane grupy, działające głównie poza boiskiem? 
-Ależ oczywiście, tym bardziej uważam, że należy się z nimi rozprawić. To środowisko nie może być zapleczem dla bandytów, ponieważ będziemy mieli większe problemy z bezpieczeństwem w mieście. Chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości. My będziemy robili swoje, klub będzie robił swoje, policja będzie robiła swoje. Miasto w oczywisty sposóbjest zainteresowane rozwiązaniem pro- blemu.
Na zakończenie polityka-zbliżają się wybory samorządowe – w Zabrzu PO, SLD i Nowo- czesna podpisały deklarację współpracy, możliwe, że wystawią wspólne listy i jednego kandydata na prezydenta miasta.W Gliwicach mówi się o zbliżeniu Zygmunta Frankiewicza z PO. Jak to naprawdę wygląda? 
-Zdania na temat działania Platformy w ogóle nie zmieniłem.I wszystko, co kiedyś mówiłem, mogę teraz powtórzyć. Krytykowałem Donalda Tuska i dalej mam krytyczny stosunek do jego rządów. Żałuję, że w Platformie nie ma, po zmianie władzy, odcięcia się od tego.To by bardzo pomogło. Platforma gliwicka, szczególnie ta reprezentowana w radzie, to jest dla mnie w ogóle niepoważny zestaw ludzi. Działania pod publiczkę, chwilowe, nieracjonalne, nielogiczne, często szkodliwe dla samej Platformy. Niezrozumiałe. Nie dotyczy to wszystkich radnych Platformy, ale żeby było o czym rozmawiać z tymi ludźmi, to musieliby kompletnie zmienić swoje podejście, bo to jest taka czysta destrukcja. W tej chwili nie ma tam żadnego pomysłu, nie ma nic konstruktywnego, jest tylko robienie zadymy.
Platforma zdaje się podzielona w ocenie Zygmunta Frankiewicza. Część działaczy chciałaby zbliżenia, zwłaszcza w sytuacji, gdy PO grozi przegrana w wyborach samo- rządowych z PiS.
-Ja nie chcę naprawiać gliwickiej Platformy, to nie moje zmartwienie. Jeżeli już, to mogę rozmawiać na temat ważniejszy – i dla gliwiczan i dla Polski, to znaczy, pewnej alternatywy dla tego bipolarnego, szkodliwego dla Polski układu PO-PiS, bo tak jak odnosiłem się krytycznie do rządów Platformy, tak teraz publicznie krytykuje wiele działań PiS.
 Ostatnio, kiedy rozmawialiśmy, mówił pan, że PiS nie wszystko robi źle…
-Nie, wiele pomysłów, które tam się rodzą, a nawet są realizowane, jest oczekiwa- nych, wręcz koniecznych. Na szczęście te zmiany się odbywają. Niestety, często poziom legislacji jest fatalny, tam jest mnóstwo niekompetencji i to krytykuję, a także większość, działań politycznych, bo ten sposób, te metody działania są dla mnie nie do przyjęcia. Nie można wszystkiego krytykować i to po żadnej ze stron, dlatego, że życie nie jest czarno-białe. Jak coś dobre, to należy pochwalić, a jak złe to skrytykować, tak staram się postępować, ale uważam, że sprawy Polski idą w złym kierunku. Skoro przez większość swojego życia pracowałem w samorządzie i mam swoje doświadczenie, to trudno mi spokojnie patrzeć, jak wiele spraw jest niszczonych. Dlatego angażuje się również w łagodzenie napięć, rozwiązywanie problemów, poprawianie złych ustaw.
Jest pan przewodniczącym Związku Miast Polskich oraz członkiem Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, bierze pan udział w tworzeniu prawa. jak wygląda współpraca z rządem? 
-Poświęcam temu teraz bardzo dużo czasu, te sztandarowe ustawy były przez nas, przez samorząd w bardzo dużym stopniu kształtowane, wprowadzaliśmy wiele zmian do projektów. Mogę powiedzieć, że wbrew temu co widać w przekazach medialnych, to 90% spraw przychodzi jako uzgodnione. I co więcej, powiem, że rząd przyjmuje – mogę nawet podejrzewać, że z pewną wdzięcznością – wiele naszych uwag i wdraża je. Kłócimy się w niektórych sprawach, które mają charakter polityczny.
Obawia się pan o to, jak zostaną przeprowadzone te wybory samorządowe? 
-Zagrożenie jest bardzo poważne, czas mija, a nie widać ruchów naprawczych. Poseł Andrzej Maciejewski, z ugrupowania Kukiz’15, przewodniczący sejmowej komisji samorządu terytorialnego na niedawnym zgromadzeniu ZMP, powiedział, że według nowego kodeksu, przeprowadzenie wyborów jesienią tego roku jest nierealne. Faktycznie, bez zmian, w ogóle nie ma szans na przeprowadzenie wyborów. Pierwszą, której trzeba dokonać, to jest kilkukrotne zwiększenie środków finansowych, dlatego że przy tych pieniądzach w ogóle mowy nie ma, żeby to się dało zrobić. Ordynacja została tak zmieniona, że wszystko jest droższe, podwójne komisje, kamery itd.
Sygnalizował pan wcześniej,że największym zagrożeniem będzie znalezienie urzędników wyborczych… 
-Przypomnę, że ta zmiana prawa była dokonywana w trybie poselskim, czyli ona praktycznie nie była konsultowana. Nie była w ogóle na forum komisji wspólnej, czyli rzecz, która dotyczy samorządów w tak dramatyczny sposób, bo to nie jest tylko kodeks, to są zmiany w ustawach samorządowych, w ogóle nie była z samorządem konsultowana. Ostrzegałem wtedy, że nie znajdziemy, a przynajmniej bardzo trudno będzie znaleźć urzędników wybor- czych. Jeżeli tych ludzi nie będzie, to wyborów też nie będzie. Więc ktoś kogoś znajdzie, tylko że ci ludzie nie będą kom- petentni. Przeprowadzenie wyborów jest ogromną i bardzo trudną operacją itrzeba wyspecjalizowanych, doświadczonych ludzi, żeby sobie z tym poradzili. Jeżeli się z łapanki zbierze ludzi, którzy będą za to odpowiedzialni, będą podejmowali tam decyzje, no to trudno liczyć na to, że to będą sprawnie przeprowadzone wybory.
Kto będzie kandydatem na prezydenta Gliwic z Koalicji dla Gliwic… Zygmunta Frankiewicza? 
-(śmiech) Pan redaktor dowie się, gdy tylko zostanie to ogłoszone.
Z Zygmuntem Frankiewiczem rozmawiał Marek Morawiak
Fot: Justyna Rogatko

„Sąd oczyścił mnie z zarzutów. To była polityczna zemsta, medialna nagonka”

2

Patryk Hodura, kiedy pod koniec 2014 roku został gliwickim radnym, miał zaledwie 21 lat, ale jego nazwisko było już na ustach niemal wszystkich…

…a to za sprawą, jak mówi, medialnej nagonki zorganizowanej przez jego ówczesnych kolegów z Platformy Obywatelskiej. Student prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego stał się wtedy, z dnia na dzień, czarnym charakterem mijającej właśnie kampanii wyborczej.

Przypomnijmy: Hodura startował w wyborach samorządowych z 4. miejsca listy PO w okręgu obejmującym osiedla: Czechowice, Kopernik, Łabędy i Wojska Polskiego. Otrzymał wtedy 627 głosów i został radnym. Kilka dni później w lokalnych, a nawet regionalnych mediach pojawiła się seria artykułów mówiących o prowadzeniu przez niego kampanii w sposób niezgodny z kodeksem wyborczym. Pisano wtedy o nielegalnie rozlepianych plakatach, zaklejaniu afiszy innych kandydatów, a nawet o złamaniu ciszy wyborczej.

Po dwóch latach od tych wydarzeń sąd oczyścił Patryka Hodurę ze wszystkich stawianych mu zarzutów. W krótkiej rozmowie radny opowiada swoją wersję wydarzeń.

Był pan kandydatem Platformy Obywatelskiej, czy kiedy pojawiły się zarzuty o nielegalne prowa- dzenie kampanii, ktoś z partii z panem rozmawiał?

-Zarzuty nie dotyczyły bezpośrednio mnie, lecz moich współpracowników. Osoba, która mi pomagała w kampanii została oskarżona o naruszenie ciszy wyborczej. Chodziło konkretnie o przyczepkę z banerem. Pojawił się zarzut, że podczas ciszy kolega jeździł tą przyczepą. Oczywiście sąd go uniewinnił. Drugi zarzut był taki, że kolega, który odpowiadał za wieszanie plakatów, robił to rzekomo w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Jego sąd także uniewinnił. Zarzuty były zgłaszane w trakcie kampanii? Nie. Wbrew temu, co twierdził Borys Budka, nikt się ze mną w czasie wyborów nie kontaktował. Nie było żadnych telefonów. Tych zarzutów nie było nawet zaraz po wyborach. Wtedy PO zgłosiła mnie nawet do pocztu sztandarowego.

Jeśli w trakcie kampanii i bezpośrednio po niej Platforma nie miała zastrzeżeń, to co się zmieniło, kto i dlaczego nagle te zarzuty podniósł?

-No właśnie „koledzy” z Platformy. Oczywiście to wszystko były kłamstwa. Uważam, że to był atak osoby, która miała lepszą pozycję na liście, ale mimo to nie dostała się do rady. Ja się dostałem i stąd ta zemsta. To było czyste polityczne działanie. Obrzydliwe.

Został skierowany wniosek o usunięcie pana z partii…

-O tym wniosku dowiedziałem się z mediów! Byłem tym bardzo zdziwiony. Nic nie wskazywało na taki obrót spraw. Nie wiedziałem co robić, siedzę sobie w aucie i przeglądam Facebooka, a tu nagle tytuł, że radny zostanie wyrzucony z Platformy. Natychmiast zadzwoniłem do Borysa Budki, żeby zapytać czy to prawda. Nie odebrał. Dzwoniłem do moich kolegów, do członków zarządu, rozmawiałem z Dominikiem Dragonem, wszyscy twierdzili, że nie chcieli się nawet zgodzić na moje wyrzucenie, nie widzieli żadnych podstaw, tylko zostali niejako zmuszeni do skierowania wniosku do sądu koleżeńskiego.

Nie czekając na decyzję sądu, sam pan zrezygnował z członkostwa w Platformie. Ucieczka przed nieuniknionym?

-Zrezygnowałem honorowo zaraz po tym, jak złożono wniosek. Dałem wtedy oświadczenie do mediów, że czuję się absolutnie niewinny, ale mało kto się nim zainteresował. Nie chciałem już współpracować z takimi ludźmi, oni mnie oszukali. Tak jak wspomniałem, o zarzutach dowiedziałem się z internetu. Przewodniczący Budka nie zadzwonił „Będzie zarząd, przyjdź, opowiesz swoją wersję”. Nikt mnie nie poinformował, że będą rozmawiać na mój temat. W ogóle ten zarząd odbył się pod moją nieobecność. Co najśmieszniejsze w czasie zaprzysiężenia w Ratuszu koledzy mówili, żebym został, że to się wyciszy, że potrzebni są ludzie w klubie. To jest dopiero szczyt hipokryzji, składać wniosek o usunięcie z partii za plecami i jednocześnie namawiać do zostania w klubie radnych, bo potrzebne są ręce do głosowania.

Wspomniał pan, że te zarzuty, wniosek i wypuszczenie informacji do mediów było zemstą. To bardzo mocne słowa…

-To typowa zemsta za to, że się dostałem. Byli ludzie wyżej ode mnie na liście, którzy byli pewni, wręcz przygotowani do tego, że radnymi zostaną. Jedna z tych osób spotkała się ze mną przed wyborami i próbowała przekonać, abym nie robił kampanii w całym okręgu wyborczym, ale tylko na jednym osiedlu. To był Jacek Trochimowicz, nr 2 na liście, pewniak, który na plakatach występował razem z Borysem Budką. Co do mediów, te artykuły były pisane na polityczne zamówienie, nawet pozwałem jednego redaktora za kłamliwe oszczerstwa, ale pozew został odrzucony, ponieważ… nie mogłem uzyskać jego numeru pesel.

Nie ma pan sobie nic do zarzucenia?

-Czuję się ofiarą tego wszystkiego. Inaczej wyobrażałem sobie politykę, dla mnie to działanie społeczne i pomaganie ludziom, a nie gierki. Takie typowe zagrania pod publikę i niszczenia drugiej osoby. Byłem ideowy i dalej jestem ideowcem tyle tylko, że zderzyłem się z murem politycznym. Chcę dalej działać społecznie, ale nie z takimi ludźmi. Nie z ludźmi bez honoru. Teraz chce przede wszystkim działać społecznie i pomagać ludziom. Chcę założyć stowarzyszenie, które będzie pomagało osobom bezdomnym. Chcę zorganizować bezpłatne porady prawne na terenie Gliwic. Przede wszystkim jestem społecznikiem. Chcę działać dla ludzi.

Mówi pan o ideowości, a pomimo młodego wieku jest już w czwartej partii, czy to nie konformizm?

-Byłem tylko w dwóch partiach, wcześniej w PO teraz w SLD. Zainteresował mnie Kukiz wchodzący na scenę poli- tyczną więc byłem na jakimś spotkaniu informacyjnym, z Korwinem się znam więc kiedy był na wiecu w Gliwicach, ktoś nas zobaczył razem i od razu poszła plotka w miasto. Zawsze miałem lewicowe poglądy, w PO też byłem w tym skrzydle, wiec przejście do SLD nie było żadną zmianą poglądów.

Obiecywał pan przekazywać dietę radnego na cele charytatywne, ale z tego co wiem nie robi pan tego.

-Chciałem zarejestrować fundację ale formalności trwały długo a dziennikarze już zdążyli to wykorzystać pisząc, że Hodura obiecał a nie daje, w związku z tym zacząłem wspierać organizację mojego kolegi Stowarzyszenie na rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie „Nadzieja”. Ja mam szczerze lewicowe poglądy i uważam, że słabszym trzeba pomagać.

Z Patrykiem Hodurą rozmawiał Marek Morawiak