sobota, 24 października, 2020

“Miasto udowodniło, że nie o mieszkańców tutaj chodzi”

0

Bardzo ważna rozmowa o Wilczych Dołach. Z Dawidem Pasieką i Wojciechem Kostowskim ze stowarzyszenia Zdrowe Miasto rozmawia Marek Morawiak.


Marek Morawiak: Walka o Wilcze Doły trwa, prezydent twierdzi, że chce zabezpieczyć szpital i mieszkańców przed powodzią. Dlaczego chcecie mu to zablokować?

Dawid Pasieka: Przez kilka miesięcy trwania tego sporu Miasto udowodniło, że nie o mieszkańców tutaj chodzi i nie oni są najważniejsi. Ten zbiornik ma być wybudowany przede wszystkim ze względu na planowaną w tym miejscu zabudowę, czyli dla przyszłych deweloperów. Argumenty o zagrożeniach powodzią dla szpitala wielospecjalistycznego i okolicznych mieszkańców są wykorzystywane na potrzeby propagandowe. 

MM: Niedawno wiceprezydent Śpiewok przyznał się, że są już inwestorzy zainteresowani tym terenem… 

DP: Wcześniej się o tym nie mówiło. A decyzja o budowie zbiornika zbiega się w czasie z oddaniem do użytku obwodnicy. Trzeba sobie też jasno powiedzieć, że w przypadku powodzi, zbiornik zapewni jedynie kilka godzin opóźnienia, osłabi falę, trzeba też pamiętać, że to nie Wójtowianka zagraża szpitalowi. Problemem jest Kłodnica i niedrożna kanalizacja.

Czyli ta inwestycja jest niepotrzebna?

DP: Jest potrzebna, ale ten projekt jest zły. Nie uwzględnia istniejącej infrastruktury, którą można wykorzystać, nie spełni żadnej funkcji w czasie suszy, jest za drogi, bo z powodu błędów w obliczeniach jest za duży i w efekcie jego realizacji zniszczony zostanie ceny przyrodniczo obszar. Ten projekt jest do zmiany i my taką zmianę proponujemy, ale prezydent tych argumentów nie przyjmuje do wiadomości. Zaryzykuję nawet, że ich tak do końca nie zna.

Wojciech Kostowski: Dla mnie oburzające jest, że Miasto latami ukrywało projekt, a zwłaszcza jego rzeczywistą skalę. Nie mówi się też, że ten zbiornik ma dodatkową funkcję – odbioru wody deszczowej z terenów silnie uprzemysłowionych, o bardzo wysokim stopniu zabetonowania. Projekt „udaje”, że dotyczy tylko tej zlewni istniejącej, rolniczej. Teraz prezydent zapewnia, że inwestorzy będą zobowiązani do zapewnienia retencji, ale w projekcie nie wyznaczono odpływów kontrolowanych – co powinno mieć miejsce przy takim obowiązku, nie było też o tym mowy na spotkaniu, które odbyło się w październiku.

Dla wszystkich jest chyba jasne, że sprawa jest przesądzona i zbiornik powstanie. Zorganizowane ostatnio „konsultacje” tylko to potwierdzają. Więc może już czas złożyć broń?

DP: Przede wszystkim to nie były konsultacje, tylko farsa. Jedno pytanie zamknięte, z wyborem dwóch wariantów, bez możliwości wyrażenia opinii. W dodatku mieszkańcy nie mieli żadnego wpływu na kształt obu wariantów. Brak jakichkolwiek mechanizmów weryfikacyjnych spowodował, że w ciągu 2 dni w 170 tysięcznych Gliwicach głos oddało pół miliona osób. W mojej ocenie ta próba udawanego, rzekomego „wsłuchiwania się w głosy mieszkańców” zakończyła się wielką kompromitacją prezydenta i osób odpowiedzialnych za przeprowadzenie tej akcji. Jeżeli prezydent, tak jak obiecywał w wyborach, chciałby słuchać mieszkańców, to zgodziłby się na modyfikację projektu zbiornika z uwzględnieniem kompromisowych postulatów mieszkańców.

Możecie jednak mówić o pewnym sukcesie. Koncepcje zagospodarowania to efekt protestów. Wcześniej nie było o tym mowy.

DP: Tak, można tak powiedzieć. Przyznał to nawet wiceprezydent Śpiewok. Jednak te przedstawione propozycje zagospodarowania, w kontekście tych wszystkich błędów, to tak naprawdę mydlenie oczu. To nie powinno tak wyglądać. Należało od początku planować kompleksowo. Nasza koncepcja i nasze argumenty pozwoliłyby ten teren zachować w prawie niezmienionej formie.

WK: Poza tym, to proponowane zagospodarowanie, nawet pięknie zaprojektowane przez dobrą pracownię, musi zacząć się od koparek i zniszczenia, wycinki prawie 700 drzew. Dopiero później można próbować to jakoś upiększać i to pod warunkiem, że znajdą się na to środki finansowe. My uważamy, że tego nie trzeba niszczyć i dewastować, w dodatku za kolosalne pieniądze.

Miasto ma nad wami przewagę – przygotowało wizualizacje, wydało 70 tysięcy gazetek, zleciło zrobienie filmu o powodziach, ma swoją gazetę, ma umowy z mediami na publikację przychylnych artykułów. Wy takich pieniędzy i możliwości nie macie, w zderzeniu z urzędniczą machiną jesteście na przegranej pozycji. Kolejny raz pytam: dlaczego tak uparcie walczycie?

DP: Na pewno pod względem budżetu nie jesteśmy w stanie konkurować z Miastem, które, co jest szczególnie bulwersujące, bez ograniczeń wydaje publiczne pieniądze – 30 tys. na film, 15 tys. na ulotki, 30 tys. na wizualizacje, 100 tys. na badanie opinii publicznej. Szczególnie przykre jest – mamy takie poczucie od początku – że nie jesteśmy przez prezydenta traktowani jako mieszkańcy, partnerzy, tylko jak wróg którego trzeba zniszczyć.

Starają się wam przyczepić łatkę grupki ludzi, która z powodu jednego drzewka, jednej żabki, nietoperza, czy „widoku z okna” blokuje ważną dla wszystkich inwestycję.

DP: Wydaje mi się, że w tym sporze, to my jesteśmy bardziej racjonalni niż władze. Na każdym kroku, gdzie tylko możemy, podkreślamy, że rozumiemy potrzebę powstania zbiornika, ale dostosowanego do realnych potrzeb i zgodnie z profesjonalnym projektem. Gliwice stać na to. To, co się dzieje, nie uwzględnia różnych interesów społecznych, uwzględnia tylko interes miasta, a to przecież da się połączyć.

To jaki Wy macie pomysł Wilcze Doły?

WK: Przede wszystkim, wykorzystanie istniejącej infrastruktury i uwzględnienie tych błędów, które wskazaliśmy, spowodowałoby, że zbiornik może być kilkukrotnie mniejszy. Wtedy nie trzeba pogłębiać terenu koparkami i wycinać niemal 700 drzew. Zbiornik kopalniany, stare kąpielisko oraz teren poniżej poligonu mógłby zmienić się w atrakcyjne rozlewisko, na tym terenie planowanego zbiornika można zrobić zaporę kamienną, a nie betonową, z niewielkim regulowanym lustrem wody. Byłoby ładnie, nowocześnie i komponowałoby się z przyrodą. W Gliwicach mamy za to takie projektowanie rodem z poprzedniej epoki – odwracanie biegu rzek, osuszanie mórz.

DP: Przykładem może być Ostropka. To, że ona czasem wylewa, to jest właśnie efekt jej wyprostowania, i tego, że jest w korycie. Rzeka, która meandruje płynie dłużej, zwalnia falę powodziową. Aktualnie w UE dotuje się renaturyzację rzek, ostoi przyrody i rekomenduje się, aby inwestycje prowadzić uwzględniając tego rodzaju aspekty.

Jeszcze raz pytam dlaczego? Pojawiają się głosy, że to jest akcja polityczna.

DP: Nie ma w tym żadnego politycznego interesu. Nigdy nie byliśmy i nie jesteśmy związani z żadną opcją polityczną, choć pomagali nam już politycy ze wszystkich opcji – z Lewicy, PiS i PO.

WK: Jesteśmy wewnętrznie jako grupa społeczników bardzo zróżnicowani. Jest u nas całe spektrum poglądów politycznych. Ważna jest sprawa i to, czy ktoś chce realnie pomóc, a nie barwy polityczne.

Jesteście z Sikornika i Wójtowej Wsi, gdyby taki zbiornik budowano w Żernikach albo Łabędach, też walczylibyście z takim zaangażowaniem?

DP: Gdybyśmy odkryli jakieś bulwersujące fakty, to na pewno mając już jakąś wiedzę i doświadczenie w tego rodzaju sprawach, moglibyśmy i chcielibyśmy pomóc. To chyba naturalne, że działanie musi zacząć się od tych, których problem bezpośrednio dotyczy.

Sprawę zbiornika zgłosiliście do Najwyższej Izby Kontroli. Dlaczego?

DP: Tak, wniosek został złożony. W pierwszym projekcie popełniono poważne błędy, w prostych matematycznych działaniach. Kluczowych parametrów nie zweryfikował kolejny projektant, nie sprawdzono tego również w koreferacie. To jest ten błąd, który tak naprawdę definiuje skalę projektu i jego koszty. Miasto obowiązuje dyscyplina finansów publicznych, tymczasem 360 tysięcy złotych wydano na projekt, 118 tys. na koreferat, 100 tys.  na badanie opinii publicznej, 30 tys. na wizualizacje, 30 tys. na film, a do tego te wszystkie dokumenty, teoretycznie profesjonalne, zawierają błędy, które na etapie wykonania mogą spowodować marnotrawstwo publicznych środków.

WK: My nadal będziemy o Wilcze Doły walczyć. Mamy tyle spraw rozpoczętych, tyle organów zewnętrznych jest już w to zaangażowanych, że to po prostu trwa i będzie trwać.

Wydawałoby się, że sprawa Wilczych Dołów i tak dużego, zaangażowania mieszkańców, zebraliście przecież 10 tys. podpisów, powinna zainteresować radnych. Czy zwracali się do was, proponowali wsparcie?

DP: Zaledwie kilku radnych próbowało „coś” robić w tej sprawie. Radne Budka i Filipkowska z KO, radny Chmielewski z PiS i radny Wróblewski z KdG, to były te osoby, które pisały interpelacje. Bardzo to smutne, bo rozmawialiśmy ze wszystkimi radnymi, dzwoniliśmy do nich, pisaliśmy pisma. Większość z nich pozostała bez odpowiedzi.

WK: Miasto cynicznie wykorzystuje nieprawdziwe informacje na temat zbiornika czy naszych działań, które pojawiają się w internecie i stara się nas przedstawić jako nierzetelnych, jako oszołomów, jako polityków, ale my naprawdę posługujemy się profesjonalnymi ekspertyzami i twardymi faktami.

Dlaczego?

WK: Po prostu nie chcemy żeby władza szła po lini najmniejszego oporu, marnując przy tym publiczne pieniądze i niszcząc nieodwracalnie zielone tereny. 

Kredytobiorca może skierować pozew przeciwko bankowi

Zapraszamy Państwa na ciekawą rozmowę z adwokatami reprezentującymi na co dzień klientów w sporach dotyczących kredytów frankowych przed sądami w Gliwicach. W jej trakcie pojawia się sporo ważnych informacji dla osób, które zastanawiają się nad wystąpieniem na drogę sądową przeciwko bankowi, który udzielił takiego walutowego kredytu.

Z adwokatami Maciejem Jansonem oraz Maciejem Puldą z kancelarii JPM Adwokaci z Gliwic rozmawia Marek Morawiak.


Marek Morawiak: Chciałbym porozmawiać z Panami o wciąż gorącym temacie kredytów frankowych.

Maciej Janson: Nie Pan jedyny, to ostatnio bardzo modny temat rozmów.

MM: Wiadomo, my Polacy najbardziej lubimy rozmawiać o polityce, a w tej sprawie politycy mieli wiele do powiedzenia, tylko jak zwykle skończyło się na deklaracjach, a frankowicze zostali pozostawieni sami sobie. Jak wygląda teraz ich sytuacja? 

Maciej Pulda: Faktycznie, ludzie zostali z pustymi deklaracjami i kredytami, których raty podwoiły się w stosunku do zawieranych umów kredytowych. Jedynym ratunkiem, jest dochodzenie swoich praw przed sądem, a tutaj sytuacja dość dynamicznie się zmienia. 

MM: Postępowanie sądowe to długa i skomplikowana procedura, do tego banki mają główne siedziby w Warszawie, procesy toczą się przez wiele lat.

MJ: Tak, postępowanie sądowe przeciwko bankowi nie należy do prostych, ale dziś możemy wytoczyć pozew przed sąd właściwy dla naszego miejsca zamieszkania, czyli nasza sprawa rozpatrywana może być przez sąd rejonowy albo okręgowy w Gliwicach. Opłata sądowa też nie jest znaczna, bo na dziś jest to 1000 złotych niezależnie od wartości kredytu. 

MP:  Samo postępowanie według obecnej praktyki nie jest wyjątkowo długotrwałe. Istotna trudność polega na prawidłowym sformułowaniu pozwu, właściwym określeniu żądania.

MM: Czyli prawidłowe napisanie pozwu wszystko załatwia? Brzmi zbyt pięknie.

MJ: Oczywiście nie. Napisanie pozwu to dopiero początek a i sam pozew jest skomplikowanym dokumentem odwołującym się do przepisów prawa cywilnego i bankowego, konkretnej umowy kredytowej i bogatego orzecznictwa sądów Polskich oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Musimy przyznać, że nawet w naszej kancelarii tylko niektórzy adwokaci zajmują się prowadzeniem tych spraw, bo konsekwencje błędnego postępowania to przegrana idąca w setki tysięcy złotych więc prowadzenie takich postępowań wymaga jednak specjalizacji. 

MP: Trzeba dodać, że niestety znane są przypadki kiedy sprawy dot. kredytów frankowych, banki wygrywały na skutek błędnego określenia żądania pozwu. Na własne oczy widzieliśmy sprawy, w których pełnomocnicy nie wiedzieli czy sprawa dotyczy kredytu indeksowanego czy denominowanego. Ba, zdarzało się, że pełnomocnicy wadliwie kompletowali dokumentację dotyczącą spłat kredytu. Takie błędy mogą kosztować bardzo wiele w procesie. 

MM: Ale to już mamy za sobą i teraz sprawę jest łatwiej wygrać?

Wójcik: Andrzej Duda dużo zrobił, żeby walczyć z pedofilią

Było głosowanie w tamtej kadencji, pamiętam, że posłowie PO, kiedy daliśmy projekt zaostrzenie kar dla pedofilów – między innymi w niektórych przypadkach nawet 30 lat pozbawienia wolności – to wyciągnęli karty do głosowania i wyszli z sali. – mówi Michał Wójcik, wiceminister sprawiedliwości w rozmowie z Markiem Morawiakiem.

Przyjechał Pan do Gliwic w ramach kampanii, żeby namawiać mieszkańców do głosowania na Andrzeja Dudę, ale akurat wtedy zaczęło padać.
Za to atmosfera była bardzo gorąca. Sam Pan widział, pomimo tego, że deszczowo nas przywitały Gliwice, to jednak sporo było ludzi. Jestem im za to niezmiernie wdzięczny. Cieszę się zwłaszcza dlatego, że z Gliwic pochodzi moja mama. 

Grzegorz Schetyna, z którym rozmawiałem kilka dni temu, chyba wolałby, żeby w dniu wyborów pogoda nie była najlepsza. Mówi, że słoneczna pogoda negatywnie wpływa na wyniki Platformy.
Nigdy na to nie patrzę. Przecież to jest kluczowy element demokracji – człowiek, który zostanie wybrany, musi mieć jak najsilniejszy mandat społeczny. Uważam, że jak najwięcej ludzi powinno wziąć udział w wyborach. 

Dobrze, pogoda nie ma znaczenia, a media, mają wpływ na wynik wyborów?
Zauważalna jest na pewno próba wpływania mediów na przebieg wyborów. To, co jest napisane bądź powiedziane w mediach, ma ogromny wpływ na kształtowanie świadomości ludzi, sposób powiedzenia, zaprezentowania czegoś ma duży wpływ na pewne sprawy – mówię o tym w kontekście zdarzenia, które miało miejsce w jednej z gazet. 

Chodzi o Fakt? 
Tak, chodzi o to, jak został pokazany prezydent Duda na okładce jednego z numerów. Uważam, że akurat ten artykuł był nieuczciwy. To było coś, co trudno mi było zaakceptować. To, co się stało w tej gazecie, to co ta okładka sugeruje, jest niedopuszczalne.

Podpowiedzmy czytelnikom, którzy być może jej nie widzieli — pierwsza strona, zdjęcie prezydenta, obok gromy napis: „Trzymał córkę, bił po twarzy i wkładał jej rękę w kroczę” i już dużo mniejszymi literami „Panie Prezydencie jak Pan mógł ułaskawić kogoś takiego?”
Nie ukrywam, bardzo mnie to zasmuciło i zabolało – z prostego powodu – Andrzej Duda jest człowiekiem, który dużo zrobił, żeby w Polsce walczyć z pedofilią. To on doprowadził do zmiany art. 240 w kodeksie karnym. Do 2017 roku w tym przepisie nie było uwzględnionej sytuacji, w której dajmy na to – ktoś jest świadkiem, posiada wiedzę na temat gwałtu na dziecku i nie informuje organów ścigania. Do 2017 roku taka osoba w ogóle nie ponosiła żadnej odpowiedzialności karnej. To Andrzej Duda doprowadził do zmiany tego przepisu. Oprócz tego doprowadził także do stworzenia rejestru pedofilów, do zaostrzenia kar z uwzględnieniem nieprzedawnialności tych przestępstw. Dlatego, jeżeli słyszę dzisiaj, że to on chroni pedofilów, to jest to po prostu skrajnie nieuczciwe. 

Chyba nie chce Pan powiedzieć, że PO broni? 
Kiedy było głosowanie w parlamencie w tamtej kadencji, to pamiętam, że PO, kiedy daliśmy projekt, gdzie było zaostrzenie kar – między innymi w niektórych przypadkach nawet 30 lat pozbawienia wolności – to wyciągnęli karty do głosowania i wyszli z sali. Przecież to jest nienormalne, to jest kompletnie chora sytuacja. Teraz zachowują się tak, jakby chcieli o tym zapomnieć. To my stworzyliśmy komisję do spraw pedofilów, oni nawet nie pomyśleli o tym. Więc jeżeli ktoś nie potrafił walczyć z pedofilią, to jest raczej formacja Pana Trzaskowskiego i śmiem nawet twierdzić, że mają wiele dzieci na sumieniu – przez to, że pewne rozwiązania powinny zostać przyjęte już wiele lat wcześniej. 

Zostańmy przy ochronie najmłodszych, o Panu mówią „minister od dzieci” – dlaczego tak mocno zaangażował się Pan akurat w sprawy dotyczące rodziny, adopcji, dzieci? Trzeba przyznać, że w tej kwestii dużo się zmieniło.
Bardzo dużo. Po to też zostałem ściągnięty do resortu sprawiedliwości przez Zbigniewa Ziobro – żeby uporządkować kwestię dotyczącą tzw. przestępczości transgranicznej. Chodzi o uprowadzenia, porwania dzieci za granicę. W ciągu kilku lat udało się w tym kierunku bardzo wiele zrobić. Po kilku latach mogę powiedzieć, że zrobiliśmy reformę w Polsce, dzięki której powstały nowe sądy – wyspecjalizowane sądy, które zajmują się takimi sprawami oraz wyspecjalizowani sędziowie. Wprowadziliśmy zakaz wywozu dziecka z Polski do czasu, kiedy nastąpi prawomocne rozstrzygnięcie sprawy. To jest bardzo ważne, wcześniej dziecko natychmiast po orzeczeniu pierwszoinstancyjnym mogło być wywiezione z Polski. Prokurator może teraz również wprowadzić skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, jeżeli zauważy jakąś rażącą niesprawiedliwość – tego również wcześniej nie było. Udało się też wywalczyć w UE projekt dotyczący poszanowania tożsamości dziecka – kulturowej, językowej, religijnej. 

Dziecko posługujący się językiem polskim, wychowujący się w wierze chrześcijańskiej, mogło trafić do rodziny muzułmańskiej, mówiącej po arabsku i na odwrót? 
Tak i nie powinno tak być. Ani w jedną, ani w drugą stronę. To łamie tożsamość dziecka. To my to zauważyliśmy, przygotowaliśmy projekt tej poprawki i wszystkie państwa UE ją poparły. Kosztowało nas to 2 lata ciężkiej pracy, a prawie nikt nawet tego nie zauważył. Zauważyły to jednak inne państwa, muszą zmienić swoje systemy prawne i dostosować je do tej poprawki – teraz sędzia musi pytać o pochodzenie dziecka, gdzie się wychowało, w jakim języku mówi. 

A co z odbieraniem dzieci przez niemieckie Jugendamty, o tym swego czasu było bardzo głośno – polskie dzieci urodzone na terytorium Niemiec były traktowane jak niemieckie. 
Tak, problem był i to bardzo poważny, ale dzisiaj już go nie ma. Dzisiaj nawet same Jugendamty dzwonią i mówią, że trzeba znaleźć rodzinę polską dla jakiegoś dziecka, które pochodzi z Polski. Zajęliśmy się również kwestią niealimentacji – art. 209 Kodeksu Karnego, który wcześniej był bardzo niejasno sformułowany. Nie wiadomo było, czy ktoś może być pociągnięty do odpowiedzialności, jeśli wpłacał co miesiąc jedynie część alimentów – nawet w bardzo niewielkiej kwocie. Dlatego my wprowadziliśmy prostą zasadę. Jeśli w przeciągu 3 okresów nie zostanie wpłacona pełna kwota, trzeba ponieść odpowiedzialność karną. 

Mieliście rozliczyć poprzednią ekipę, tyle mówiliście o przekrętach, o mafiach, o niesprawiedliwości, ale jakoś nie słychać o głośnych aresztowaniach. 
Proszę zwrócić uwagę, jakie państwo stworzyła PO za swoich czasów. Można było je grabić na setki miliardów złotych, bo niestety nie potrafiło się bronić. Przepis był wtedy między innymi taki, że jeżeli było podejrzenie o popełnieniu przestępstwa – wyłudzenia VAT – to trzeba było udowodnić co do złotówki o ile uszczuplono Skarb Państwa, więc to trwało bardzo długo, a kara, jaka mogła być to była sankcja przewidziana przez kodeks karny skarbowy – maksymalnie 5 lat pozbawienia wolności, czyli najczęściej kończyło się grzywną. Wyrywali setki milionów, jeśli nie miliardy, a sankcją miała być grzywna! To dla nich przecież był dobry żart. Wprowadziliśmy najwyższą w Europie karę za tego rodzaju przestępczość – 25 lat pozbawienia wolności. To jest cała masa rzeczy, to są dziesiątki ustaw, które wprowadziliśmy, żeby ten proceder ukrócić.

Kilka dni temu, wspomniany wcześniej Grzegorz Schetyna namawiał gliwiczan do głosowania na Trzaskowskiego, proszę mnie, teoretycznego wyborcę niezdecydowanego przekonać do głosowania na Dudę. 
Po pierwsze Andrzej Duda jest wiarygodny w przeciwieństwie do pana Trzaskowskiego. Andrzej Duda obiecał, że obniży wiek emerytalny i to była jego inicjatywa. Trzaskowski, który dzisiaj mami ludzi, że będzie wetował podwyższenie wieku emerytalnego, zapomniał, że w 2012 roku to jego formacja, konkretnie jego ojciec polityczny, Donald Tusk bez konsultacji z narodem, po prostu podwyższył wiek emerytalny, a Trzaskowski w roku 2016 w głosowaniu dotyczącym obniżenia wieku emerytalnego zagłosował przeciw – chciał żeby wiek emerytalny był wyższy. 

Pan mówi o Trzaskowskim, a ja pytałem o Dudę. 
Prezydent Duda jest wiarygodnym politykiem, Trzaskowski nie. To jest polityk gotowy powiedzieć dzisiaj, że on może maszerować w Marszu Niepodległości, chociaż jeszcze niedawno jego środowisko nazywało uczestniczących w nim Polaków faszystami. To on podpisał kartę LGBT, Andrzej Duda podpisał kartę rodziny. Dzisiaj mówi, że on jest przeciwny adopcji przez pary jednopłciowe, to tak naprawdę śmieje się nam w twarz. 

Każdy może zmienić zdanie. 
Zdarza się, ale wtedy się tłumaczymy, dlaczego ale on zmienił prawie we wszystkim, zaprzecza wszystkiemu już teraz, sam sobie za chwilę zaprzeczy, kim jest i z jakiego środowiska się wywodzi. Jeżeli on by wygrał, byłby to wielki cios dla Polski. To by oznaczało odwrócenie wielu reform. Ci ludzie, którzy kiedyś rządzili, oni by powrócili do władzy i śmialiby się z nas wszystkich, z naiwności Polaków. 

Wielki cios? To znaczy, co by się takiego Polsce stało? 
Jest wzrost gospodarczy, Polska radzi sobie pomimo wirusa, radzi sobie najlepiej w Europie. Ponad 90 miliardów poszło w trzy duże tarcze. Jeśli ktoś próbuje kontestować skuteczność tarcz, to niech posłucha tej podsłuchanej rozmowy Budki z Kosiniakiem, gdzie dyskutują, że to jest naprawdę dobre, a potem wychodzą na mównicę i mówią, że jest złe. Jak tak można oszukiwać ludzi? Zastanawiam się, jak można się na to nabrać? 

Rzeczywiście wskaźniki są dobre, ale uważa Pan, że to zasługa rządu? Pomogliście przedsiębiorcom w prowadzeniu działalności? 
CIT jest najniższy w Europie – 9%, obniżyliśmy PIT, stworzyliśmy Konstytucję dla Biznesu, czyli wiele ułatwień dla przedsiębiorców, dla startupów, zerowy podatek dla młodzieży do 26 roku życia. Tego wcześniej nie było. Dzisiaj młodzi ludzie nie muszą płacić podatku. Platforma nie miała się czym chwalić, to oni podwyższali podatki, ja to pamiętam – jak tylko przejęli władzę, podnieśli składkę rentową dla przedsiębiorców – to w nagrodę za to, że wygrali właśnie dzięki głosom przedsiębiorców. Niech te czasy już nigdy nie wracają. Polska to kraj demokratyczny, praworządny, fajnie się rozwijający, mający wręcz historyczną szansę na rozwój, ale mający niestety fatalną opozycję, wręcz destrukcyjną.

Schetyna: “Będziemy musieli zdefiniować PO na nowo”

To jest dobra konstrukcja, jest nowa, świeża, otwarta, absorbuje to co wchodzi w polityczną przestrzeń, ale sięga też do poprzedniego pokolenia politycznego. Jesteśmy na podium od 20 lat, o niektórych partiach nikt już nie pamięta. – mówi Grzegorz Schetyna, były wicepremier i przewodniczący Platformy Obywatelskiej w rozmowie z Markiem Morawiakiem.

Jest Pan zadowolony z wyniku meczu?
Pan senator Frankiewicz na pewno, ja mniej, bo to był taki mecz o brązowy medal. Byłem na meczu w Gliwicach, kiedy Śląsk Wrocław wygrywał 3:0, teraz było inaczej — Śląsk miał więcej okazji, wygrał Piast, ale to jest piękno sportu.

To tak jak w polityce, nie zawsze wygrywa najlepszy.
Chciałbym, żeby polityka była taka oczywista jak sport.

I taka czysta?
Trochę taka czysta, taka zasadnicza jak sport. W sporcie ten kto strzela więcej goli, zdobywa więcej punktów, ten wygrywa.

Polityka to też sport, tylko gra się na kilku boiskach jednocześnie, z wieloma przeciwnikami, nawet we własnej drużynie.
Tak, tej rywalizacji jest dużo, gra na wielu planszach, szachy z wieloma przeciwnikami, ale dzisiaj sytuacja jest bardzo prosta. Polityka, przez te kilka najbliższych dni, zawęża się do wyboru: Trzaskowski czy Duda.

Czyli na planszy mamy tylko po jednym pionku czarnym i białym? My Platforma jesteśmy biali, czyści, a PiS jest złym, czarny charakterem?
Każdy chciałby tak o sobie powiedzieć, że jest biały, nie tylko dlatego, że to szlachetny kolor, ale dlatego też, że w szachach biały zaczyna pierwszy, więc ma tę przewagę jednego ruchu.

To teraz zapytam o wynik wyborczy. Jest Pan zadowolony z 39% dla Trzaskowskiego w Gliwicach? Niby dużo, a jednak niewiele. Duda zdobył tutaj tylko 7% mniej — podkreślmy, w bastionie Platformy.
Ale Hołownia też sporo.

Czyli Hołownia to Trzaskowski?
Może nie tak wprost, ale to jest elektorat opozycyjny, ja składam te wyniki w kontekście drugiej tury. Patrzę na to, jak wygląda suma wyników: Trzaskowskiego, Hołownii, Kosiniaka i Biedronia. To jest mniej więcej to, co może być naszym celem w drugiej turze i w takich miastach, czy w takich regionach jesteśmy o te parę punktów z przodu, co oczywiście nie zwalnia z wielkiego zaangażowania, żeby wygrać zdecydowanie, bo jeżeli nie tu w Gliwicach, nie tu na Śląsku to gdzie?

Wrócę jeszcze do tych 39%, na tle poparcia dla — teraz już — senatora Frankiewicza, czyli 70%, w mieście przewodniczącego Platformy, Borysa Budki, w mieście Jerzego Buzka, zdobyć niecałe 40% to jest wynik, powiedziałbym, co najmniej alarmujący.
Zobaczy Pan w drugiej turze, bo wszyscy, którzy sercem i rozumem są zaangażowani po stronie opozycji demokratycznej, będą głosowali na Rafała Trzaskowskiego. Widzieliśmy to w Senacie, nie wszędzie było tak jak w Gliwicach z senatorem Frankiewiczem, ale wszędzie wygraliśmy o kilkadziesiąt tysięcy głosów. Na końcu liczy się tak jak w sporcie, kto zdobędzie ten jeden punkt więcej.

Pozostał jeszcze najważniejszy, języczek u wagi, Bosak i Konfederacja.
Nie przesadzałbym z tym znaczeniem Konfederacji. Po pierwsze mobilizacja własnego elektoratu, po drugie przejęcie jak największej liczby głosów pozostałych kandydatów opozycji, po trzecie przekonanie tych, którzy nie byli w pierwszej turze, że to są wybory o wszystko, to jest decyzja o tym, w jakim kraju będziemy żyć. Sprawa czwarta to wyborcy Bosaka. Oni są bardzo różnorodni, tam są narodowcy, tam jest dużo przedsiębiorców o bardzo wolnościowych przekonaniach, różni ludzie o różnych proweniencja politycznych, często z twardym sprzeciwem wobec tego, co się dzieje, z czym się nie zgadzają, bardzo emocjonalni z reguły. Trzeba po prostu z nimi rozmawiać. Nie można ich odtrącać.

To oni odtrącili Was. Krzysztof Bosak zapowiedział od razu, że nie poprze żadnego z kandydatów.
Ja nie mówię o Bosaku, mówię o wyborcach. Oni w dużej mierze głosowali na Kukiza i się zawiedli, często też rozczarowani są Platformą, PiS-em, innymi partiami, uważają, że może być nowa jakość. Trzeba im powiedzieć: słuchajcie, może być nowa jakość, nowy niezależny, pozapartyjny prezydent. Prezydent, który nie będzie zakładnikiem partii politycznej, nie będzie miał swojego szefa na Nowogrodzkiej.

Tylko na Wiejskiej 12, w siedzibie PO?
Rafał Trzaskowski będzie prezydentem ponadpartyjnym. Wierzę w to, to jest możliwe, trzeba wyborców przekonywać i nie można nikogo wykluczać.

Platforma za pół roku będzie obchodziła dwudziestolecie. Zaczynaliście jako partia chrześcijańskiej demokracji, partia konserwatywno-liberalna, centroprawicowa, w 2010 roku CBOS zrobił badanie preferencji wyborczych i wtedy już wyborcy PO identyfikowali się jako centrowi i liberalni, w badaniu z 2019 wyszło, że większość wyborców PO mówi o sobie jako centrolewicowych i lewicowych. Będziecie kontynuowali ten kurs?
Zaczynaliśmy jako ruch obywatelski, partię musieliśmy powołać ze względów organizacyjnych, przez pięć lat nie braliśmy dotacji z budżetu, przegraliśmy wybory prezydenckie i parlamentarne w 2005 roku i musieliśmy się przekształcić w partię, żeby mieć równe szanse.

Poszliście w lewo i zrobiliście miejsce dla chrześcijańskiej, konserwatywno-liberalnej Konfederacji.
Po części tak, ale uważam, że jesteśmy partią liberalno-konserwatywną, partią chadecką, jesteśmy afiliowani przy Europejskiej Partii Ludowej, ale gdyby porównać Polskę z 2001, kiedy zakładaliśmy Platformę i 2020 to naprawdę wiele się w Polsce zmieniło, wie Pan, jeżeli jest tak, że scena się przesuwa, a Pan jest w jednym miejscu i się nie przesuwa, nie otwiera na to, czego ludzie oczekują od polityki, jakie jest oczekiwanie nowego pokolenia, to Pan z tej sceny wypadnie. 20 lat to jest jedno całe pokolenie, przyszli zupełnie nowi ludzie do Platformy, mamy zupełnie innych, nowych wyborców. Trzeba wyciągać wnioski z historii, wtedy to jest dobra konstrukcja — jest nowa, świeża, otwarta, absorbuje to co wchodzi w polityczną przestrzeń, ale sięga też do tego poprzedniego pokolenia politycznego. Uważam, że w Platformie udaje się to utrzymać. Jesteśmy na podium od 20 lat, o niektórych partiach nikt już nie pamięta.

Są trzy lata do wyborów parlamentarnych, będziecie definiować Platformę na nowo?
Myślę, że po wyborach prezydenckich będziemy musieli to zrobić. To będzie wyzwanie, szczególnie, kiedy wygra Trzaskowski, wtedy kalendarz wyborczy bardzo przyspieszy, dlatego definicja opozycji musi być bardzo rzetelna i uczciwa.

A jeśli Trzaskowski nie wygra, to co się będzie w Platformie działo?
Nie biorę tego wariantu pod uwagę.

Ja muszę brać.
Zrobię wszystko, żeby wygrał.

A gdyby nie wygrał? Nie pytam przypadkowo, Borys Budka był kilka dni temu we Wrocławiu, więc teraz pan przyjechał na jego terytorium, szachy?
Rozmawiałem z nim wczoraj, nas parlamentarzystów z Polski na Śląsk przyjechało więcej, my walczymy o Śląsk w każdym miejscu. Zależy mi na dobrych relacjach, na takiej obecności. Mam przyjaciół w Gliwicach, jest Zygmunt Frankiewicz, który jest ikoną samorządu i świetnym senatorem i ma duży wpływ na politykę Senatu, jest Borys Budka przewodniczący PO. Gliwice są przykładem takiego platformerskiego sukcesu, więc ja uważam, że tutaj trzeba być, żeby wesprzeć miasto i powiat. Śląsk jest ważny dla nas, bo jest takim „swinging state” – jest województwem bardzo dużym, które jak przesuwa się w którąś ze stron, to decyduje o wyniku. Nam zależy na frekwencji, zwłaszcza że będą to wybory lipcowe.

Tak, pan zawsze mówił, że ładna pogoda gra na niekorzyść Platformy.
Tak, jak jest dobra pogoda, to ludzie mają inne aktywności.

Dlaczego w takim razie przyjechał Pan do miasta, w których Platforma ma wysokie poparcie?
Chodzi o mobilizację naszego elektoratu, kiedy ludzie widzą, że jesteśmy w Pyskowicach, Knurowie, Gliwicach i prosimy, żeby poświęcili 20 minut na wybory, to znaczy, że to jest naprawdę ważne. To są miejsca, których my nie możemy odpuścić.

To jaki wynik będzie miał Rafał Trzaskowski a jaki Andrzej Duda w Gliwicach?
62% dla Trzaskowskiego, 38% dla Dudy, sprawdzi Pan to, przyjadę kiedyś na mecz, to porozmawiamy.

Cały świat w jednym miejscu – rozmowa o sklepie EtnoBazar

Cały świat w jednym miejscu to hasło przewodnie, które przyświeca Panom już niemal od 6 lat. Skąd pomysł założenia orientalnego sklepu w Gliwicach? 
Podróżując do najdalszych zakątków kuli ziemskiej, wracaliśmy z plecakami wypełnionymi niepowtarzalnymi pamiątkami z każdego miejsca, jakie odwiedzaliśmy. Przedmioty wyszukane i zakupione na kolorowych targowiskach w Azji, Afryce, Ameryce Południowej zdobiły nasze domy i mieszkania, cieszyły oczy naszych przyjaciół. Coraz częściej pojawiały się prośby o to, by z kolejnych wypraw przywieźć więcej tego typu pamiątek. Efektem pasji podróżowania i dzielenia się nią z innymi są sklep internetowy EtnoBazar.pl i sklep stacjonarny EtnoBazar Showroom na parterze jednej z kamienic przy ul. Powstańców Warszawy 2. 

Jak radziliście sobie przez ostatnie 3 miesiące, czy sklep był czynny, czy klienci chętnie Was odwiedzali? 
Stworzyliśmy w drzwiach sklepu okienko dzięki któremu zapewniliśmy naszym stałym klientom bezpieczne zakupy i stały dostęp do najpotrzebniejszych produktów. Była to dla nas również okazja do przeprowadzenia w lokalu małego remontu, zmiany ekspozycji, przebudowania zakupowych alejek i jeszcze lepszego wyeksponowania naszych unikalnych produktów. To właśnie w tym tygodniu zapraszamy na oficjalne otwarcie sklepu EtnoBazar w nowej odsłonie. 

Od 1 do 3 lipca będzie można zrobić u Was zakupy z rabatem? 
Tak! Od środy do piątku przygotowaliśmy 20% rabat na cały asortyment i upominek dla każdego klienta. Myśleliśmy również o poczęstunku, ale z powodu reżimu sanitarnego jesteśmy zmuszeni z niego zrezygnować. 

Pobyt w Waszym sklepie to niemal podróż na drugi kraniec świata. Czy możecie w kilku słowach przybliżyć co znajdą tu wasi klienci? 
Zapraszamy gorąco do obejrzenia filmu, w którym w kilku słowach opowiadamy co można kupić w sklepie EtnoBazar Showroom.

EtnoBazar Showroom – sklep orientalny w Gliwicach

EtnoBazar Showroom – sklep orientalny w GliwicachTutaj znajdziesz rękodzieło z całego świata, kosmetyki naturalne i egzotyczne: indyjskie, koreańskie, arabskie, rosyjskie. To także obszerny dział kuchnie świata, kawy wietnamskie, herbaty i yerba mate. Jest też rozbudowany dział z ezoteryką: misy modlitewne, orgonity, świece czakralne, olejki eteryczne, kadzidełka. W dziale dom i styl życia: narzuty, łapacze snów, maski, figurki i rzeźby, orientalne dekoracje, a w dziale moda i akcesoria: szarawary (alladynki), tuniki, sukienki indyjskie, kolorowe torebki i etno biżuteria. Asortyment znajdziesz w sklepie stacjonarnym EtnoBazar Showroom w Gliwicach przy ul. Powstańców Warszaway 2 oraz online na stronie http://etnobazar.pl

Opublikowany przez Dzisiaj w Gliwicach Wtorek, 30 czerwca 2020

Gdybyśmy jednak mieli szybko opowiedzieć o tym co znajdą u nas klienci to zacznijmy od tego, że poszerzyliśmy asortyment działu Kuchnie Świata. Jest większy wybór przypraw, sosów i past, w jednej z ostatnich dostaw przyjechały dietetyczne produkty z mąki konjac.  Nieustannie rozbudowujemy dział ze zdrową żywnością, w ofercie pojawiły się na przykład nowe suplementy diety – certyfikowane ajurwedyjskie mieszanki owoców, ziół i wyciągów roślinnych. Są u nas także unikatowe produkty z Krety. Mamy prawdopodobnie największy wybór kaw wietnamskich w Polsce i jedną z największych ofert yerba mate w Gliwicach.

Ale EtnoBazar to nie tylko produkty spożywcze?
Bardzo ważny jest dla nas dział z kosmetykami – mamy już niemal 400 kosmetyków naturalnych (bez parabenów i SLS) oraz orientalnych – indyjskie, koreańskie, marokańskie, rosyjskie, długo możemy wymieniać! Opowiadając o tym co jest ważne dla naszych klientów nie możemy pominąć działu z ezoteryką – kadzidła, kadzidełka, kadzielniczki, orgonity, kamienie i świece czakralne. Na deser w tej opowieści zostawiliśmy dwa bardzo ważne działy. Pierwszy z nich to „dom i styl życia”: pufy, narzuty, orientalne dekoracje, a drugi z nich to dział „moda i akcesoria” w którym i tego lata nie zabraknie szarawarów (alladynek), indyjskich tunik, sukienek, etnicznej biżuterii i kolorowych torebek.

Dziękujemy za rozmowę. Nie pozostaje nam zatem nic innego aby czytelników Dzisiaj w Gliwicach zaprosić w progi EtnoBazaru! 


EtnoBazar Showroom
Gliwice, ul. Powstańców Warszawy 2
tel. 603-467-157, e-mail: biuro@etnobazar.pl
http://facebook.com/EtnoBazarShowroom

Frankiewicz: Wybór między rzetelną pracą a pozerstwem

Minęły już ponad dwa miesiące, od kiedy nie jest pan prezydentem, czy łatwo było się odzwyczaić od codziennego przebywania w Gliwicach, od przebywania w urzędzie, tych wszystkich spraw, którymi zajmował się pan jako prezydent miasta i przestawić się na nowe obowiązki?

Proszę uwierzyć, że są ku temu dobre okoliczności, mianowicie tyle pracy w nowym miejscu, że nie ma za bardzo czasu myśleć o tym co było. Wciągnąłem się w wir pracy i nawet nie rozpamiętuję. Oczywiście, sentyment do miasta zawsze będę miał, ciągnie mnie tutaj, ale teraz pracuję głównie w Warszawie. Z Gliwic się jednak nie wyprowadziłem i nie zamierzam tego robić.

Jak z perspektywy stolicy wyglądają Gliwice, zmienia się optyka na lokalne sprawy?

Mam teraz doskonałe potwierdzenia tego, co mówiliśmy przez lata. Jestem nowy w dużym środowisku i zdecydowanej większości tych ludzi jeszcze nie znam, a co dziwne oni znają mnie i na słowo Gliwice natychmiast niezwykle pozytywnie reagują. Powszechne przekonanie w środowisku parlamentarnym i w jego otoczeniu o naszym mieście jest wyjątkowo dobre -takie wzorcowe miasto.Ito w zależności od osoby, od tego skąd pochodzi, czym się zajmuje to różne sprawy gliwickie są rozpoznawalne.

A Piasta kojarzą?

Piast jest naszym sztandarem, tego nie można lekceważyć. Dla tych, którzy mniej interesują się szczegółowymi sprawami to jest najbardziej rozpoznawalny symbol naszego miasta i sporo się o tym mówi.

Czyli to inwestowanie w promocję miasta za pośrednictwem klubu jednak zaprocentowało?

Nie zawsze byłem, właściwie zwykle nie byłem wielkim zwolennikiem takiego wydawania pieniędzy, ale trzeba przyznać, że to dało niezwykły efekt. Podobnie jest z halą…

Właśnie miałem zapytać o Arenę, dzięki Eurowizji o Gliwicach usłyszała nie tylko cała Polska, ale też spora część świata. Tego nikt nie kwestionuje, ale wciąż pojawiają się pytania o zasadność budowy tej hali.

To jest gigantyczny wpływ, nie do przecenienia. Podchodzi do mnie obecna senator, czy prezydent miasta i mówią, że byli – tu w Gliwicach – na imprezie i pytają co w przyszłym roku. Jak już byli to się zainteresowali nie tylko programem na przyszłe miesiące, ale też miastem. To naprawdę działa i jestem zadziwiony, że ta renoma jest aż tak powszechna i tak silna.

Zauważył pan też zapewne, że nawet osoby, które dotychczas krytykowały pomysł budowy, dzisiaj robią sobie w hali zdjęcia i chwalą się jaki mamy świetny obiekt i imprezy?

Ale czy to pierwszy taki przypadek w Gliwicach? Przypomnę DTŚ, ile było awantury, wojny wręcz. Przecież my, reprezentując milczącą większość walczyliśmy o tę inwestycję przez kilkanaście lat. Pokonaliśmy nieprawdopodobne trudności i wiele osób, które teraz się tym chwalą, nam sypały piach w tryby całymi latami. Ta droga mogła być znacznie szybciej wykonana i bez takich nerwów i takich zagrożeń. Tak jest z wieloma innymi kontrowersyjnymi sprawami.

Tramwaje?

Jestem ciekaw, kiedy tak będzie z tramwajami. Dlatego że teraz, na ostanim zgromadzeniu GZM znowu wyszedł problem niebywale wysokich kosztów transportu. Analizują skąd to się bierze i… tramwaje. Następny projekt i kolejne coraz wyższe wydatki. Ten przyrost kosztów postępuje co roku. Nagle wszyscy dochodzą do wniosku, że trzeba zweryfikować, czy tramwaje powinny tak zabijać budżety miast. Zwłaszcza teraz, kiedy upowszechniają się autobusy elektryczne to jaką przewagę mają linie tramwajowe? Z małymi napełnieniami i bardzo drogą infrastrukturą, z trasami, których w razie potrzeby nie można zmienić? Za chwilę się okaże, że i w tym przypadku mieliśmy rację. Śmieci? Jakie to było dziwaczne, że przyjęliśmy dobrych parę lat temu metodę naliczania od powierzchni…

Ciężko jest wytłumaczyć, dlaczego mamy płacić od metrów a nie od liczby osób, które zamieszkują w lokalu.

Ciężko jest być może zrozumieć, wytłumaczyć jest łatwo. My nie mamy nieskończonej ilości rozwiązań, musieliśmy wybrać jeden z ustawowych czterech wariantów i my byliśmy tym wyjątkiem, który wybrał metodę naliczania od powierzchni. Inni wybrali te bardziej popularne, te które łatwiej jest wytłumaczyć jak pan redaktor powiedział i co? Teraz wiele miast, po kolei – i to tych znaczących – na czele z Warszawą, Wrocławiem, Łodzią, przechodzi na nasz system. To jest dowód wprost, że po ciężkich doświadczeniach ludzie wybierają to, co myśmy wybrali od razu i ja nie twierdzę, że to jest doskonałe, wszystkie metody są wadliwe. Ta nasza, koniec końców, daje najlepsze rezultaty dla mieszkańców.

Przez wiele lat nie udało się załatwić pewnych kwestii jak obwodnica, remont drogi Kozłowskiej, centrum przesiadkowe, teraz wszystko w dwa miesiące, wszystkie te umowy nagle zostały podpisane. Pan komisarz uścisnął dłoń pana wojewody i wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się finalizuje.

W dwa miesiące żadna z tych rzeczy się nie załatwiła. To jest tylko przypinanie sobie orderu za nie swoje zasługi, to jest kampania wyborcza i to taka dość niesmaczna, oczekiwałbym trochę przyzwoitości od tych osób, ale to jest niestety nadmierne w stosunku do nich oczekiwanie. To wręcz bezczelne, że przypisują sobie nie swoje zasługi. Wniosek o dofinansowanie z Programu Dróg Lokalnych do obwodnicy południowej był złożony w maju. Kto wtedy był prezydentem, kto podpisywał te wnioski i umowy? Dofinansowanie do budowy centrum przesiadkowego to sprawa, którą zaczęliśmy kilka lat temu. Teraz ktoś nowy wychodzi i przedstawia siebie jako sprawcę tych sukcesów. To jest taki wybór między rzetelną i uczciwą pracą a pozerstwem, jak się wybierze pozerstwo to poźniej się ma marną przyszłość, jak się wybierze tę mało efektowną, ale rzetelną, codzienną pracę to po latach ma się efekty.

Populizm jest łatwiejszy, przyjemniejszy dla ucha, łatwiej się nim posługiwać…

Ci ludzie nic innego nie mają do zaoferowania. To jest czysty populizm, proszę z resztą zwrócić uwagę na to, co robi pan komisarz – sprawy bieżące leżą. W cztery osoby mieliśmy co robić, a on mając mało czasu zamiast zajmować się zarządzaniem miastem, głównie robi kampanię wyborczą. Jeśli już się czymś zajmuje to odgrzewaniem użytkowania wieczystego. Czy to jest właściwe zadanie dla osoby, która ma tylko przejściowo zarządzać miastem? To są sprawy, które sięgają skutkami po kilkadziesiąt lat w przód i nie powinny być instrumentalnie używane w kampanii wyborczej.

No właśnie, pan zna wszystkich kandydatów, z wszystkimi swego czasu pan współpracował, dlaczego właśnie Adam Neumann? Jakie cechy przemawiają, pana zdaniem za tym, że Neumann jest lepszym kandydatem niż na przykład inny były wiceprezydent- Moszyński?

Po wielu latach mojej pracy w Gliwicach mogę powiedzieć, że dopracowałem się niezwykle wartościowego zespołu i ten, który tu ostatnio funkcjonował, był najsprawniejszy i najefektywniejszy z wszystkich kadencji. To są kompetentni ludzie, z których każdy zna się na swojej dziedzinie i potrafią ze sobą wspołpracować. To sobie ceniłem i to dobrze działało. Adam Neumann ma najdłuższy staż i był pierwszym zastępcą, więc to był naturalny wybór.

Pojawia się takie stwierdzenie, że pan porzucił Gliwice, mógłby się pan do tego odnieść?

To zapewne mówią ci, którzy od dawna twierdzili, że ja tu jestem za długo więc nie traktuję tego poważnie. Ja mówiłem o swoich intencjach, mogę to powtórzyć. Bez ratunku na poziomie politycznym, samorząd zostałby zniszczony i ja w tej walce o samorząd na poziomie Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu i Związku Miast Polskich byłem skuteczny. Razem z Jackiem Karnowskim (red. prezydent Sopotu) byliśmy twórcami tzw. paktu senackiego, który pomimo wielkiego sceptycyzmu zadziałał – mamy większość w Senacie a ja jestem przewodniczącym Komisji Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej – to jest doskonały przyczółek, żeby bronić samorządu. Co już z resztą robimy, to już widać, pierwsze merytoryczne posiedzenie Senatu, pierwsze starcie i widać, że ekipa samorządowa jest niezwykle silna i aktywna. Także ci, którzy ten samorząd tak źle traktują będą mieli z nami problem. Po to tam poszedłem i mogę powiedzieć, że było warto. Pod warunkiem, że w Gliwicach nie wygra wyborów ktoś, kto zniszczy miasto i dorobek nas wszystkich mieszkańców.

Przed wyborami mówiło się, że to będzie starcie kandydat Frankiewicza kontra kandydat PiSu. Plan się chyba trochę panu posypał – kandydatów jest czterech i PiS, przynajmniej oficjalnie, nie popiera żadnego z nich.

PiS moim zdaniem robi błąd, ale nie będę komentował, nie moja sprawa. Ważne jest to, że po naszej stronie jest jeden kandydat. Pozostali kandydaci raczej myślą o sobie, o swoich karierach – tak sądzę, to jest moja opinia – znam ich i wiem jakie mają umiejętności, jakie doświadczenie i jak do tej pory działali. Te populizmy, które pojawiają się w kampanii tylko to potwierdzają. Gdyby miastem mieli zarządzać populiści to ono straciłoby pozycję, tę dynamikę, te szanse które się pootwierały. Chciałbym podkreślić i zaapelować do ludzi, którzy ufali mi przez lata, że wybór Adama Neumanna na prezydenta to najlepsza szansa na kontynuację dobrej passy.

Gliwice wybierają: Adam Neumann, Koalicja dla Gliwic

Ograniczenie ruchu na starówce, nowy pomysł na Plac Inwalidów Wojennych oraz wodny plac zabaw obok tężni solankowej w parku przy Chorzowskiej – to niektóre przedsięwzięcia, które chce zrealizować Adam Neumann.

Kandydat “Koalicji dla Gliwic” zapowiada, że będzie realizował program wyborczy Frankiewicza, ale uzupełni go o nowe pomysły. Do programu “Gliwice wybierają” Łukasz Fedorczyk (infogliwice) i Marek Morawiak (Dzisiaj w Gliwicach) będą na bieżąco zapraszać kandydatów na prezydenta Gliwic.

Gliwice wybierają: Adam Neumann

Ograniczenie ruchu na starówce, nowy pomysł na Plac Inwalidów Wojennych oraz wodny plac zabaw obok tężni solankowej w parku przy Chorzowskiej.To niektóre przedsięwzięcia, które chce zrealizować Adam Neumann. Kandydat “Koalicji dla Gliwic Zygmunta Frankiewicza" zapowiada, że będzie realizował program wyborczy poprzednika, ale uzupełni go o nowe pomysły. Do programu “Gliwice wybierają” będziemy na bieżąco zapraszać kandydatów na prezydenta Gliwic.

Opublikowany przez Dzisiaj w Gliwicach Czwartek, 14 listopada 2019

Rozmowa z Januszem Moszyńskim, p.o. prezydenta Gliwic

0

Premier Mateusz Morawiecki powołał do pełnienia funkcji prezydenta miasta Janusza Moszyńskiego. Dla wielu to zaskakująca decyzja.

Moszyński w przeszłości należał kolejno do Kongresu Liberalno-Demokratycznego, Unii Wolności i Platformy Obywatelskiej, a jego samorządowa działalność mocno związana była z Zygmuntem Frankiewiczem. W 2006 uzyskał mandat radnego sejmiku śląskiego, następnie wybrano go na stanowisko marszałka województwa. W 2007 odszedł z PO, a w styczniu 2008 został odwołany z pełnionej funkcji.

Od 13 lat jest poza polityką. Dlaczego zdecydował się przyjąć stanowisko, jak widzi swoją rolę i czy będzie kandydował na prezydenta mówi nam w pierwszym po powołaniu na stanowisko wywiadzie.

Rozmowa z Januszem Moszyńskim

Zapraszamy na pierwszy, po powołaniu na pełniącego obowiązki prezydenta wywiad z Januszem Moszyński. Po wczorajszej konferencji prasowej, w której brała udział tylko cześć dziennikarzy, Janusz Moszyński umówił się z nami na indywidualną rozmowę. Spotkanie trwało pół godziny. Prezentujemy Państwu najciekawsze fragmenty.

Opublikowany przez Dzisiaj w Gliwicach Czwartek, 24 października 2019

“Odpowiedzialny obywatel powinien reagować”


Funkcję prezydenta miasta pełni pan od 26 lat, w tym czasie udało się zrealizować wiele mniejszych, ale też kilka bardzo dużych inwestycji, podjąć kilka niepopularnych decyzji, stoczyć parę politycznych walk. Czy pan jest tym wszystkim zmęczony? 

Gdybym powiedział, że jestem zmęczony to nie byłoby to chyba niczym dziwnym. To jest często praca ponad siły, w ciągłym stresie i nielimitowanym czasie, właściwie trwa na okrągło, także w soboty i niedziele. Jeśli spytałby pan czy jestem wypalony to powiedziałbym, że nie, ale tak po ludzku zmęczony jestem. 

Zwłaszcza, że bycie prezydentem miasta to nie jest jedyna funkcja jaką pan pełni? 

Angażuję się od bardzo dawna w działalność samorządową, szerszą niż tylko w naszym mieście. Przez 20 lat byłem szefem Śląskiego Związku Gmin i Powiatów, od ponad 4 lat jestem prezesem Związku Miast Polskich i członkiem Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, około 6 lat przewodniczącym za- rządu Związku Subregionu Centralnego, czyli instytucji pośredniczącej, na której ciąży odpowiedzialność za rozdysponowanie pieniędzy unijnych w wysokości około 6 miliardów złotych. Wszystkie te funkcje wypełniam społecznie. 

Słyszeliśmy to już od Grzegorza Schetyny, słyszeliśmy na konferencji prasowej prowadzonej przez posłankę Martę Golbik, informacja pojawiła się w mediach, w czwartek zostało opublikowane oświadczenie na pana Facebooku, ale ja bym chciał to usłyszeć bezpośrednio od pana. Oficjalnie potwierdza pan swój start w wyborach do Senatu? 

Wszystko wskazuje na to, że tak. Ja taką decyzje podjąłem kilka dni temu. 

Ostatecznie? 

Ostateczna będzie wtedy, gdy zostaną zgłoszone i przyjęte przez komisję wyborczą listy z kandydatami. 

Musi pan przyznać, że dla wyborców to będzie zaskakująca decyzja, być może nawet niezrozumiała. 

„Większość ludzi, nawet tych interesujących się polityką, nie ma świadomości, w jakim zagrożeniu w tej chwili są samorządy w Polsce”

W ciągu 30 lat wybudowaliśmy pewną strukturę do zarządzania państwem na szczeblu lokalnym i regionalnym. To jest gigantyczne osiągnięcie, nie do przecenienia. Właśnie to w bardzo dużym stopniu powoduje, że Polska dobrze się rozwija. To samorząd terytorialny realizuje zdecydowaną większość inwestycji publicznych w naszym kraju. W tej chwili warunki funkcjonowania tego samorządu, który działa przecież w imieniu swoich mieszkańców, są radykalnie pogarszane, a to z czym mamy ostatnio do czynienia, to jest rzecz niespotykana do tej pory i na tyle istotna dla finansów samorządowych, że może spowodować brak możliwości normalnego funkcjonowania nawet w połowie samorządów już w przyszłym roku. To jest finansowe uśmiercanie samorządów. 

Warto przy tym pamiętać, że to właśnie samorząd ma ogromy wpływ na życie mieszkańców. 

Zdecydowanie łatwiej jest powiedzieć czym istotnym dla obywateli samorząd się nie zajmuje. Można wyłączyć działalność wojska, spraw zagranicznych, policji w dużym stopniu. Na służbę zdrowia mamy, niestety za mały wpływ, ale odpowiadamy za skutki rządowych zaniedbań, dlatego że od niedawna musimy pokrywać, zawsze ujemne wyniki finansowe szpitali pomimo tego, że finansowaniem służby zdrowia powinien zajmować się rząd. W świadomości mieszkańców jest tak, że prezydent miasta zajmuje się wszystkim i nie jest to takie bardzo odległe od prawdy. 

W jaki sposób samorząd finansuje swoją działalność? 

Dochody miast są bardzo zróżnicowane, tu wiele zależy od samego miasta, od sposobu zarządzania, a to zależy od stabilności. Te miasta, które są stabilne politycznie, osiągają więcej i dlatego Gliwice z jednego z najbiedniejszych miast w województwie katowickim stały się jednym z najbogatszych w Polsce. Największym wpływem jest udział w podatkach skarbu państwa, największym źródłem jest podatek dochodowy od osób fizycznych. Kiedy rząd obniża podatki, z czym akurat osobiście bardzo się zgadzam, to takie obniżki są w połowie finansowe przez samorządy, które, o ile nie dostaną od rządu rekompensaty tych utraconych dochodów, stają się niewydolne i za chwilę mogą przestać realizować swoje podstawowe zadania. 

Proszę wybaczyć kolokwializm, ale pan uważa, że rząd celowo zarzyna finanse samorządu? 

To jest adekwatne słowo, choć może faktycznie nie bardzo parlamentarne. To nie jest jedyny sposób jego degradacji. Ja poświęciłem, pracując społecznie, 20 lat życia na budowanie samorządu, wspieranie jego rozwoju, interweniowanie w sprawach groźnych dla jego przyszłości.

„Samorząd odniósł sukces i wiele zmienił w Polsce, a teraz na moich oczach ten samorząd jest mordowany” 

Przy takim sposobie rządzenia państwem, pełnej centralizacji, żądzy po- siadania pełnej niczym nieograniczonej władzy w państwie, samorząd nie ma prawa przetrwać następnych czterech lat. Ja nie chcę na to pozwolić. Pracując tutaj posługiwałem się wyłącznie merytorycznymi argumentami, stroniłem od polityki. Przedstawiam wykresy, tabele i udowadniam, że kłamstwem jest to co rządzący w tej chwili mówią na temat dochodów i wydatków. Ordynarnym kłamstwem było, że samorząd oszczędza na edukacji i powinien płacić jeszcze więcej. Płaci więcej i to skokowo więcej. Tymczasem to rząd oszczędza. Nakłady rządu na oświatę spadają zarówno w odniesieniu do budżetu państwa jak i PKB. No więc argumenty merytoryczne nie działają, skuteczne mogą być tylko metody polityczne. Jestem konsekwentny, jak mówię tak robię.

„Metodą polityczną jest zorganizowanie list do Senatu, czym się zajmuję już dość długo. W taki sposób, żeby PiS nie miał większości w tej izbie parlamentu”

Co może zrobić Senat? Jeśli PiS będzie miał większość w Sejmie i swojego prezydenta to Senat i tak nie zablokuje ich ustaw. 

Senat może wbrew wyobrażeniom bardzo dużo. Teraz jest takie wrażenie, że nic nie może, bo nic nie chce. Nie będę omawiał wszystkich kompetencji Senatu, powiem tylko, że partia rządząca nie mając większości w Senacie, nie przeprowadzi już całego procesu legislacyjnego w jedną noc. Senat ma miesiąc na zaopiniowanie projektów ustaw, które przychodzą z Sejmu i ten miesiąc może być wykorzystany na konsultacje, zebranie opinii, poprawianie projektów, które są najczęściej koszmarnymi bublami i zorganizowanie opinii publicznej do oporu przeciwko za- machom, na przykład na niezależny samorząd. 

To będzie najdziwniejsza kampania wyborcza jaką widziałem. Urzędujący od 26 lat prezydent, wybrany pięciokrotnie przez mieszkańców w bezpośrednich wyborach, cieszący się ogromną popularnością prezydent, będzie musiał przekonać swoich wyborców do „wypuszczenia” go z miasta. 

„Myślę, że sama moja decyzja, która na pewno jest zaskakująca dla wielu, spowoduje refleksję i zastanowienie nad argumentami, które za tym stoją”

Każdy żyje swoim codziennym życiem, zajmuje się własnymi sprawami i nie patrzy na dalekie perspektywy, nie chce się zajmować polityką bo ona odstręcza prawie wszystkich i w związku z tym nie wie jakie są za- grożenia. To jest taki bal na Titanicu, wszyscy jesteśmy w świetnych nastrojach, ale za chwilę zatoniemy, dlatego że wy- drenowane zostały właściwie wszystkie fundusze. Pieniądze, które miały wpływać w następnych latach są teraz konsumowane, zaciągane są kredyty na programy socjalne, w szczycie koniunktury gospodarczej! Nadchodzi spowolnienie, ceny zaczynają rosnąć, za chwilę podwyżki zjedzą wszystkie transfery socjalne. Służba zdrowia jest w totalnej zapaści, niedługo nie będziemy mieli gdzie się leczyć. Dobrze, że jest wsparcie dla rodzin, dla osób z niskimi dochodami. Problem w tym, że rząd w zasadzie wyłącznie rozdaje pieniądze, żeby budować swoją popularność, a nie zajmuje się innymi ważnymi sprawami. A to właśnie osoby o niskich dochodach są najbardziej zależne od państwa i usług, które powinno dostarczać. Jeśli padnie służba zdrowia, to bogatszych będzie stać na prywatnych lekarzy. Sytuacja jest fatalna, tylko nie wszyscy jeszcze to widzą. Widzą to eksperci, którzy w tym siedzą głęboko. Ja siedzę bardzo głęboko i widzę, więc reaguję.

To są rządy, które doprowadzą do katastrofy! Obywatel, który czuje się świadomy i odpowiedzialny powinien reagować. 

Jeśli prezydent Frankiewicz stanie się senatorem Frankiewiczem, to na jego miejsce premier wyznaczy komisarza, prawdopodobnie kogoś związanego z PiSem, który przez 90 dni będzie zarządzał miastem… 

Będzie organem wykonawczym, istnieje jeszcze rada miasta, to trzeba przypomnieć. 

Przejmuje kompetencje prezydenta. Nie obawia się pan tych 90 dni? Może się okazać, że to będzie na przykład 900 dni. 

Zgodnie z ustawą, a mam nadzieję, że prawo w Polsce ciągle istnieje, do 90 dni muszą się odbyć przedterminowe wybory prezydenta. Zakłada pan redaktor, że to będzie ktoś kto nie zna miasta, przyjdzie z zewnątrz i będzie działał na szkodę Gliwic? To by była fatalna recenzja PiSu… 

Nie zakładam. To może być ktoś kto zna samorząd, i to na każdym szczeblu. 

Nie znam takiej osoby w PiSie. 

Nie ma znaczenia kto to będzie… 

No właśnie ma, zgodnie z duchem ustawy, to jest ktoś kto administruje miastem do czasu wybrania nowego gospodarza. Jeżeli to ma być przyszły kandydat na prezydenta to jest to wykorzystywanie sytuacji do działalności politycznej i to jest wyjątkowo naganne. 

Były takie przypadki więc się tego wykluczyć nie da. 

Ale skończyły się marnie. 

Wiceprezydent: “Mieszkańcy potrafią docenić pracę”

8

Rozmowa z Adamem Neumannem, zastępcą prezydenta miasta

Kampania wyborcza w pełni. Kandydaci z różnych list prześcigają się w obietnicach. Co Pan proponuje w swojej kampanii?

Jestem zwolennikiem teorii, że kampania wyborcza zaczyna się następnego dnia po wyborach, bo następne już za kilka lat. Wszystkie działania osoby publicznej, a taką jestem od 12 lat, wpływają na wynik następnych wyborów. Codzienną pracę zawodową staram się wykonywać tak, by służyła w jak najlepszym stopniu wspólnocie samorządowej…

No właśnie, prezydent czy zastępca prezydenta miasta w przeciwieństwie od prezydenta kraju nie pełni tylko funkcji reprezentacyjnej.

Kiedy czytam niektóre dyskusje na portalach społecznościowych, widzę, że wyobrażenie o obowiązkach prezydenta i jego współpracowników daleko odbiega od rzeczywistości. Ogrom zadań przerzucanych sukcesywnie przez rząd na samorząd sprawia, że wielką sztuką jest takie ich prowadzenie, by pojedyncze decyzje dotyczące i tych dużych i tych małych tematów składały się w spójną całość i prowadziły do harmonijnego rozwoju miasta i rozwiązywania bieżących jego problemów. Nie da się wszystkiego zrobić natychmiast, nawet jeśli postulaty są słuszne, nie da się też równocześnie zadowolić wszystkich. Niektóre trudne decyzje, dobre w bliższej lub dalszej perspektywie dla większości mieszkańców, powodują aktywny opór tych, którym się nie podobają. Mam nadzieję, że mieszkańcy potrafią docenić całokształt działań w mieście. Akt wyborczy jest sprawdzianem i weryfikacją naszych dokonań.

Mówi się, że Lud chce „chleba i igrzysk”, a Pan mówi o długoletniej pracy i harmonijnym rozwoju. Kandydaci zwykle obiecują: drogę osiedlową, parking, plac zabaw, sygnalizację świetlną na pobliskim skrzyżowaniu, ścieżkę rowerową itp.

Istotnie, zwykle przed wyborami mamy festiwal obietnic. Niektóre pomysły warte są realizacji, a większość ich z punktu widzenia danej dzielnicy wydaje się „obiecywaczom” niezbędna. Nie wszystkie z uwagi na ograniczenia budżetowe, przyszłe koszty eksploatacji i „moce przerobowe” mogą być w bieżącym okresie zrealizowane. Rzadko też kandydaci w swych w programach wyborczych sięgają do tematów strategicznych, dotyczących całego miasta.

Jakich na przykład?

Gliwice z racji położenia w dolnym dorzeczu stosunkowo krótkiej, ale gwałtownie przybierającej w czasie opadów atmosferycznych Kłodnicy, są narażone na niebezpieczeństwo powodzi. Troską władz jest właściwe zabezpieczenie miasta przed potencjalnym zalaniem. Wiele można by tu mówić o zaniechaniach administracji rządowej (kiedyś RZGW dzisiaj Wody Polskie) i niewykonywaniu ich zadań ustawowych. Ale o tym przy innej okazji. Zdani na własne siły od lat prowadzimy działania, których celem jest stworzenie koniecznych zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Jednym z nich powinien być system polderów zalewowych, czyli terenów zieleni, które w okresach nie związanych z zagrożeniem powodziowym służyłyby mieszkańcom do rekreacji i wypoczynku a w czasie powodzi przyjmowałyby nadmiar wody. Niezbędne jest systemowe utrzymywanie, ulepszanie i rozbudowa kanalizacji deszczowej. Są to według mnie jedne z najistotniejszych zadań miasta. Dla dzielnic oddalonych od rzeki nie jest to tak nośny temat, jak nowy plac zabaw czy siłownia.

Coś jeszcze?

Szpital. Bez wątpienia Gliwicom jest potrzebny nowoczesny, o wysokim poziomie świadczenia usług medycznych. I znowu wiele by mówić o obecnym niewydolnym systemie ochrony zdrowia opartym o uznaniowe i arbitralne decyzje NFZ. Czy zadaniem samorządu terytorialnego jest dofinansowywanie źle działającego sytemu, za który odpowiedzialny jest rząd? Zapowiadamy jednak w programie wyborczym budowę nowego szpitala w nowej lokalizacji. Jesteśmy zdeterminowani. Sytuacja finansowa Miasta jest tak dobra, że budowa nowego kompleksu szpitalnego na miarę XXI wieku jest całkowicie realna. Proszę zauważyć, że wszystkie inwestycje zapowiadane i rozpoczynane przez „ekipę Frankiewicza” są w mieście wykonywane, kończone i oddawane do użytku. Podobnie będzie z nowym szpitalem.

To były przykłady tematów strategicznych, a co z tymi mniejszymi, lokalnymi? Czy o tych Pan zapomina? Mieszka Pan w Żernikach i wiem, że tamtejsi mieszkańcy „liczą na Pana”.

Jak wspomniałem na początku, najskuteczniejszą kampanią wyborczą jest codzienna systematyczna praca. Interesuję się sprawami dzielnicy. Jestem w stałym kontakcie z jej mieszkańcami, nie unikam rozmów – także tych trudnych. Razem rozwiązujemy problemy, ale też razem bawimy się i świętujemy. Regularnie w ramach moich możliwości czasowych uczestniczę w spotkaniach Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Żerniki i Rady Osiedla. Przede wszystkim staram się doradzać i podpowiadać, ale NIE ZAŁATWIAĆ. Zawsze to podkreślam: nieuczciwe byłby wobec mieszkańców innych dzielnic, gdyby wiceprezydent „załatwiał” coś dla swoich sąsiadów. Wszystkie dzielnice i wszyscy mieszkańcy powinni być traktowani porównywalnie.

Co Pan ma na myśli, mówiąc „porównywalnie”?

Obrazowo: z lotu ptaka nie powinno być widać, w którym rejonie mieszka prezydent lub jego zastępcy. Całe miasto powinno rozwijać się harmonijnie, nie ma mowy o specjalnych przywilejach inwestycyjnych czy wyższym poziomie usług komunalnych w jakiejkolwiek dzielnicy. Doceniamy przy tym inicjatywy i pracowitość lokalnych liderów, którzy działają sami lub reprezentują mieszkańców i w sposób kulturalny i odpowiedzialny przekazują ich potrzeby. Tak staram się działać z Żernikach i satysfakcjonujące jest to, że wraz z mieszkańcami tej dzielnicy razem przyczyniamy się do pozytywnych zmian i rozwoju dzielnicy.
____________________________
Adam Neumann
Urodzony w 1959r., mgr inż. mechanik energetyk, licencjonowany zarządca nieruchomości i wykładowca uniwersytecki kierunku zarządzanie nieruchomościami. Od urodzenia mieszka w Gliwicach, od 35 lat mąż Jolanty. Ojciec Roberta, Piotra i Katarzyny, dziadek Jakuba i Juliusza. Od 01.12.2006r wiceprezydent Gliwic.

Materiał sfinansowany przez KWW Koalicja dla Gliwic Z. Frankiewicza