Cześć, tu Maciek, pamiętacie mnie? Kiedyś mieszkałem na ulicy, obrywało mi się od innych kotów – mam dużo blizn po bójkach – chodziłem głodny, mokry, a na koniec bardzo chory. Byłem już tak słaby i zrezygnowany, że zamieszkałem pod śmietnikiem. Wtedy uparci ludzie łapali mnie i od tego czasu zmieniło się moje życie.

Klatka, ludzie, weterynarz, zastrzyki, operacja. To mnie kosztowało dużo stresu, nie wiedziałem co się dzieje, ale ufałem że wszystko będzie dobrze. I było. Zanim znalazłem swoje miejsce, trochę podróżowałem w poszukiwaniu mojego domu i znalazłem, a raczej to Ona znalazła mnie. Moja Pani. Mój własny człowiek. Jestem najszczęśliwszym kotem na świecie, bo ludzie dali mi szanse, a nie byłem piękny i puchaty. Odwdzięczam się miłością. Nauczyłem się mruczeć, być szczęśliwy i zadowolony.

Apeluję, Ja! Kot Maciek! Z ciepłego domu, wygodnego fotela z pełną miską, dajcie proszę szansę innym. Tym z ulicy, którzy latami się błąkają bez sensu, byle przeżyć jeszcze jeden dzień. Jest nas wiele takich jak ja, którzy marzą o swoim człowieku i zimie pod kocem. Niedługo nadejdzie. Wiele z nas nie przetrwa. Jest jeszcze czas, żeby się uprzeć, żeby pomóc i żeby działać! Zróbcie to! Ratujcie nas z ulicy!

A patrzcie co moja Pani mówi o naszym wspólnym życiu. “Maciuś przede wszystkim je. Dużo i często. Odkąd jest u mnie prycha na łososia, więc jest już bardzo luksusowym kotem, ale też bardzo dobrym kompanem, kiedy jestem chora. Nie oddala się, tylko chodzi za mną wszędzie krok w krok. Jest arcygrzeczny, nie drapie mebli. Demon wstępuje w niego tylko przy obcinaniu pazurków. W późnych godzinach nocnych lub wczesnoporannych odpala mu się torpeda i lata po pokojach jak szalony. Dość często nie zwraca uwagi gdzie idzie i potrafi odbijać się od ścian. Jak tylko wracam do domu to spędzamy razem czas, ponieważ zawsze jest blisko mnie.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here